piątek, 2 sierpnia 2013

Aldona Urbankiewicz "Z Miśkiem w Portugalii"


Aldona Urbankiewicz „Z Miśkiem w Portugalii. Jak łatwo i tanio podróżować z dzieckiem po świecie”, Prószyński i S-ka 2011, ISBN 978-83-7648-729-8, stron 264

Mikołaj, zwany Miśkiem, ma dwa lata i właśnie wyrusza z rodzicami w swoją drugą, większą podróż – do Portugalii. Pierwsza była Norwegia i najdalej na północ wysunięty punkt Europy. Teraz czas dotrzeć tam, gdzie Europa wysuwa się najdalej na Zachód, a więc zobaczyć słynne Cabo da Roca, za którą nie ma już nic. Skandynawię poznawali przemieszczając się kamperem; teraz czeka ich pierwszy rejs samolotem, biwaki, namioty i hostele, a przede wszystkim klimatyczne miasta i miasteczka, plaże i ocean, fado, i to, co w Portugalii piękne i warte zobaczenia.

Pierwszą książeczkę Aldony Urbankiewicz pochłonęłam i byłam nią zauroczona pod każdym względem: celu podróży, sposobu jej realizacji, zdjęć, stylu autorki, jej poczucia humoru. Ale przede wszystkim oczarował mnie mały Mikołaj, który świetnie sobie radził w tych odmiennych warunkach. Ta część dostarczyła mi podobnych wrażeń.
Znów pomarudzę, że jak dla mnie książka powinna być wydana w większym formacie, w którym królować powinny zdjęcia, ale poza tym jest świetnie. Prosty język zastosowany w dzienniku z podróży stwarza poczucie, że to nam autorka opowiada swoje emocje z urlopu, jak bliskim i przyjaciołom, którymi w trakcie lektury się stajemy. Miejsca przedstawiane są na zasadzie właśnie odczuć i wrażeń pani Aldony i jej męża, a nie opisów przewodnikowych – zresztą już na początku zaznaczyła, że nie było jej intencją napisanie przewodnika, bo tych jest na tyle, że każdy może jakiś znaleźć. Historii jest w sam raz, co nie powoduje znużenia, ot krótki rys i wystarczy.

Na pierwszym miejscu jest Mikołaj. Aldona Urbankiewicz udowadnia, że dziecko nie jest przeszkodą w spełnianiu marzeń rodziców. Ono jedynie sprawia, że inaczej się je realizuje. Fakt, że Misiek jest bardzo wdzięcznym podróżnikiem i maluchem, który nie ma zbyt wielu wymagań, a te przejawiane, nawet w obcym kraju dają się z powodzeniem zaspokoić. Słodka bułka, coś do picia, drzemka i chłopczyk od razu ma energię do poznawania świata, harców i zabawy. Gdy ze względu na niego trzeba z czegoś zrezygnować, nie ma problemu; czasem Aldona i Marcin rozdzielają się, jedno zostaje z synem, a potem wymiana. Podobało mi się ich luźne podejście – co nie znaczy, że bez odpowiedzialności, wręcz przeciwnie; bez napinania się, bez sztywno wyznaczonych planów, których zawalenie grozi katastrofą. Graniczne były tylko daty samolotów, przez resztę czasu można się było oddawać poznawaniu ducha Portugalii.

Zawiedzie się jedynie ten, który liczy na szczegóły. Trochę w błąd wprowadza podtytuł, o tym podróżowaniu tanio. Owszem, autorka wspomina, czym się żywią – króluje makaron i pomidory w puszce – że czasem wstąpią gdzieś na kawę czy smażone ryby, ale nie znajdziemy tutaj uniwersalnych zasad ani sprawdzonych porad, jak nie wydać majątku. Nie ma gotowych adresów, pod które można się udać w poszukiwaniu dobrego jedzenia. Prędzej dowiemy się, że zwłaszcza małe sklepiki, w porównaniu z polskimi, są niezbyt dobrze zaopatrzone.

Wspomnienia Aldony Urbankiewicz można podsumować krótko: mała książeczka, dużo frajdy. Polecam nie tylko miłośnikom literatury podróżniczej. 

Książka bierze udział w wyzwaniu „Nie tylko literatura piękna...”.
 

14 komentarzy:

  1. Ooo to może być interesujące!
    Szkoda tylko, że jednak nie ma wskazówki co do tego, jak tanio przetrwać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nie ma. Tylko ten makaron i pomidory;)

      Usuń
  2. Oryginalne ujęcie tematu podróżniczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam. W kolejce mam inną książkę o podróżowaniu z dzieckiem, ciekawe, jakie wywrze wrażenie:)

      Usuń
  3. Znaczy się,że można śmiało przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak:) Bo to nie suchy przewodnik, ale książka o miłości do dziecka i podróży:)

      Usuń
  4. Mam pierwszą część tej serii, ale jeszcze jej nie czytałam. Postaram się jednak zadrobić owe zaległości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz ją potraktować jako przerywnik między np. powieściami, świetnie się nada:)

      Usuń
  5. mnie już pierwsza cześć baaaaardz zawiodła. Może nawet zirytowała. Więc po tą nie sięgnę, chociaż pólwysep Iberyjski kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, chętnie bym się dowiedziała, dlaczego. Idę na LC, może się dowiem;)

      Usuń
  6. Czytałam "Z Miśkiem w Norwegii" i na tle innych książek podróżniczych wypada bardzo słabo. Jeśli chodzi o opisywanie podróży z dziećmi to Kobusowie są świetni i szczerze polecam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tle tych podróżniczych, które ja czytałam, według mnie wypadła dobrze:) Kobusów jeszcze nie czytałam, może kiedyś się uda.

      Usuń
  7. Zawsze przerażał mnie fakt podróżowania z dziećmi. Sama wyprawa nad nasze polskie morze, w moim przypadku kojarzyła się z licznymi wymiotami moich dzieci, które do pewnego wieku w ogóle nie tolerowały podróży samochodem. Teraz jest już na szczęście inaczej. Podziwiam rodziców i tego dzielnego maluszka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś właściwą osobą do wypowiadania się o podróżach z dziećmi, bo to przeżyłaś:) Ja mogę tylko czytać z perspektywy kanapy i też podziwiać:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.