piątek, 12 kwietnia 2013

Renata L. Górska "Błędne siostry"


Renata L. Górska „Błędne siostry”, Prószyński i S-ka 2012, ISBN 978-83-7839-010-7, stron 752

Renatę L. Górską miałam okazję poznać dzięki jej powieści „Cztery pory lata”. Czytałam ją dosyć dawno, ale z tego, co pamiętam, podobała mi się bardzo. Zachęcona tym kupiłam „Błędne siostry”. I pojawiły się wątpliwości, czyli to, czego w przypadku książek nie lubię.

Dostajemy do ręki historię Karoli; kobieta mieszka za granicą, opuściła kraj po rodzinnej tragedii i kłótni. Znalazła pracę, była w związku, co prawda marnej jakości. Jej głównym problemem są jednak migreny, potęgowane jeszcze przez stresy codziennego życia. Czuje potrzebę odpoczynku, wyjeżdża więc w Karkonosze. Tam przyjdzie jej się zmierzyć nie tylko z tajemnicą domu, ale też z własną przeszłością i zagmatwaną historią rodzinną. Pozna też tajemniczego mężczyznę.

To nie jest łatwa powieść, zapowiadał to już zresztą opis na okładce. Nie miało być sielsko i nie jest. Bohaterka jest skomplikowana, czasem nie radzi sobie sama ze sobą i nie wie, czego chce. Mojej porządnickiej naturze bardzo brakowało sprecyzowania, ile właściwie ona ma lat, bo nie wiedzieć czemu nastawiłam się na panią około pięćdziesiątki, a wynikało, że Karola jest jednak młodsza.



Początek powieści jest dość ciężki i w zasadzie całą czyta się trudno. Pierwsze negatywne emocje pojawiają się wraz z zaistnieniem Armina, człowieka, który trafia do domu w tym samym czasie, co Karola. Pierwszą moją reakcją, zresztą dość długo się utrzymującą, było: „Co za bezczelny typ!”. Nie wiem też, czy było to celowe, ale męskie postacie w ogóle nie wzbudzają sympatii, począwszy od wrednego Tima, przez niełatwego Armina, któremu ciężko zaufać, po przekonanego o swoim uroku Sylwka.



Całej historii towarzyszyło też przekonanie, że Karola nie lubi ludzi; dominuje jej niechęć, nie wychodzi z założenia, że ludzie są z gruntu dobrzy. Może to wynikało z jej doświadczeń, ale w odbiorze panuje pesymizm. Brak jaśniejszych i radośniejszych punktów sprawiał, że musiałam sobie lekturę podzielić i na pewien czas odłożyć, żeby całkiem mnie nie przygnębiła.



Charakterystyczne dla pisarki jest uprzedzanie kolejnych wydarzeń, mam na myśli stwierdzenia typu „nie wiedziała, że los ma dla niej niespodziankę” itp. Nie przeszkadza mi to w żadnej książce, ale tu Renata L. Górska poszła dalej. Bohaterka dowiaduje się o czymś, coś przeczyta, coś zrobi, ale my poznajemy to dopiero po kilku stronach, bo najpierw przedstawi swoje emocje lub jeszcze coś się zdarzy po drodze. To było irytujące, a już najbardziej zdenerwowało mnie poprowadzenie zakończenia. Autorka zamieszała, gdy już ustosunkowałam się do wydarzeń, nagle okazuje się, że jest inaczej. Według mnie taki tok narracji był zbędny, element zaskoczenia nie zdołał przykryć pierwszych, odruchowych emocji.



Przy każdej liczącej 500 i więcej stron książce mam obawy, czy uda się utrzymać równy poziom całości i czy akcja nie jest zbyt rozwleczona. Niestety tu obawy się potwierdziły, wszystko jest rozciągnięte, tym bardziej, że samych wydarzeń nie ma tak wiele, bo dominują przemyślenia i filozoficzne rozważania Karoli. Ponadto cały czas oczekiwałam wyjaśnienia tych sekretów – długo trzeba na to czekać, a tylko to sprawiało, że nie odkładałam książki na półkę.



Mimo wszystkich uwag, nie mogę też powiedzieć, że książka była beznadziejna, bo miejscami bardzo pochłaniała uwagę. Nie poddaję się też i chciałabym przeczytać dwie pozostałe powieści autorki, „Za plecami anioła” i „Przyciąganie niebieskie”, może one przyniosłyby zupełnie inne refleksje. 


A na koniec cytat, który do mnie przemówił najbardziej: „ Życie jest niczym podróż pociągiem ze stacją początkową o docelową oraz wieloma przystankami pomiędzy. Przeżywamy w niej chwile szczęścia i smutku, marzymy o pięknych widokach za kolejnym zakrętem, powiększamy bagaż doświadczeń. Podniecenie przed nieznanym splata się z tęsknotą za minionym, a dzisiaj szybko ucieka. Nie brak też współpodróżnych, z którymi na dłużej lub krócej dzielimy swoją małą przestrzeń. Jedni wsiadają, inni wysiadają, jeszcze inni oddalają się i powracają. W naszym pociągu rzadko będziemy sami, gdyż jesteśmy częścią zbiorowości podróżnych. Iluż z nich troszczyło się o nas, zanim weszliśmy w dorosłość, jak wielu życzliwie nas wsparło i towarzyszyło na jakimś odcinku... Zdarzali się też fałszywi i podli. Choć rozczarowania były wpisane w podróż, to wytyczała ją ufność, że nasz pociąg zmierza do sensownego celu. Być może każde z tych spotkań na naszej trasie, podobnie jak każdy z jej etapów, było nam po coś potrzebne. Zaczynałam rozumieć, że nabycie biletu nie gwarantuje jeszcze prostej podróży. Należało liczyć się z objazdami, postojami, przesiadkami, a nawet z kraksami. Nie na wszystko mamy wpływ i dopóki tego nie zaaprobujemy, nie uzyskamy wewnętrznego pokoju” (str. 716-717).  

13 komentarzy:

  1. Za plecami anioła jest dużo lepsza. Jak dla mnie porównywalna z Czterema porami lata. A przyciągania niebieskiego nie czytałam ze względu na tematykę religijną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, utwierdzasz mnie w przekonaniu, żeby sięgnąć po "Za plecami anioła". Hm, religijna powiadasz, to może jeszcze się zastanowię.

      Usuń

  2. Zgłosiłam tę książkę do wyzwania "z literą w tle" i żałuję, bo już nie bardzo mam ochotę ją przeczytać:) Mam nadzieję, że można zmienić zadeklarowana pozycję na inną. Pamiętam, że "Cztery pory lata" przeczytałam z wielkim entuzjazmem i myślałam, że w tym przypadku też tak będzie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślałam. Nie chciałam zniechęcać, ale faktem jest, że gdybym ją miała z biblioteki, to nie wiem, czy bym przeczytała do końca, a że to mój egzemplarz, to się zmusiłam.

      Usuń
  3. Cudowna książka, bardzo mi się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie zawsze mamy podobne zdanie;)

      Usuń
  4. Liczba stron robi wrażenie, przyznaje ;) Opis fabuły nieszczególnie intrygujący (dla mnie) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że liczba nie przełożyła się na jakość...

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Czyli tylko na mnie nie zrobiła wrażenia...?

      Usuń
  6. Jak widać opinie o książce są dość różne,a ja mam ją na półce w kolejce do czytania i nie wiem co teraz...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz sama zacząć i zobaczysz, jaki będą Twoje pierwsze wrażenia:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.