piątek, 2 listopada 2018

Marta Sztokfisz "Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa"


Marta Sztokfisz „Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia”, Wydawnictwo Literackie 2018, ISBN 978-83-06593-8, stron 384. Premiera 14.11.2018.


Opis wydawcy: Poznajcie polską Julię Child mistrzynię kuchni, prekursorkę nowoczesności! Trzęsła warszawską socjetą końca XIX wieku. Bywała na salonach, nadawała ton dyskusjom i balom. Żadna inna kobieta w Królestwie Polskim nie odniosła takiego sukcesu jak Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Fizycznie była przeciwieństwem urodzonej niemal sto lat później Amerykanki. Miała zaledwie półtora metra wzrostu i z dumą nosiła niemałą nadwagę. Za to sposób bycia, niezwykła charyzma i bezpośredniość z pewnością łączyły dwie słynne kucharki. Obie miały też podobny plan na przyszłość – być dobrą żoną i matką, pomagać innym, uczyć się i wieść życie nowoczesnej pani domu. A że bez umiejętności gotowania sprostać temu nie sposób, to całe swoje zaangażowanie zogniskowały w sztuce kulinarnej i odniosły niebywały sukces. Pani Lucyna miała niespełna czterdzieści lat, a już była obiektem zachwytów, złośliwych spojrzeń i plotek. Jej 365 obiadów za 5 złotych było najchętniej czytaną polską książką tamtego okresu i zajmowało honorowe miejsce w tysiącach polskich domów, tuż obok Biblii. Nakłady kolejnych jej książek kucharskich przekraczały nakłady dzieł Mickiewicza i Słowackiego, prowadzony przez nią salon przy Królewskiej odwiedzały największe osobistości stolicy, a za zarobione pieniądze mogła kupić trzy majątki ziemskie! „Panoszy się na mieście jak pawie pióro w kapeluszu – mówili złośliwcy, zazdroszczący jej żyłki do marketingu i interesów, dodając: – Jest jak rtęć, wszędzie się wciśnie”. Słynęła też ze swojej oszczędności, co sprawiło, że żartobliwie nazywano ją „Ćwierciakiewiczową”. Była jednocześnie wzorem emancypacji, a promując w swoich poradnikach, redagowanych przez siebie kalendarzach i rubrykach prasowych zdrowy styl życia, wyprzedziła epokę. Teraz Lucyna Ćwierczakiewiczowa i Warszawa końca XIX wieku ożywają na nowo na kartach frapującej biografii spisanej przez znaną dziennikarkę, Martę Sztokfisz. Tę książkę czyta się jak doskonałą powieść!


Z nazwiskiem Lucyny Ćwierczakiewiczowej zetknęłam się po raz pierwszy bodajże przy lekturze którejś z książek dotyczących dwudziestolecia międzywojennego. Celowo napisałam „bodajże”, ponieważ tylko tak przypuszczam, a tak naprawdę może tę naczelną autorkę polskich książek kucharskich znałam już wcześniej, tak po prostu? W każdym razie Lucyna Ćwierczakiewiczowa to kolejna postać, którą kojarzyłam, ale wiedza o niej sprowadzała się do może jednego, góra dwóch zdań. Dlatego też zapowiedź jej biografii powitałam z wielką radością, że wreszcie dowiem się czegoś więcej. Nie bez znaczenia był także fakt, kto podjął się sportretowania „polskiej Julii Child” – Marta Sztokfisz jest autorką świetnej biografii Jerzego Hoffmana, którą wspominam z wielkim sentymentem.  


Lucyna Bachman urodziła się w dość postępowej rodzinie, przynajmniej ja to tak widzę. Nawet jeśli plan na życie był z góry określony przez czasy i pozycję społeczną nie tylko rodziny, ale i samych kobiet ówczesnej epoki; nawet jeśli inwestowało się w wykształcenie brata Lucyny, a nie jej samej, to jednocześnie wcale nie twierdzono, że dziewczynka ma być cicha, pokorna i posłuszna w przyszłości mężowi. Zresztą Bachmanówna ma charakter, jest twarda, uparta, konsekwentna i chce coś w życiu osiągnąć. Te cechy osobowości staną się kluczem do jej sukcesu. A ten, chyba nawet nie tylko jak na tamte czasy, był olbrzymi, skoro „biblia” Ćwierczakiewiczowej, czyli „365 obiadów za 5 złotych”, doczekała się mnóstwa wydań, gościła w wielu polskich domach, stając się podręcznikiem dla kolejnych pokoleń kobiet (po dziś dzień); nakłady jej publikacji przewyższały te wieszczów Mickiewicza i Słowackiego, a za roczny dochód mogła nabyć trzy majątki ziemskie.  


Ale sukces pani Lucyny nie miał jedynie wymiaru finansowego. Śmiało można rzec, że Ćwierczakiewiczowa tym, jak pracowała i co promowała, wyprzedzała swoją epokę. W dzisiejszych czasach na pewno byłaby celebrytką, ale broń Boże nie z tych, co są znani tylko z tego, że są znani. Swoją pozycję zawdzięczała rzetelnej, solidnej i ciężkiej pracy, w jej salonie gościli wielcy ludzie tamtych lat; recenzje jej kalendarzy pisał sam Bolesław Prus. A jeśli miarą powodzenia są również krytycy czy zawistnicy, to tak, Ćwierczakiewiczowa miała ich całkiem sporo. Dziś nazwalibyśmy ją może feministką, wtedy na pewno była emancypantką. Niby zajmowała się tylko „mieszaniem warząchwią”, jak mawiali prześmiewcy, ale dążyła do tego, by kobiety rozwijały drzemiące w nich potencjały. 


Obraz, jaki wyłania się z niniejszej biografii, jest pasjonujący. Nie pomyliłam się, zakładając, że Marta Sztokfisz jest odpowiednią osobą do przedstawienia autorki „365 obiadów…”. Sztokfisz pisze lekko, z wdziękiem, zgrabnie wplatając w narrację receptury swojej bohaterki, np. na leguminę z jabłek, marengi z bitą śmietaną czy na szczupaka duszonego z chrzanem. Ja „Panią od obiadów” pochłonęłam – jestem bardzo zadowolona, że ta książka powstała i że mam ją na swojej półce. 


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu. 

https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/4867/Pani-od-obiadow---Marta-Sztokfisz

1 komentarz:

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.