poniedziałek, 15 września 2014

Piotr Lipiński, Michał Matys "Absurdy PRL-u"


Piotr Lipiński, Michał Matys „Absurdy PRL-u”, PWN 2014, ISBN 978-83-7705-646-2, stron 312

Gdy prześledzić, nawet dość pobieżnie, dzieje naszego kraju, to nie jest trudno dostrzec, że żadna inna epoka nie zapisała się w powszechnej pamięci i świadomości jako bardziej absurdalna, a czasami nawet wręcz śmieszna, niż czasy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Oczywiście o tej absurdalności czy śmieszności można mówić dopiero z perspektywy czasu, bo zakładam, że współczesnym obywatelom wcale do śmiechu nie było, gdy co i rusz potykali się o kolejne, zazwyczaj sprzeczne z logiką, kłody rzucane pod nogi. Michał Matys i Piotr Lipiński, dwaj reportażyści, w 2009 r. zrealizowali „dziewięć 30-minutowych dokumentów telewizyjnych. W każdym opowiadaliśmy nieznane historie, które wydarzyły się w PRL-u” (str. 297).
Serial „Zagadki tamtych lat” cieszył się sporą popularnością, zdobył także nagrody liczące się w środowisku dziennikarskim. I to on właśnie stał się inspiracją do ujęcia poruszonych tematów w wersję książkową. W „Absurdach PRL-u” znajdujemy więc szesnaście oddzielnych reportaży, które można czytać w dowolnej kolejności, jeśli ktoś miałby na to ochotę. Początkowo spodziewałam się jednego ciągu narracyjnego, że każdy następny rozdział będzie wynikał z poprzedniego, ale poszczególne reportaże są na tyle ciekawe, że szybko przestałam zawracać sobie głowę rozmyślaniem nad formą publikacji – doceniłam to, co dostałam.

Można by szeroko dyskutować, czym jest dobrobyt i zapewne każdy z nas podałby inną jego definicję. Ale okazuje się, że są dwa argumenty, dla których możemy uznać, że sami go doświadczamy. Pierwszy jest prozaiczny i pewnie na co dzień nie poświęcamy mu zbyt wiele uwagi – to... papier toaletowy. Jest go wszędzie pod dostatkiem, można przebierać w kolorach, a nawet w zapachach, o liczbie i wzorkach listków nie wspominając. A w PRL-u nie dość, że był tylko w jednej „tonacji” – szarej, to jeszcze w ogóle go nie było. Gdy „rzucili” do sklepów, natychmiast ustawiała się kolejka (te wijące się ogonki, w których stało się nieraz i tydzień, to również chory znak czasów). Podobnie było z drugim powodem – brakowało mięsa i cukru (inna kwestia, że w tym przypadku można zastosować tę ogólną maksymę, iż w rzeczywistości ludowej może i miało się pieniądze, ale nie było za nie co kupić, a teraz jest odwrotnie, na sklepowych półkach niczego nie brakuje, ale nie zawsze można sobie na to pozwolić z uwagi na konieczność oszczędności). Podobnie jak papieru, teraz jest ich w bród, ale w polskim demoludzie był z tym problem. Lipiński i Matys próbują dociec, skąd wynikały tak znaczące braki, przedstawiając również wydarzenia z tzw. afery mięsnej. Jeden z oskarżonych otrzymał karę śmierci, a „po roku 1956 był to w PRL jedyny wykonany wyrok śmierci za przestępstwo gospodarcze” (str. 44).

No właśnie, absurdy absurdami, ale autorzy piszą również o sprawach, które kończyły się źle, a do nich słowo „absurd” nie w pełni mi pasuje. Właśnie afera mięsna jest tego przykładem, podobnie jak napad stulecia na kasjerkę i dwóch konwojentów, którzy przewozili do banku utarg Centralnego Domu Handlowego. Złodzieje zabili strażników, a ich łupem padł milion 336 tysięcy złotych. „Napad na bank Pod Orłami przy ulicy Jasnej w Warszawie stał się legendą. W 1989 roku sprawa uległa przedawnieniu. Do dziś nie udało się wyjaśnić, kim byli sprawcy” (str. 153). Matys pisze także o tajemniczej śmierci przedwojennej komunistki Włady Bytomskiej, z której w Polsce Ludowej zrobiono bohaterkę. Przejmujący jest także reportaż Lipińskiego o niewolnikach PRL-u, czyli o junakach, nastolatkach zmuszanych do katorżniczej pracy nad odbudową „nowej Polski”.

O czym jeszcze możemy poczytać w „Absurdach PRL-u”? Ano o tych, którzy tworzyli ówczesny koloryt społeczny, a więc o badylarzach i cinkciarzach. Jest artykuł o Pewexie (w moim mieście też był, do tej pory mam przed oczami jego duży neon) oraz o tym, jak czekoladki Wedla stały się symbolem Polski Ludowej. Sporo miejsca poświęcono syrence oraz fenomenowi wód „Brutal” i „Pani Walewska” (pamiętam jej flakonik, moja mama używała, zapach chyba też potrafię przywołać, choć dzisiaj powiedziałabym, że był bardzo duszący). Piotr Lipiński otwiera nam oczy, przywołując sylwetkę genialnego polskiego informatyka – nóż się w kieszeni otwiera, gdy się czyta, z jakich powodów odrzucono projekt Jacka Karpińskiego. Rekonstruuje ponadto „wielką ucieczkę”, czyli jak „Stefan Dacenko dokonał niemożliwego. W 1956 roku wydobył z rąk NKWD ojca wywiezionego do Republiki Komi” (str. 247) oraz wyjaśnia, skąd się wzięły bloki. Michał Matys docieka, ile prawdy jest w legendzie o łódzkich włókniarkach, które premierowi Jaroszewiczowi miały pokazać te części ciała, „gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę”. Na koniec artykuł o zmierzchu PRL-u i o tym, o czym wtedy donosiła prasa.     

Moją najczęstszą reakcją w trakcie czytania „Absurdów PRL-u” było kręcenie głową z niedowierzania: czasem na głupotę polskich władz (bo np. trudno inaczej nazwać gospodarkę planową – rządzący zaplanowali sobie takie a takie zużycie czegoś, a realnym zapotrzebowaniem już nikt się nie przejmował), czasem nie mogąc się oprzeć zdumieniu, że komuś mogły przychodzić do głowy równie niedorzeczne pomysły. I chyba najbardziej absurdalne w całym tym minionym ustroju było to, że najgłupsze i najmniej logiczne idee były wcielane w życie, ku utrapieniu obywateli. Piotr Lipiński i Michał Matys wykonali kawał solidnej dziennikarskiej roboty, przybliżając i zbierając w jednym tomie wydarzenia czy zjawiska, zajmujące wysokie miejsca na mało chlubnej liście „głupot PRL-u”. Książkę czyta się świetnie i gorąco zachęcam do zapoznania się z nią. Warto wiedzieć, co jeszcze nie tak dawno działo się w naszym kraju, który w latach 1945-1989 nie miał szczęścia do sprawujących władzę, bo tym daleko było do racjonalności i umiejętności podejmowania mądrych decyzji...

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Pani Marcie z Domu Wydawniczego PWN.

http://www.dwpwn.pl/

Wyzwania: „Nie tylko literatura piękna...”, „Polacy nie gęsi”.

20 komentarzy:

  1. Jak wiesz, czasy PRL-u to raczej tematyka mojego taty aniżeli moja, dlatego jemu wspomnę o powyższej książce. Być może skusi się na tę lekturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno do tej warto go zachęcić jeszcze bardziej, niż do tej powieściowej publikacji:)

      Usuń
  2. Ja takich książek nie czytam, przynajmniej jeszcze nie teraz, może w przyszłości będę sięgać po takie pozycje, lecz dobrze, że Tobie się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z własnego doświadczenia wiem, że taka tematyka rzeczywiście przychodzi z wiekiem;)

      Usuń
  3. Na pewno sięgnę prędzej czy później, bo bardzo lubię książki poświęcone temu okresowi...

    OdpowiedzUsuń
  4. To musi być niezwykle ciekawa książka. PRL to mój ulubiony okres, więc to publikacja dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam na 100% pewna, że się nią zainteresujesz:)

      Usuń
  5. Gdy tylko zobaczyłam skrót PRL wiedziałam,ze książka będzie dla mnie, a już twoja recenzja mnie w tym utwierdziła. Uwielbiam czytać o tych czasach w dziejach naszego kraju, z chęcią rozejrzą się za tą książką :)) aż Ci jej zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jest warta przeczytania, i dlatego, że ciekawe wątki porusza, i dlatego, że jest świetnie napisana:)

      Usuń
    2. Dodatkowo, jej autorzy mieli mnóstwo materiału. Czego jak czego, ale absurdów PRL dostarczał Polakom aż za dużo :)

      Usuń
  6. Jestem w połowie i świetnie mi się czyta. Dużo lepiej niż "Niebieskie ptaki PRL-u". I właśnie pierwsze co mnie uderzyło, przy rozdziale o aferze mięsnej, że tytuł Absurdy kompletnie mi tutaj nie pasuje. Autorzy poruszają tak poważne sprawy, że cały ten 'szary koloryt' i absurd ulatuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym miała ułożyć kolejność, jeśli chodzi o komfort czytania, to dałabym "Seks, sztukę..." Klima przed "Niebieskimi ptakami", ale i tak to "Absurdy" zajmowałby pierwsze miejsce;)
      No właśnie, niektóre reportaże wykraczały poza kategorię absurdu.

      Usuń
  7. Coraz częściej wspominam dzieciństwo, która przypadło właśnie na lata PRL-u. Chętnie przeczytałabym o absurdach tego okresu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, zwłaszcza że nie tylko o absurdach można tu poczytać:)

      Usuń
  8. Cóż - jak absurdy, to pełną gębą. To musi być ciekawa lektura. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje czasy - z chęcią przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wszyscy, którzy urodzili się w tamtym czasie, jakiś sentyment do nich mają;)

      Usuń
  10. Pozdrawiam kolejną "rówieśniczkę";)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.