wtorek, 25 lipca 2017

Agnieszka Olejnik "Ławeczka pod bzem"



Agnieszka Olejnik „Ławeczka pod bzem”, Czwarta Strona 2017, ISBN 978-83-7976-708-3, stron 448

Przyjaźń połączyła Igę i Agatę jeszcze w podstawówce, a zaczęła się od problemów rodzinnych każdej z nich. To więź, której nie straszne żadne kłopoty i zawirowania. Któregoś dnia, niewiele myśląc, wypełniają kupon Lotto, przyrzekając sobie, że podzielą się ewentualną wygraną. Ku zaskoczeniu Igi kumulacja przestaje być tylko ewentualna, a na jej koncie pojawia się dwadzieścia milionów złotych. Swoją część pieniędzy dziewczyna chce przeznaczyć na całkowite usamodzielnienie się, dość mieszkania z matką i jej partnerem, dość pracy w salonie kosmetycznym rodzicielki, czas na nową Igę. Postanawia spełnić swoje wielkie marzenie: chce stać się posiadaczką domu z ogrodem, w którym pod krzakiem bzu stanie ławeczka. Iga musi to jedynie utrzymać w tajemnicy, by nadopiekuńcza matka nie chciała jej dalej urządzać życia.

Agnieszka Olejnik kolejny raz niebywale mnie zaskoczyła. Po dwóch powieściach obyczajowych („A potem przyszła wiosna” i „Dziewczyna z porcelany”), napisała coś, co sprawiło, że zbierałam szczękę z podłogi – jej „Nieobecna” wciągnęła mnie w swoje sidła, a autorka pokazała, że jej proza może być mroczna, drapieżna, niepokojąco niegrzeczna. Najnowsza fabuła to powrót do literatury obyczajowej, ale jednocześnie ukłon w stronę komedii – właśnie to jest ten niespodziewany element, nie myślałam, że pisarka ma jeszcze taki potężny atut w zanadrzu: jej poczucie humoru podbiło mnie całkowicie. „Ławeczka pod bzem” staje się niniejszym moją ulubioną książką Agnieszki Olejnik.

Główna bohaterka to postać, hm, odrobinę specyficzna, ale przez to wyjątkowa i tak po prostu fajna. W wyniku nietypowego wydarzenia, jakim było uderzenie pioruna, myli przysłowia oraz przekręca imiona i nazwiska. Przyznam, że taki pomysł na cechę charakterystyczną dla bohaterki wydał mi się wielce oryginalny i intrygujący, a to, co wychodziło z ust Igi, było rozbrajające i urocze. Gorzej, że od tamtego wypadku jej własna matka zaczęła traktować córkę trochę, albo nawet bardzo trochę, jakby dziewczyna wymagała szczególnej opieki i pomocy. Nie ma więc co się dziwić, że Iga nie chciała chwalić się wygraną. A że wyjdzie z tego jeszcze więcej zamieszania, no cóż, o tym nie pomyślała. Pieniądze miały być środkiem do spełnienia jej własnych, osobistych marzeń, nie matki, a już nie daj Boże opowiadającego koszmarne suchary Benia.

Każdy z nas pewnie niejeden raz twierdził, że doskonale by wiedział, co zrobić z tak gigantyczną kwotą. Iga udowadnia, że niekoniecznie tak jest. Najpierw przechodzi etap lęku, że ktoś mógłby ją okraść bądź też wykorzystać, szczególnie że wokół niej nagle roi się od mężczyzn. A jakoś szczególnie jej do nich nie ciągnie, założyła sobie kiedyś, że nie wyjdzie za mąż, dzieci także nie ma w planach. Z czasem do Igi dociera, że to jednak nie o wolność finansową w życiu chodzi. Owszem, zrealizowała zadanie, spełniła marzenie i kupiła dom, a ogród wkrótce się stworzy, ale ważniejsze jest to, by ktoś w tym domu na nią czekał, by radością z własnego miejsca na ziemi i pięknie kwitnących, kolorowych kwiatów można się było z kimś dzielić. Przystojny sąsiad w typie Roberta Redforda, Maciek Kornecki, wydaje się być odpowiednią osobą...

Jak przedtem Iga prowadziła spokojne, uporządkowane życie, ograniczone do domu, pracy i matki, a także znoszenia wrednych docinków jej pracownicy, zwanej Szyneczką, oraz spotkań z Agatą, tak teraz dzieje się bardzo dużo. A to przekłada się na uciechę czytelnika „Ławeczki pod bzem” – ja w każdym razie znakomicie się bawiłam. Całą fabułą jestem urzeczona – to ciepła, humorystyczna opowieść o dojrzewaniu do prawdy o tym, co w życiu jest najważniejsze. Bardzo polecam i mam cichą nadzieję, że Agnieszka Olejnik częściej będzie czerpać z pokładów swojego poczucia humoru.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. 

http://czwartastrona.pl/


20 komentarzy:

  1. Może przeczytam.. Trochę denerwują mnie jednak w książkach i serialach te ogromne wygrane w totka, każdy może sobie kupić dom.. Szkoda, że w normalnym żayciu tak nie ma i nawet 100 zł nie wygra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu akurat masz rację, nawet 10 nigdy nie wygrałam;)

      Usuń
  2. Już sama Twoja recenzja nastroiła mnie bardzo pozytywnie, więc książka powinna przypaść mi do gustu. Wydaje się idealna na letni czas - tym bardziej przy tak kiepskiej pogodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, na lato w sam raz, zwłaszcza takie paskudne lato;)

      Usuń
  3. Bardzo lubię i cenię sobie lektury, które mogą poprawić mi humor. Z chęcią po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś nie bardzo przekonują mnie takie historie. Już kilka razy sięgałam po podobne opowieści, ale teraz jak próbuję sobie przypomnieć poszczególne książki to zlewają mi się w jedną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dawno nie czytałam żadnej w tym stylu, więc pewnie dlatego też mi się podobała.

      Usuń
  5. Moje zdanie na temat tej książki już znasz. Najwidoczniej jestem okropną sztywniarą bo humoru nie wyłapałam. Ciepła tym bardziej;) Cóż zimna i sztywna istota ze mnie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, nie przesadzaj z tą samokrytyką;)

      Usuń
  6. To uderzenie pioruna mnie intryguje. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę się doczekać, aż wypowiesz się o całokształcie:)

      Usuń
  7. Już teraz mam pewność, że Monice książka powinna przypaść do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Humor tak, bez tak, a na ławeczce chętnie przysiądę.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.