środa, 23 lipca 2014

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Ty jesteś moje imię"



Katarzyna Zyskowska-Ignaciak „Ty jesteś moje imię”, Filia 2014, ISBN 978-83-7988-133-8, stron 424

„Niebo złote ci otworzę, w którym ciszy biała nić, jak ogromny dźwięków orzech, który pęknie, aby żyć zielonymi listeczkami, śpiewem jezior, zmierzchu graniem, aż ukaże jądro mleczne ptasi świt. (...) Jeno wyjmij mi z tych oczu szkło bolesne – obraz dni, które czaszki białe toczy przez płonące łąki krwi. Jeno odmień czas kaleki, zakryj groby płaszczem rzeki, zetrzyj z włosów pył bitewny, tych lat gniewnych czarny pył”*.
Czy Barbara Baczyńska swojemu mężowi – poecie, Krzysztofowi Kamilowi, wyjmowała z oczu szkło bolesne i odmieniała czas kaleki? Wierzę, że tak. Wierzę, że była mu oparciem, podporą i jasnym promieniem życia w mrocznym obrazie wojny. Wiem, że była jego muzą – bez której niewątpliwie by pisał, ale pewnie inaczej, a my, kto wie, może nie mielibyśmy szansy obcowania z niebywałym pięknem tak zmysłowej poezji miłosnej. Wiem, jak wielka była siła łączącego ich uczucia – także z publikacji biograficznych autorstwa Wiesława Budzyńskiego. Ale to dzięki Katarzynie Zyskowskiej-Ignaciak mogłam dotknąć tego, co ulotne, co intymne, co niewypowiedziane...

wtorek, 22 lipca 2014

Herbjørg Wassmo "Stulecie"



Herbjørg Wassmo „Stulecie”, Smak Słowa 2014, ISBN 978-83-62122-65-3, stron 520

Sara Susanne Lind przychodzi na świat w 1842 r. i jest szóstym dzieckiem swoich rodziców. Ma dwóch starszych braci i siostry. Rodzina utrzymuje się z prowadzonego gospodarstwa i sklepiku, ale gdy dziewczyna dorośnie do odpowiedniego wieku, będzie musiała iść na służbę. I tak też się dzieje. Na weselu swojej siostry Maren, jej uwagę zwraca młody mężczyzna, który z nikim nie rozmawia. To Johannes Krog, rybak, o którym mówiło się, że jest wielce utalentowany, skoro „potrafił wyczuć sól z odległości wielu mil morskich” (str. 19). Krog, który mocno się jąka, woli wyrażać swoje zdanie w piśmie; w takiej też formie – listownej – oświadcza się Sarze Susanne. Choć obiecał jej, że będą mieć własny dom, początkowo po ślubie musieli mieszkać z jego matką, co nie do końca odpowiadało młodej żonie – czuła się obco, nie miała nic swojego. Nic, poza Johannesem, pożądaniem i przychodzącymi co rok na świat dziećmi. 

poniedziałek, 21 lipca 2014

Danuta Awolusi "Na wysokim niebie"



Danuta Awolusi „Na wysokim niebie”, SOL 2013, ISBN 978-83-62405-30-5, stron 272

Gdzie w wychowywaniu dziecka przebiega granica między normalnością a patologią? Jak wiele pustej przestrzeni może się znajdować między opiekuńczością a obojętnością? Ania, dziewczynka z, wydawać by się mogło, zwyczajnego domu, doświadczyła tej drugiej, obojętności przez duże O. Cóż z tego, że nie było alkoholu, że nie doświadczali systematycznego bicia, bo tak ogólnie, to czasem baty się zdarzały, kiedy miłości czy choćby drobnych przejawów zainteresowania ze strony rodziców także nie było. Matka tkwiła w świecie oferowanym przez telewizję, ojciec zmuszony do prac dorywczych swoje frustracje rozładowywał biernością lub właśnie agresją.

sobota, 19 lipca 2014

Manel Loureiro "Ostatni pasażer"



Manel Loureiro „Ostatni pasażer”, Muza 2014, ISBN 978-83-7758-719-5, stron 480

Pod koniec sierpnia 1939 r. angielski węglowiec „Pass od Ballander” odbywa swój zwyczajowy rejs między Bostonem a Bristolem. Wszystko przebiega tak jak zwykle, ale w pewnym momencie pojawia się dziwna cisza i mgła, jakiej nigdy wcześniej załoga nie widziała, gęsta, oblepiająca. Widzialność jest ograniczona prawie do zera i omal nie dochodzi do tragedii, kiedy napotykają na swojej drodze przeszkodę. Początkowo wydaje im się, że to góra lodowa, ale okazuje się, że jest to statek. Ogromny transatlantyk dryfuje nieoświetlony i cichy. Trzej marynarze decydują się wejść na pokład „Valkirie”. Ku ich zdziwieniu na statku, który należy do nazistowskiej organizacji, wszystko wygląda tak, jakby przed chwilą trwało tam w najlepsze przyjęcie dla znamienitych gości. Tyle że ani załogi, ani pasażerów nie ma, a na podłodze leży tylko małe zawiniątko, a w nim niemowlę owinięte w tałes, z łańcuszkiem z gwiazdą Dawida. Żydowskie dziecko na niemieckim statku jako jedyny pasażer?

piątek, 18 lipca 2014

Wojciech Kałużyński "Niebieskie ptaki PRL-u"



Wojciech Kałużyński „Niebieskie ptaki PRL-u”, PWN 2014, ISBN 978-83-7705-592-2, stron 320

Czasy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej to, obok dwudziestolecia międzywojennego, moja ulubiona epoka w naszych dziejach. Choć może się powszechnie kojarzyć raczej z szarością i trudami życia codziennego oraz bolesną wymową historyczną, to jednak pewien element tego wycinka przeszłości zapisał się w pamięci wielobarwną czcionką – mam na myśli szeroko pojmowaną kulturę i jej przedstawicieli. Wśród nich byli ci, którzy swoją postawą, a nierzadko i całym życiem, zasłużyli sobie na miano niebieskich ptaków. A czym odznacza się taka jednostka? Ano przede wszystkim tym, że jest „jakaś” – kolorowa, wyróżniająca się, jak nikt inny potrafiąca żyć chwilą, bez zmartwień o przyszłość. Na marginesie kultury oficjalnej, tworzonej i aprobowanej przez władze, przepełnionej ogłupiającą propagandą, istnieli ci, którzy widzieli więcej i chcieli czegoś innego. To właśnie o tych postaciach pisze Wojciech Kałużyński, dziennikarz i krytyk filmowy. Przybliża nam „barwnych i legendarnych outsiderów, którzy odstawali od powszechnych norm. Wewnętrznych emigrantów z peerelowskiej szarzyzny, tworzących własne alternatywne światy kolorowe, baśniowe, na przekór zgrzebności, mieszczące się tuż za rogiem oficjalności, w niszach, ostojach, enklawach – kawiarnianych, kabaretowych, prywatnych” (str. 9).

czwartek, 17 lipca 2014

Grażyna Jeromin-Gałuszka "Długie lato w Magnolii"



Grażyna Jeromin-Gałuszka „Długie lato w Magnolii”, Prószyński i S-ka 2014, ISBN 978-83-7839-756-4, stron 400

Maurycy Murawski lubi czasem o sobie myśleć, że jest autorem popularnych kryminałów, choć nie do końca tak jest w rzeczywistości. Wprawdzie pierwsze dwa mają do tej pory swoich wiernych fanów, ale spotkania autorskie raczej nie gromadzą niezliczonych tłumów. Z pierwszą powieścią było tak, że planował napisać utwór innego gatunku, związany z ptakami, bo z wykształcenia jest ornitologiem, ale pewien pobyt w Bieszczadach zaowocował właśnie książką kryminalną. Maurycy zobaczył wtedy coś, co stało się dla niego inspiracją.

Teraz Murawski chce znaleźć to miejsce, zabłąkane gdzieś między połoninami. Szukając noclegu, trafia do pensjonatu Magnolia.

środa, 16 lipca 2014

Remigiusz Piotrowski "Ślepy Maks. Historia łódzkiego Ala Capone"



Remigiusz Piotrowski „Ślepy Maks. Historia łódzkiego Ala Capone”, PWN 2014, ISBN 978-83-7705-617-2, stron 280

Co sprawia, że dana jednostka, w ten czy inny sposób, wybija się ponad przeciętność? Pomijając dziedzinę, którą obiera na swoją specjalność, skąd w jej postawie cechy, które wyróżniają ją z szarych mas? No właśnie, czy to przymioty charakteru, osobowość, geny, sposób wychowywania? A może odpowiedni czas i miejsce, czyli w gruncie rzeczy przypadek, ślepy traf, fatum lub przeznaczenie? A może kompilacja wszystkich tych składowych? Los jest o tyle przewrotny, że wybitne jednostki pojawiają się nie tylko w tej materii, która przynosi chwałę i szacunek; również w ciemnym półświatku gangsterów raz na jakiś czas objawia się ktoś, kto wyrasta i przerasta to szemrane towarzystwo, stając się bohaterem mitów i legend. Mroczną dzielnicą Łodzi, Bałutami, rządził w dwudziestoleciu międzywojennym Maks Bornsztejn, którego życie po dziś dzień fascynuje, choć z upływem czasu coraz trudniej oddzielić prawdę od anegdoty i szeptanych wiadomości podszytych strachem, które utrwaliły się w powszechnej świadomości. Co spowodowało, że to akurat on był nazywany łódzkim Alem Capone, żydowskim Janosikiem czy Robin Hoodem? Przyjrzyjmy mu się bliżej.

wtorek, 15 lipca 2014

Małgorzata Szyszko-Kondej "Sześć córek"



Małgorzata Szyszko-Kondej „Sześć córek”, Świat Książki 2014, ISBN 978-83-7943-643-9, stron 372

Sześć kobiet, każda różna, każda w innym momencie swojej osobistej historii. Łączy je jedno: w tej samej chwili dowiadują się, że umarł ich ojciec. Wiktor Krasowski na powodzenie u kobiet nigdy nie mógł narzekać, więc owoców jego licznych związków jest aż sześć.

Grażyna mieszka ze schorowaną matką. Ma sześćdziesiąt lat, córkę i wnuka. Kiedyś była dziennikarką, co to pisała o „dziurach w chodniku, o Plenum PZPR, o butelkach na mleko, które pękały, jak był mróz... O tym, o czym (...) kazali” (str. 27). Choć ustrój się zmienił, ona, za sprawą matki, przodownicy pracy, jedną nogą dalej tkwi w dawno minionym.