wtorek, 15 października 2013

Joanna Chmielewska "Życie (nie)całkiem spokojne"



Joanna Chmielewska „Życie (nie)całkiem spokojne”, Klin 2013, ISBN 978-83-62136-71-1, stron 368

Do tej książki życie dopisało smutną puentę. Ukazała się ona czwartego października, siódmego jej autorka odeszła. Nie w takich okolicznościach chciałam ją czytać. Zbiegły się dwa dojmujące odczucia: smutek i żal oraz śmiech (choć raczej przez łzy), bo o życiu Joanny Chmielewskiej, czasem równie zabawnym jak jej powieści, mogłabym czytać do upojenia, delektując się jej charakterystycznym stylem i porównaniami czy powiedzonkami, które chyba już na stałe weszły do języka, jeśli nie potocznego, to do mojego na pewno.

„Życie (nie)całkiem spokojne” jest skróconą wersją „Autobiografii”, której poszczególne tomy ukazały się w latach 1994-2008. Wydawca postanowił pójść na rękę tym, którzy nie mają możliwości przeczytania wszystkich części, zamieszczając sedno z nich w niniejszej publikacji. Tytuły rozdziałów odpowiadają tytułom tomów, dzięki czemu z łatwością można sięgnąć do właściwego, gdyby ktoś poczuł taką potrzebę.

Dla osoby, która czytała wszystkie tomy „Autobiografii” (w tym pierwsze trzy parokrotnie, patrz wspomniane wyżej upojenie  oraz uwielbienie dla Teresy, Lucyny i matki pisarki, a także jej samej), sięgnięcie po tę książkę było jak powrót do domu. Znane osoby, wydarzenia, fakty – świetna sprawa. Z trzech ostatnich rozdziałów pamiętałam mniej, bo odpowiadające im książki czytałam rzadziej i dużo szczegółów mi umknęło. Poza tym, im bliżej końca, tym robiłam się coraz bardziej przygnębiona w kontekście wzmianek o pogarszającym się stanie zdrowia oraz widocznego bólu po śmierci Alicji. Choć właściwie przecież one wcale nie odeszły, najpierw Alicja wyjechała do Szwajcarii, a Joanna teraz do niej dołączyła...

Ci, dla których będzie to pierwsze spotkanie z życiorysem Joanny Chmielewskiej, niech się nie zdziwią, że w obu wersjach sporadycznie pojawiają się konkretne daty. Za to dowiedzą się, w jakim stopniu fabuła niektórych powieści odzwierciedla rzeczywistość. Sporo też miejsca pisarka poświęciła mężczyznom swojego życia, swoim dzieciom; jest dużo o wakacyjnych wojażach, trochę o życiu domowym, a wszystko to uzupełnione o zdjęcia, których jak zwykle mi mało, tym bardziej że część z nich już znałam z poprzednich książek.

Joanna Chmielewska pisała kiedyś, że zdaje sobie sprawę z tego, że autobiografię powinno się pisać przed śmiercią, „ale skąd, na litość boską, mam wiedzieć, kiedy umrę?”. Przewrotność to losu, że „Życie (nie)całkiem spokojne” okazało się być jej ostatnią książką, pożegnaniem. A przy zdaniu kończącym nie ma kropki, pisarka postawiła ją siódmego października...

Książka bierze udział w wyzwaniu „Polacy nie gęsi”. 

14 komentarzy:

  1. Kiedy już poznam lepiej jej twórczość, sięgnę i po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja polecam, nawet bez znajomości jej powieści;)

      Usuń
  2. Ale pięknie napisałaś. Zwłaszcza to ostatnie zdanie - rewelacja. Książkę będę mieć pod koniec października, ale podobnie jak ty najlepiej znam trzy pierwszy tomy autobiografii bo często do nich wracałam, kolejne już znacznie gorzej pamiętam, a ostatnie dwa czytałam tylko jeden raz, więc tutaj w ogóle moja pamięć szwankuje i chętnie sobie przypomnę wiele rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że Ci się podoba.
      Te dwa ostatnie tomy też powinnam sobie przypomnieć, ale to może za jakiś czas, jak trochę ochłonę po jej śmierci.

      Usuń
  3. Poczułam ciary na ciele, kiedy przeczytałam twoje ostatnie zdanie. Lepiej nie mogłaś podsumować tej książki. Ja chętnie ją przeczytam, gdyż bardzo cenię sobie tę autorkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uznanie. Taki sam dreszcz poczułam, jak zobaczyłam to ostatnie zdanie w książce, tak wymowne, i ten brak kropki...

      Usuń
  4. Taki, to przewrotność losu. Wielki żal i smutek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak bardzo nostalgicznie napisałaś recenzję,aż wyczułam Twój smutek po stracie psiarki, przeczytam tą ostatnią gdy zapoznam się z poprzedniczkami..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest, Aguś, tak, że ja jej książki czytam, powiedzmy, od dwunastego roku życia (dokładnego wieku, kiedy zaczęłam, nie pamiętam) i przez ten czas naprawdę się do niej przywiązałam, mimo że przecież nie znałam jej osobiście, tylko przez książki. A skoro te powieści pojawiały się często, prawie rok w rok, to można było traktować autorkę jak kogoś bliskiego. Stąd ta nostalgia, poczucie straty i smutek...

      Usuń
  6. Obowiązkowo muszę tę książkę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Głupio mi, ale nie czytałam nic autorki, ale na półce czeka już "Lesio" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja "Lesia" uwielbiam, ale on jest dość specyficzny, można się na nim trochę sparzyć, niektórzy nie łapią jego klimatu i czasem się zniechęcają. Ale liczę, że jednak Ci się spodoba:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.