wtorek, 20 sierpnia 2013

Alyson Richman "Wojenna narzeczona"


Alyson Richman „Wojenna narzeczona”, Prószyński i S-ka 2013, ISBN 978-83-7839-478-5, stron 384

Lenka i Josef. Ona, studentka praskiej Akademii Sztuk Pięknych, córka właściciela fabryki szkła. On, syn lekarza, student medycyny. Poznają się przez jego siostrę. Zauroczenie? Tak, silne, obezwładniające. Czas wspólnie spędzony zbliża ich do siebie, co owocuje pięknym ślubem. Ale nad nimi wisi groza wojny i to ona ich rozdziela. Wierzą, że to tylko na moment, że za chwilę znów będą razem. Ale splot tragicznych okoliczności sprawi, że miną lata, zanim znów na siebie spojrzą.

Alyson Richman stworzyła powieść niezwykle poruszającą. Każdy wątek wzbudza ogromnie mocne emocje. Wydarzenia śledzimy z perspektywy Lenki i Josefa, jego teraźniejszość i przeszłość przeplatana jej wspomnieniami.
To wojenne losy Lenki są najbardziej wstrząsające. Czytając, jak wyglądała codzienność w obozie Terezin, zastanawiałam się, czy jestem w stanie uodpornić się na ten wojenny koszmar? Czy potrafię czytać o nim z dystansem? Nie, za każdym razem boli tak samo.

Choć Lenka, dzięki swoim talentom, trafiła do obozu technicznego, co czyniło jej sytuację w miarę bezpieczną, to przecież jej światem było getto, uzależnione od chorych „widzimisie” hitlerowskich oprawców. Autorce udała się rzecz niebywała: pokazała ogrom tragedii narodu żydowskiego, splatając ją z historią jednostki. Bo oczywiście mamy świadomość, co oznaczał Holokaust i ilu ludzi zginęło przez szalone teorie jednego człowieka, ale jeszcze bardziej szokujące jest rozpatrywanie tego w kategoriach pojedynczych istot – każda z nich miała przecież swoje życie, robiła plany, snuła marzenia. Ile z nich uleciało z dymem pieców krematoryjnych, ile wsiąknęło krwią w ziemię obozów koncentracyjnych... Może też dlatego „Wojenna narzeczona” wywarła na mnie takie wrażenie, ponieważ zazwyczaj myśląc o wojnie, myślę o całości, o ogóle, a nie o konkretnej osobie. Tutaj najbardziej wstrząsnęła mną historia Rity. Na jej przykładzie Richman kolejny raz uświadamia, że choć wokół nienormalność, to nawet w obozach śmierci kwitło życie. I straszne jest to, że nie dla wszystkich przewidziane było szczęśliwe zakończenie.

Smutne też było życie Josefa. Uratował się, uniknął piekła, ale czy to znaczy, że ono nie tkwiło w nim? Zostawić najbliższą osobę w tej wojennej zawierusze, a potem żyć ze świadomością, że nie zrobiło się czegoś więcej albo inaczej? Życie z osobą, która miała swoje „dni duchów”, też przecież nie mogło być wypełnione radością. Nasunęła mi się refleksja, że wprawdzie Niemcy wojnę przegrali, ale ilu ludziom zatruli byt już na zawsze? Ilu z nich tak naprawdę już tylko egzystowało, nigdy nie godząc się z tym, co ich spotkało? Bo też jak pogodzić się z tym, że drugi człowiek mógł tak krzywdzić, rozdzielać z rodzinami, zabijać?

Może trochę odbiegam od samej książki, ale jej lektura nie była łatwym przeżyciem, stąd też i takie przemyślenia. Na pewno pod względem formy jest tak dopracowana, że dobrze się ją czyta, opowieść snuje się właściwie sama. Ale o emocjach jej towarzyszących jeszcze długo będę pamiętać. Nigdy nie chciałabym się znaleźć na miejscu Lenki i innych ludzi tamtych czasów, którzy stawali przed wyborami, jakich nikt nigdy nie powinien dokonywać. Choć nie jest ona lekka, jestem zdania, że literaturę wojenną należy czytać. Przede wszystkim z jednego powodu: żeby pamiętać.  

26 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Wiem, ale chyba na razie z nią kończę...;)

      Usuń
  2. Nie lubię literatury wojennej, ale tę książkę wyjątkowo przeczytałam i nie żałuje, bo mnie urzekła bez reszty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ona właśnie taka jest, urzekająca, choć trudna.

      Usuń
  3. Ta książka od jakiegoś czasu jest na mojej liście, na pewno przeczytam, bo tak jak napisałaś, musimy pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mamy takie samo zdanie:)

      Usuń
  4. Przepadam za literaturą wojenną, zazwyczaj moje odczucie po przeczytaniu książki takiej jak ,,Wojenna narzeczona" są podobne do Twoich. Z pewnością sięgnę kiedyś po tę pozycję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli cenisz literaturę wojenną, to ta pozycja jest dla Ciebie jak najbardziej wskazana:)

      Usuń
  5. Wojenna literatura to coś dla mnie, ale raczej na jesień. Dopóki są wakacje, sięgam po bzdurne książki dla kobiet i to z nieukrywaną przyjemnością...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja takie lekkie czytałam w te niedawne upały, ale po nich mam teraz ochotę na kryminał;) A że nie mogę jakoś na niego trafić, to jest i wojenna.

      Usuń
  6. Bardzo mnie zainteresowałaś książkę. ostatnio zaczytuje się w książkach, których akcja osadzona jest w czasie II wojny światowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się zbiegły w czasie dwie z tej tematyki. Ta jest naprawdę godna polecenia.

      Usuń
  7. Lubię od czasu do czasu zajrzeć do wojennych historii. Ta wydaje się być bardzo emocjonująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, że ciężko pozostać na nią obojętnym. Ja się cały czas stawiałam na miejscu Lenki.

      Usuń
  8. Coś dla mnie zdecydowanie. Zgadzam się z Tobą w tym, że tego typu książki powinny być przez nas czytane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie zbieżność naszych poglądów:)

      Usuń
  9. Słyszałam już o książce, myślę że nadejdzie i na nią czas.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta książka jest nawet w mojej bibliotece, muszę ją sobie wypożyczyć bo lubię historie wojenne.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinna Ci się spodobać, skoro lubisz:)

      Usuń
  11. Kurde no i znowu ktoś się zachwyca tą książką :) Czy naprawdę jestem jedyną osobą uważającą ją za słabą? o_O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż przeczytałam Twoją recenzję. Trochę się faktycznie w odbiorze różnimy, ale zgodzę się z Tobą, że ten początek nie był zbyt trafiony; generalnie mnie wkurza, gdy wiem od samego początku, jak się książka skończy. Ale mimo wszystko napięcie czułam w czasie czytania tych fragmentów o obozie;)

      Usuń
  12. Oj, to zdecydowanie coś dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzeczywiście dużo przemyśleń w tej recenzji. Bardzo ciekawych, po których można zagłębić się w chwilę zadumy. Mimo małych niedociągnięć, ja uważam, że powyższa lektura jest ciekawą pozycją, godną polecenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie u Ciebie i u Blanki czytałam o tych niedociągnięciach. Ale całość oceniam na plus:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.