wtorek, 18 lipca 2017

W skrócie 2/07/17



Izabella Frączyk „Spalone mosty. Stajnia w Pieńkach, t. 2”, Prószyński i S-ka 2017, ISBN 978-83-8097-179-0, stron 288

Opis wydawcy:
Kiedy wszystko zaczyna się układać, to nieomylny znak, że los już coś dla nas szykuje. Życie na wsi dalekie jest od sielanki, a starych problemów nie da się zostawić za nowymi drzwiami. Czy Magda do końca wiedziała, na co się decyduje? Czy nie zabraknie jej siły?
Izabella Frączyk w kontynuacji niezwykłej historii o realizacji marzeń i osiąganiu celów, potrzebie zmian i spełnianiu oczekiwań innych ludzi.

Czekałam niecierpliwie na drugi tom „Stajni w Pieńkach”. Pierwszy kończył się tak, że naprawdę nic tylko odsądzać autorkę od czci i wiary za pozostawienie swoich czytelników w takim momencie. Przyznaję od razu, że chyba spodziewałam się innego początku „Spalonych mostów”, ale widać Izabella Frączyk dla swojej bohaterki ma coś jeszcze ciekawszego w zanadrzu.

Na razie ciągle lubi komplikować Magdzie życie. A może nie tyle komplikować, co sprawiać, że stale coś się dzieje. Jak nie pożar, to wypadek; jak nie stale powiększający się inwentarz, to wycieczka przedszkolaków. Magda często dosłownie ledwie chodzi ze zmęczenia, ale utwierdza się w przekonaniu, że Pieńki to jej miejsce na ziemi, a wyjazd z Sopotu i zakończenie małżeństwa z toksycznym maminsynkiem i relacji z bezczelną teściową było najlepszym, co ją mogło spotkać.

Ktoś mógłby powiedzieć, że fabuła jest trochę nierealna, bo Magda ma szczęście do ludzi, zazwyczaj pod jej dach trafiają ci pomocni, którzy cenią sobie współpracę czy wspólnotę sąsiedzką. A ja bym wtedy odpowiedziała: a właściwie czemu nie? Może czasem takiej właśnie wiary w ludzi nam potrzeba i ta książkowa przełoży się kiedyś na tę rzeczywistą?

Wyjaśniają się tajemnice z przeszłości; krzepną istniejące przyjaźnie i rodzą się nowe; niektórzy pokazują swoje prawdziwe oblicze lub tylko utwierdzają w opinii na ich temat; jednym słowem w stadninie Magdy tętni życie. Ciekawa jestem bardzo, co będzie dalej.

Krystyna Pytlakowska „Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz, że ja cię kocham...”, Prószyński i S-ka 2017, ISBN 978-83-8097-136-3, stron 288

Opis wydawcy:
Wojciech Karolak nie znosi wyjazdów, ale w tę podróż wybrał się ze mną bez większych oporów. Być może dlatego, że nie musiał zabierać ze sobą ciężkich walizek - wystarczyły wspomnienia. Pojechaliśmy do miejscowości Przeszłość, zatrzymując się na kilku przystankach.
To książka wyjątkowa, bo o wielkiej miłości do absolutnie niezwykłej kobiety - Marii Czubaszek, jego żony. Do tej pory jazzman raczej nie udzielał indywidualnych wywiadów, nikt więc nie wiedział, co tak naprawdę w nim siedzi ani do jakich uczuć jest zdolny. Przez prawie dwa miesiące podczas nocnych spotkań odkrywałam jego fascynujące tajemnice. Dzisiaj już wiem, dlaczego Marysia Czubaszek pokochała właśnie jego. Prawdę mówiąc, sama się w nim zakochałam, ale jestem bez szans, bo to facet jednej kobiety. Jeżeli nie wierzycie, po prostu przeczytajcie tę książkę.

Marię Czubaszek poznałam dzięki książce napisanej z Arturem Andrusem: „Każdy szczyt ma swój Czubaszek”, która zapewniła mi mnóstwo uciechy. Pamiętam, że bardzo chciałam przeczytać jeszcze drugą część, czyli „Boks na ptaku” i „Nienachalną z urody” (i w najbliższym czasie to zrobię); ten ostatni tytuł miał swą premierę w maju 2016 r. Kilka dni przed jego ukazaniem się, autorka zmarła. Jakoś mocno poruszyło mnie jej odejście, może dlatego, że dla mnie było niespodziewane, bo przecież cały czas była aktywna i obecna w przestrzeni publicznej. Teraz, po lekturze niniejszej publikacji, wiem już, że wcale takie niespodziewane nie była, Czubaszek chorowała od dawna i wiedziała, że jej dni są policzone. Najsmutniejsze, że chyba sama sobie bardzo w tej śmierci pomogła...

Po przeczytaniu „Małżeństwa doskonałego” można by dojść do wniosku, że związek Marii Czubaszek i Wojciecha Karolaka był dość dziwny. Wyłania nam się tutaj obraz ludzi, którzy wiedli zupełnie odmienne style życia: ona dzienny, on nocny. A jednak byli w tym razem: chyba bliżej siebie, niż niejedno małżeństwo spędzające ze sobą każdą wolną chwilę. Wojciech Karolak zdecydowanie i ostro nie zgodził się ze stwierdzeniem dziennikarki, że żyli osobno; to był jeden z mocniejszych protestów, jakie miały miejsce w tej rozmowie.

To nie jest lekka lektura. Czytało mi się ją niełatwo, ponieważ moim zdaniem doskonale widać, jak bardzo muzyk nie radzi sobie ze śmiercią żony. Cała rozmowa jasno pokazuje, że była najważniejszą osobą w jego życiu i wraz z jej odejściem straciło ono sens. I naprawdę nie brzmiało to jak słowa tylko na pokaz. Nie jestem chyba przyzwyczajona, że o tak intymnych uczuciach opowiada mężczyzna; nasza kultura nie pozwala mężczyznom na okazywanie łez i przyznawanie się do psychicznego bólu. I może właśnie dlatego „Małżeństwo doskonałe” wywiera tak przejmujące wrażenie, bo kobieta opowiadająca o stracie męża byłaby czymś zwyczajnym, ale gdy o swojej żałobie mówi mężczyzna, to jednak jest to coś rzadkiego. Jeśli można mówić o dwóch połówkach jabłka, to Wojciech Karolak miał to szczęście, że swoją drugą połówkę spotkał; jeśli mówić, że małżeństwo to jedność dwóch osób, to Wojciech Karolak tworzył tę jedność z Marią Czubaszek. I nie dziwi, że gdy jej zabrakło, on poczuł, że stracił część siebie... I widać to w tej książce.  

Wyzwanie: „Grunt to okładka”.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. 

http://www.proszynski.pl/

2 komentarze:

  1. Na książkę Frączyk mam wielką ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Druga pozycja jest dla mnie pozycją obowiązkową :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.