sobota, 23 listopada 2013

Iwona Kienzler "Król Kazimierz Wielki bigamista"


Iwona Kienzler „Król Kazimierz Wielki bigamista”, Bellona 2013, ISBN 978-83-11-12516-2, stron 280

Król Kazimierz Wielki dla mojej miejscowości jest postacią ważną. Jego imię nosi nie tylko najstarsze liceum, ale i główna ulica. Według Jana Długosza, miasto założył właśnie Kazimierz i choć bardziej prawdopodobne jest, że była to druga lokacja, to niewątpliwie za czasów tego króla rozpoczął się okres świetności w dziejach miasta. Kazimierz Wielki jest równocześnie władcą, którego zasługi dla historii pamięta się chyba najlepiej, głównie za sprawą powiedzenia, że „zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną”, i może jeszcze tego, że założył pierwszy w Polsce uniwersytet. Iwona Kienzler przedstawia nam portret przede wszystkim mężczyzny, zostawiając na boku ocenę jego panowania.

Zaczyna od przedstawienia pokrótce historii kraju i władców, którzy przed naszym bohaterem zasiadali na tronie. Sporo miejsca poświęca Władysławowi Łokietkowi i ojcowiźnie, jaką pozostawił synowi. Jest to punkt wyjścia do rozważań na temat sytuacji, jaką zastał Kazimierz, i czego udało mu się dokonać.

Obok matki, jedyną kobietą, którą król naprawdę kochał i szanował, była jego starsza siostra, Elżbieta Łokietkówna, królowa Węgier. Jak na owe czasy, była niewiastą doskonale wykształconą i inteligentną, żywo zainteresowaną polityką. Dla brata była sojuszniczką, dążącą do umocnienia dwóch państw. Z wyjaśnień Kienzler możemy się też dowiedzieć, jaka była rola Elżbiety w – jak nazwalibyśmy to dzisiaj - „seksaferze”, jaką rozpętał Kazimierz. Pod koniec panowania wysiłki Łokietkówny skoncentrowały się na zapewnieniu sukcesji dla wnuczek. Umierała spokojna, że wszystko jest ustalone, ale historia biegła własnym torem.

Wielce interesujący jest rozdział zatytułowany „Seks w średniowieczu”. Mamy szansę skonfrontować nasze przekonania i przypuszczenia z tym, jak to naprawdę wyglądało. Niewątpliwie najwięcej do powiedzenia miał Kościół i jego przedstawiciele, którzy starali się ingerować w każdy aspekt miłości fizycznej między małżonkami. Oczywiście współżycie było dozwolone tylko w celach prokreacji, a jeśli zliczyć wszystkie posty, okazuje się, że seks można było uprawiać jedynie 92 dni w roku. I choć duchowni od swoich parafian oczekiwali gorliwości w wypełnianiu ich przykazań, sami dalecy byli od ich stosowania. Autorka opisuje, dlaczego tak bujnie kwitła wówczas prostytucja; jak traktowano aborcje oraz po jakie „metody” antykoncepcji sięgano. Tamtej epoce nieobcy był także homoseksualizm; szerzyły się również choroby weneryczne. 

Pierwszą żonę Kazimierz poślubił, mając na względzie politykę dynastyczną, o którą zabiegał jego ojciec. Padło na litewską księżniczkę Aldonę, która po przyjęciu chrztu przybrała imię Anna. Para doczekała się dwóch córek i choć historycy przypuszczają, że małżeństwo było zgodne, to Kazimierz nie odmawiał sobie przyjemności posiadania kochanek.

Adelajda Heska była wyborem politycznym, a królowi chodziło tylko o następcę. Wystawny ślub wywarł na pannie młodej ogromne wrażenie, nie dziwne więc, że żywiła nadzieje na przyszłość. Początek związku dobrze rokował, ale Adelajda okazała się bezpłodna. Król umieścił ją w zamku w Żarnowcu, gdzie niczego jej nie brakowało, oprócz męża. Wysłuchiwała tylko plotek o kolejnych nałożnicach; tym bardziej może dziwić, jak długo o niego walczyła. Nawet wówczas, gdy dopuścił się bigamii.

Kobietą, która zauroczyła go do tego stopnia, była Czeszka Krystyna Rokiczana. Powód ślubu był jeden: obiecała mu noce wypełnione rozkoszą, ale dopiero po ślubie. I na nic się zdały zaloty, klejnoty i skakanie króla wokół niej. Ale jak szybko małżeństwo się zaczęło, tak równie szybko skończyło.

Jako że Kazimierz nie tracił nadziei na dziedzica, szukał następnej żony, mimo że Adelajda żyła i miała się dobrze. Wybrał Jadwigę Żagańską. Był już w takim wieku, że nie wiadomo, czy nie miał sił na kolejne figle, czy to nowa żona miała na niego taki wpływ. Ale problem pozostawał: na świat przyszły trzy córki.

Rozdział „Królewskie miłośnice” traktuje o dwóch z licznego grona kochanek, które nie zostały zapomniane przez historię: o Cudce i Esterce. Z tym że z Esterką jest kłopot, bo tak naprawdę nadal nie wiadomo, czy rzeczywiście istniała, czy jest tylko legendą. Ostatnia część poświęcona jest potomkom Kazimierza Wielkiego i temu, jak ułożyły się ich losy.

Niedawno miałam okazję czytać opowieść Iwony Kienzler o Zygmuncie Auguście. Miałam do niej parę zastrzeżeń, ale tym razem jest inaczej. „Króla Kazimierza Wielkiego bigamistę” czytało mi się o niebo lepiej. Nie wiem w tej chwili, która z nich ukazała się pierwsza, więc nie potrafię stwierdzić, czy to styl pisania się poprawił, czy może ja się do niego przyzwyczaiłam. Tak czy siak, było bardziej komfortowo. Podobnie jednak jak w przypadku Zygmunta Augusta, bohater opracowania sympatii nie wzbudza. Z jednej strony władca dbający o swój kraj, z drugiej mężczyzna nie potrafiący opanować swoich żądz. Takie zestawienie jest ciekawe, biorąc pod uwagę obraz Kazimierza, jaki zostaje po edukacji w szkole. Tę książkę Iwony Kienzler polecam bez żadnych uwag.

Książka bierze udział w wyzwaniach „Czytamy książki historyczne”, „Nie tylko literatura piękna” oraz „Polacy nie gęsi”.

14 komentarzy:

  1. Już po Zygmuncie...miałam nie sięgać po książki Kienzler ze względu na niedopracowanie, ale skoro twierdzisz, ze do tej pozycji nie masz zastrzeżeń...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem błędów nie znalazłam, wierzę w to, że ich nie ma, a nie że je przeoczyłam.

      Usuń
  2. Bardzo szczegółowa i rzetelna recenzja. Jestem pod wrażeniem. Co do samej książki to jednak nie skuszę się na nią, gdyż nie gustuje w historycznych klimatach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się:) Wiem, że do historii na razie Cię nie przekonam, ale nie tracę nadziei;)

      Usuń
  3. Po przeczytaniu Twojej recenzji nabrałam ochoty na bliższe zapoznanie się z Kazmierzem Wielkim. Naprawdę dobra recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) I miło mi, że dałaś się przekonać:)

      Usuń
  4. No patrz a ja się tyle naczytałam o Kienzlar, że takie świetne książki, a tu się okazuje, że ma lepsze i gorsze tytuły. To się wstrzymam jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się akurat trafiła lepsza i gorsza, sama się zastanawiam, jak jest z innymi, ale kupna nie ryzykuję, czekam na bibliotekę albo coś do recenzji. I szczerze mówiąc, to i tak książki tego typu najlepiej pisze Koper, moim zdaniem.

      Usuń
  5. Wcześniej nie słyszałam o tej książce, dlatego tym bardziej cieszę się, że jej recenzja pojawiła się na Twoim blogu :) Z wielką przyjemnością sięgnę po nią. Co do Kazimierza, to nie wiedziałam, że aż tak bujne życie prowadził ;) Przypomina mi trochę Henryka VIII, który zmieniał kobiety jak rękawiczki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porównanie z Henrykiem VIII znajduje się też w książce, autorka trafnie w sumie stwierdza, że więcej wiemy o królu angielskim, niż o naszych władcach. I choć Kazimierz nie zasłynął tak, jak Henryk, to jednak też ma się czym "pochwalić" - tamten żony ścinał, ten uciekał się do bigamii...

      Usuń
  6. No może kiedyś... Na razie historyczne średnio mi leżą na sercu, ale w przyszłości nie wykluczam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to przyszło z wiekiem, więc faktycznie, kto wie;)

      Usuń
  7. No, no - tego nas w szkole nie uczyli. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo myślałam, jak czytałam;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.