czwartek, 1 sierpnia 2013

Maria Ulatowska "Całkiem nowe życie"


Maria Ulatowska „Całkiem nowe życie”, Prószyński i S-ka 2013, ISBN 978-83-7839-512-6, stron 440

Franciszka Janusiak została w życiu całkiem sama. Rodzice nie żyją, jest jedynaczką. Ma koleżanki z pracy, ale to przecież za mało. Ułatwia jej to podjęcie decyzji o radykalnym zwrocie swojego losu. Gdy na pierwszych w swoim życiu wczasach poznaje kierownika domu, w którym ma zamieszkać, a ten jej się oświadcza, nie zastanawia się długo. Zostawia za sobą rodzinny Ostrów, od teraz jej całym światem będzie Karpacz. Zenon Wołodarski jest od swojej narzeczonej starszy o dwadzieścia dziewięć lat, ma dorosłego syna i jest od dawna po rozwodzie. Nadszedł rok 1968, Franka właśnie skończyła dwadzieścia lat.

Rodzina Wołodarskich jest zaskoczona wyborem Zenona, ale Franka szybko zyskuje ich akceptację. Z wyjątkiem jednej osoby: matki męża. Miała nadzieję, że teściowa stanie się dla niej kimś bliskim, może nawet jak rodzona matka, której tak szybko zabrakło, ale niestety starsza pani Wołodarska sprowadza ją brutalnie na ziemię, udowadniając, kto tak naprawdę jest najważniejszy w ich domu i od kogo wszystko zależy. Na szczęście w życiu Franki pojawią się osoby, które będzie mogła nazwać przyjaciółmi. Jedno tragiczne wydarzenie spowoduje przemianę dziewczyny, która zacznie walczyć o swoje racje, marzenia, o samą siebie.

Czytałam wszystkie powieści Marii Ulatowskiej; najbliższe są mi „Przypadki pani Eustaszyny”, natomiast zawiodłam się na „Kamienicy na Kruczej”, którą uznałam za najsłabszą, pisaną na siłę, chaotyczną. „Całkiem nowe życie” zaliczę do tych lepszych w dorobku autorki. Historia Franciszki wciąga od samego początku, w czym duża zasługa kontrastu, na bazie którego zbudowano dwie główne postaci żeńskie. Pani Sabina jest po prostu wredną babą, której postępowania nie tłumaczy nic poza spaczonym charakterem. A Franka jest sympatyczna i ciepła; zresztą młodym mężatkom, a nawet tym z dłuższym stażem, łatwo się będzie z nią utożsamić, bo przecież każda z nas, wchodząc do nowej rodziny, liczy na miłe przyjęcie, a nie na ciągłe razy. Do tego wszystkiego starsza kobieta – w swoim mniemaniu – świetnie się kamufluje ze swoim „uwielbieniem” dla tej... synowej, co oczywiście będzie tajemnicą poliszynela całego Karpacza. I wszyscy będą bardzo zdziwieni ich nagłą komitywą, która wyniknie z pewnego korzystnego dla Franki zbiegu okoliczności.

Obok Franki bohaterami są krewni Zenona, jego brat z żoną i synem – tutaj autorka popuściła wodze fantazji i stworzyła pierwszorzędny czarny charakter, ze świetnie ukazanym postępem uzależnienia – a także Witek, jego syn. Do tego najlepszy przyjaciel Andrzej, który będzie dziewczynie wsparciem i opoką w ciężkich chwilach. Mała liczba bohaterów jest korzystna z punktu widzenia odbioru czytelniczego; każdy z nich jest wyraziście wykreowany, część darzy się sympatią, innych wcale, a opisywanie wydarzeń z życia kilku osób naprzemiennie nie pozwala się nudzić. Ktoś mógłby powiedzieć, że tutaj właściwie nic takiego szczególnego się nie dzieje, ale moim zdaniem w tym tkwi największa siła tej powieści, w zwyczajności, w codziennym życiu rodziny, jakich może wiele było w tamtych czasach. Jedno mam tylko „ale”: autorka bardzo przyspieszyła z tempem akcji, by pod koniec znaleźć się na początku XXI wieku. Chyba wolałabym więcej szczegółów i bardziej drobiazgową scenerię skończoną wcześniej.

Marii Ulatowskiej zarzuca się często, że w jej powieściach króluje słodycz i lukier, a język, jakim się posługuje, jest aż nazbyt prosty. W „Całkiem nowym życiu” mamy zdecydowaną odmianę; choć jest kilka szczęśliwych i akurat w sam raz na miejscu splotów wydarzeń, to jednak fabuła nie jest przesłodzona. Nie można jej zarzucić, że w rzeczywistości aż taki nadmiar szczęścia się nie zdarza, tu jest zwyczajnie i życiowo, także w tych gorzkich i smutnych aspektach. Uważam też, że ewolucji uległ styl, nie ma w nim infantylności, chaosu, błędów; jest porządnie dopracowany, dzięki czemu przyjemność z lektury też jest większa.

„Całkiem nowe życie” jest właściwą powieścią dla tych, którzy jeszcze nie znają twórczości autorki. Powieść o miłości, nienawiści, sile przyjaźni będzie wyborem uniwersalnym. Ci, którzy czytali pozostałe książki, powinni być zadowoleni, bo jest to – w moich oczach – najbardziej dojrzała powieść Marii Ulatowskiej.    

Książka bierze udział w wyzwaniu „Czytamy powieści obyczajowe”.

Jak zwykle krótkie podsumowanie miesiąca.
Przeczytanych: 24 - im więcej fajnych książek mam w kolejce, tym szybciej mi idzie:)
Książka miesiąca: "Upalne lato Kaliny" Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak
Książka najbardziej wstrząsająca: "Miłość z kamienia. Życie z korespondentem wojennym" Grażyna Jagielska
Książka najbardziej wzruszająca: "Czas na mnie... Opowieść o Maćku Kozłowskim" Agnieszka Kowalska.
Rozczarowanie miesiąca: "Plebejka" John Burnham Schwartz.
Ten miesiąc ogólnie obfitował w naprawdę dobre książki, z czego się oczywiści ogromnie cieszę.

25 komentarzy:

  1. Wydaje się ciekawa. Może kiedyś przeczytam.Gratuluję udanego miesiąca czytelniczego.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, tym bardziej, że sierpień może być troszkę gorszy. Ale zobaczymy:)

      Usuń
  2. Odnoszę wrażenie, że powieść jest ciekawa i mądra życiowo, dlatego pewnie po nią sięgnę, jak uporam się z moimi zaległościami czytelniczymi:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że właśnie taka jest, więc polecam Ci serdecznie:)

      Usuń
  3. Książka jeszcze przede mną, ale mam na nią wielką ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to uczucie, bo też je miałam, jak zobaczyłam, że ma się ukazać:)

      Usuń
  4. Nie znam jeszcze tej autorki, a skoro jest "chaotyczna", to sięgnę po "Całkiem nowe życie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie chaotyczna była "Kamienica przy Kruczej", ta jest bardziej poukładana:)

      Usuń
  5. Czytałam kiedyś książkę pani Ulanowskiej i jak dla mnie była ona za słodka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta taka nie jest, więc możesz zaryzykować:)

      Usuń
  6. Ulatowska wciąż pozostaje dla mnie polską autorką nieznaną.
    Nie umiem się przekonać, nie umie mnie do siebie zachęcić. Może za jakiś czas to się zmieni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też polecałabym Ci, żeby zacząć od tej książki. Gdy już nadejdzie ten czas;) Ale uważam, że nie masz się co zmuszać, bo wtedy to Ci się nie spodoba i się narobi;)

      Usuń
  7. Wstyd się przyznać ale jeszcze nigdy nie czytałam książek pani Ulatowskiej, po tę z chęcią bym się pokusiła gdyż bohaterka zamieszka w Karpaczu, który to znam i to bardzo dobrze...:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wstyd, coś Ty, ja też bym nie znała, gdyby nie fakt, że są w bibliotece.
      Karpacz to mi się marzy...:)

      Usuń
  8. Znam twórczość tej autorki, gdyż czytałam ,,Sosnowe dziedzictwo'', ,,Pensjonat sosnówka'' oraz ,,Domek nad morzem'', dlatego bardzo chętnie poznam koleją powieść pani Marii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super. Ciekawe, czy ta Ci się spodoba:)

      Usuń
  9. Matki męża to niestety często bardzo wredne baby :) To może być ciekawa książka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaa...
      Ta była wyjątkowo "udanym" egzemplarzem;)

      Usuń
  10. Paulinko, jak zwykle masz miesiąc udany:)) Ja nawet połowy tego nie przeczytałam:(
    Z twórczością pani Ulatowskiej mam zamiar się zapoznać, a najbardziej z tą powyższą pozycją z uwagi na miejsce akcji:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Ty płynęłaś kajakiem, a to nowe doświadczenie, pewnie gdybyś o tym przeczytała w książce, takiego wrażenia by nie zrobiło:)))
      Jak zobaczyłam, gdzie toczy się akcja, to od razu pomyślałam o Tobie:) Tylko w sumie to mogłoby tego Karpacza być więcej.

      Usuń
  11. Czytałam pani Ulatowskiej "Przypadki pani Eustaszyny", niestety książka mnie nie porwała, jak na razie odpuszczam inne książki autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a mnie "Przypadki" podobały się najbardziej;)

      Usuń
  12. Interesująca recenzja. Właśnie jestem po lekturze. Mam bardzo podobne odczucia:)
    A Karpacz - piękny w istocie, byłam tam już kilka razy i... nigdy nie mam dosyć, chętnie tam powrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze się cieszę, jak ktoś ma podobne odczucia po lekturze tej samej książki.
      Nie miałam jeszcze szansy poznać Karpacza, mam nadzieję, że kiedyś to nadrobię:)

      Usuń
  13. Czy maria ulanowska miala rodzine ulanowskich w dubiecku i czy znala tadeusza ulanowskiego i michaele ulsnowska michaline i prosze o kontakt moj mail dorota.ulan@wp.pl bo to moj dziadek

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.