piątek, 14 czerwca 2013

Tishani Doshi "Poszukiwacze szczęścia"


Tishani Doshi „Poszukiwacze szczęścia”, Świat Książki 2012, ISBN 978-83-7799-445-0, stron 320

Babo pochodzi z Indii. Wychowuje się z bratem i siostrami w tradycyjnej i religijnej rodzinie, choć w pewnym stopniu także postępowej. Gdy dorasta, ojciec wysyła go do Londynu, by tam zdobył wykształcenie i praktykę, a wszystko po to, by po powrocie przekształcił rodzinną firmę w specjalistyczną fabrykę farb.

Szybko jednak Babo weryfikuje te plany i marzenia. Zupełnie nowe doznania go oszałamiają, chce kosztować życie, łamie zasady, które obowiązywały w domu. Gdy poznaje piękną Siân, chce być z nią już na zawsze, a z Londynu pragnie uczynić swoje miejsce na ziemi. Jednak nie będzie to takie proste, rodzina się o niego upomni. Wyrażą zgodę na jego małżeństwo tylko wtedy, gdy wróci z „tą dziewczyną Bóg wie skąd” do Madrasu i zamieszka tam na dwa lata. Siân będzie musiała odnaleźć się w świecie pełnym drobiazgów i znaczeń, o których do tej pory nie miała pojęcia. Nowe miejsce, nowa rodzina. Co się wydarzy po upływie wyznaczonego terminu?

„Poszukiwaczy szczęścia” zgarnęłam z półki w bibliotece zaintrygowana opisem. Podchodziłam jednak do niej z dystansem, ponieważ ciągle nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, czy lubię takie egzotyczne – jak je nazywam – książki, czyli takie, których akcja toczy się w odległych zakątkach świata, gdzie panują nieznane mi zwyczaje, a ludzie żyją inaczej. Doświadczenia z takimi lekturami mam różne, ale do kolejnych prób zachęcają mnie takie perełki, jak „Tysiąc wspaniałych słońc” Khaleda Hosseiniego, „Zupa z granatów” Marshy Mehran czy „Tygrysie Wzgórza” Sarity Mandanny. Z tą powieścią mam mały problem.



Jak wspomniałam, opis fabuły mnie zaciekawił, a sama treść faktycznie taka była. Natomiast pierwsza część wydała mi się napisana suchym, beznamiętnym językiem. Wydarzenia uciekały strona po stronie, a ja miałam wrażenie, jakbym czytała sprawozdanie czy jakiś raport, co jest o tyle dziwne, że bohaterowie dokonują licznych introspekcji, więc powinno być więcej emocji. Dopiero dwie kolejne części, skupiające się na rozwijających się relacjach rodzinnych, zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu, dzięki czemu komfort czytania wyraźnie się poprawił.


Chciałabym napisać, w odniesieniu do całości, że mamy do czynienia z niespieszną akcją, pozwalającą się delektować nastrojem tego egzotycznego domu i jego mieszkańców, ale nie bardzo mogę, po jednak trochę się nudziłam. Ma tu również znaczenie fakt, że w międzyczasie odkryłam nieznaną mi do tej pory polską autorkę i nadal tkwię w wykreowanym przez nią świecie. Żaden, nawet najbardziej barwny i kolorowy świat, nie zastąpi mi moich ukochanych, literackich, polskich realiów, stąd też „Poszukiwacze szczęścia” nie trafiły niestety na swój właściwy czas. Dziś więc nie namawiam, ale i też nie chcę zniechęcać, bo a nuż ktoś odkryje w książce to, czego ja nie dostrzegłam; niech wyznacznikiem decyzji, czy poznać Madras drugiej połowy XX wieku, będą Wasze czytelnicze upodobania.   

12 komentarzy:

  1. Nie jest to lektura, która należałaby do moich priorytetów. Jednakże czemu nie? Lubię różnorodność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie masz rację z tą różnorodnością, ograniczanie się tylko do ulubionych gatunków czy tematów może spowodować przegapienie czegoś wartościowego. Dlatego pewnie jeszcze nie raz sięgnę po "egzotykę".

      Usuń
  2. Lubię poznawać nowe kultury, dlatego z wielką chęcią sięgam po książki których akcja dzieje się w dalekich krajach. Chętnie bym przeczytała, nawet jeśli piszesz że jest to książka trochę nudnawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niby też lubię przeczytać o czymś innym, niż to, co znane i oswojone, ale jednak w tym względzie mam duże wymagania, stąd też ta nuda zaważyła na całościowej ocenie.

      Usuń
  3. Okładka wygląda zapraszająco, no ale nudziłaś się czytając, a tego chyba nikt nie lubi:) nie będę jej specjalnie poszukiwać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że ładna? Też mi się spodobała:) No nudy to my nie lubimy, więc nie szukaj.

      Usuń
  4. A czytałaś książki Lindy Holeman?
    Tak mi się jakoś skojarzyły w związku z egzotycznymi klimatami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w bibliotece są dwie, ale jeszcze nie udało mi się na nie trafić. Do "Szafranowej bramy" szwagierka zachęcała;)

      Usuń

  5. Paulinko, zawsze tak ciekawie opiszesz każdą przeczytaną książkę, że nawet te mniej intrygujące również mam ochotę przeczytać. Tylko niestety na wszystkie czasu nie mam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to cieszę się, że Twoim zdaniem ciekawie napisałam, bo wyjątkowo mi nie szła ta recenzja, a też nie chciałam zniechęcać, bo książka nie była przecież całkiem beznadziejna;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.