Joanna Chmielewska „Złota mucha”, Vers 1998, ISBN
83-7127-037-2, stron 352
Wszystko zaczęło się jeszcze w poprzednim ustroju. A
właściwie nie, zaczęło się jeszcze wcześniej, tak wcześnie, że trudno to sobie
nawet wyobrazić. Ukształtowały się wtedy bursztyny, jakich świat jeszcze nie
widział: z muchą, rybką i chmurką ze złotego pyłu. Gdy Joanna zapałała miłością
do bursztynu, od razu wplątała się w aferą zbrodniczo-złodziejską.
„Złotą muchę” kupiłam na wakacjach czternaście lat temu i
wtedy też przeczytałam ją po raz pierwszy. Możliwe, że przez te wszystkie lata
czytałam ją jeszcze raz, ale nie przypominam sobie tego faktu, a z samej fabuły
kojarzyłam tylko tyle, że akcja dzieje się nad morzem, że chodzi o bursztyn, a
w tle majaczył mi się Waldemar. Szkoda, że nie pamiętam, jakie wtedy miałam
wrażenia po lekturze; porównanie emocji towarzyszących nastolatce, a dorosłej
kobiecie, mogłoby być ciekawe. Pamięć zawiodła, pozostaje mi więc odnieść się
do obecnych odczuć.