sobota, 3 sierpnia 2013

Michael Schofield "Pomóc Jani"


Michael Schofield „Pomóc Jani. Dziewczynka pogrążona w obłędzie i walka o jej ocalenie”, Znak 2013, ISBN 978-83-240-2364-6, stron 366

Jani od samych narodzin była dzieckiem niespotykanym. Nie spała, trzeba było dostarczać jej bodźców i ciągle stymulować, by choć trochę ją zmęczyć. W wieku 8 miesięcy zaczęła mówić, od razu pełnymi zdaniami. Nie znosiła swojego imienia, na oficjalną formę January reagowała wrzaskiem. Od rzeczywistych ludzi wolała wyimaginowanych przyjaciół, w tym siedem szczurów o nazwach jak dni tygodnia oraz kota 400.

Gdy miała pięć lat, na świecie pojawił się jej braciszek. Dźwięk jego płaczu wywoływał w niej agresję, twierdziła, że musi go uderzyć. Jani zaczęła zagrażać jemu, ale też samej sobie, wystąpiły pierwsze negatywne i autodestrukcyjne myśli. Rozpoczęła się wędrówka po lekarzach, pobyty w szpitalach psychiatrycznych, walka o dziewczynkę i rodzinę.

Michael Schofield jest ojcem Jani i Bodhiego. Jego książka nie jest poradnikiem, to zapis jego i żony drogi przez mękę, bo chyba nie będzie przesadą użycie tego stwierdzenia. Jego wspomnienia są bardzo emocjonalne, czyta się je z rozdzierającym bólem serca. Trudno jest sobie wyobrazić, żeby sześcioletnie dziecko chciało się zabić, żeby już nie czuć konieczności krzywdzenia brata. To jest nie do ogarnięcia tak zwyczajnie po ludzku, że w skórę sześciolatki może nagle wejść jakiś potwór, roznoszący na strzępy otoczenie, bijący rodziców, reagujący agresją na brata i ukochanego niegdyś psa. Zakładam, że nawet najmocniej rozwinięta empatia nie daje możliwości postawienia się na miejscu rodzica, który musi chronić jedno dziecko prze drugim, jednocześnie zapewniając temu atakującemu odpowiednią dawkę miłości, bo to przecież nadal jego dziecko, tyle że chore.

Przyznam się szczerze, że z jednej strony długo nie rozumiałam sposobu myślenia autora. Jego żona Susan od samego początku twierdziła, że Jani cierpi na jakąś chorobę umysłową; on uważał, że miłością, ale i konsekwencją, jest w stanie przywracać córkę z jej drugiego świata – nazywanego przez nią Calilini; jest władny pokonać to coś, co przejmuje kontrolę nad dziewczynką. Gdy mała wpadała w ten swój szalony stan, chciałam, żeby od razu zabrali ją do jakiegoś szpitala, a nie czekali, aż się uspokoi. Z drugiej strony mogę się domyślać, jak bardzo musiał on cierpieć, widząc córkę na oddziale zamkniętym, gdzie czuła się lepiej, niż w domu, znajdując przyjaciół w dzieciach takich, jak ona. Myślę też, że bardzo trudno pogodzić się z tym, że schizofrenia dotyka tak małego dziecka, jego własnego dziecka.

„Pomóc Jani” ukazuje też ścieżkę, jaką przeszli rodzice, od przekonania, że ich dziecko jest geniuszem – iloraz inteligencji dziewczynki wynosi 146, do akceptacji choroby, która ją wyniszcza i odbiera szanse na realizację rzeczy, które wydają się być naturalną konsekwencją rozwoju.

„Pomóc Jani” jest dość specyficzną książką; w trakcie lektury wydaje nam się, że rozumiemy wszystkie uczucia państwa Schofield. Ale myślę, że tak naprawdę pewnie nawet w ułamku procenta nie zbliżamy się do tego, co oni przeżywali. Obejrzałam zdjęcia Jani w Internecie i widok małej dziewczynki z blond lokami całkowicie kłóci się z tym, jak na jej zachowanie przekładała się choroba. Nie wyobrażam sobie, jaką traumą musi być widok takiego aniołka, który z oczami wypełnionymi pustką beznamiętnym tonem oznajmia, że chce umrzeć. Ta książka nie jest łatwa, ale warto ją przeczytać.

Książka bierze udział w wyzwaniu „Nie tylko literatura piękna...”.

12 komentarzy:

  1. Hej! Nominowałam Twojego bloga do Versatile Blogger Award. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już odpowiadałam, Aneczko, ale bardzo dziękuję:)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa, wstrząsająca powieść!
    Nigdy nie chciałabym być na miejscu tych rodziców. Musieli przejść, a może przechodzą dalej,do tej pory gehennę. Nie uchyliłaś rąbka tajemnicy w recenzji, jak dalej potoczyły się ich losy i co się stało z Janią:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie powieść, Aguś, to same fakty;)
      Też sobie nie wyobrażam przeżywania takiej traumy dzień po dniu. Starałam się właśnie nie napisać, co dalej, żeby nie zepsuć emocji czytania:)

      Usuń
  3. Nie wiem, czy teraz mam ochotę na tak wstrząsającą książkę. Chyba raczej nie, ale może za jakiś czas się na nią skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, że może na lato i potrzebę lżejszej lektury ta się niekoniecznie nadaje. Ale tak ogólnie to jak najbardziej zachęcam.

      Usuń
    2. Ja też może sięgnę po tą książkę później, bo teraz w głowie mi lekkie lekturki :)

      Usuń
    3. Nie dziwię się, ten upał jakoś nie daje się skupić;)

      Usuń
  4. Nie wiem co mam myśleć o tej ksiązce. Z jednej strony jest ona interesująca, z drugiej mnie odpycha. Może za jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli Cię odpycha, to nie ma sensu, żebyś się zmuszała. Może faktycznie poczekaj:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.