środa, 3 lipca 2013

John Burnham Schwartz "Plebejka"


John Burnham Schwartz „Plebejka”, Sonia Draga 2009, ISBN 978-83-7508-135-0, stron 264

Haruko. Młoda dziewczyna z szanowanej rodziny. Jej ojciec był dziedzicem wytwórni sake, ale to matka pochodziła ze znamienitszej rodziny. To z ojcem dziewczyna jest mocno związana, potrafi z nim żartować i przekomarzać się; matka zachowuje dystans. Z przyjaciółką Miko uczęszczają do szkoły zakonnej. Na meczu tenisowym Haruko poznaje następcę tronu Japonii. To, że gra z takim człowiekiem, nie oznacza dla niej, że ma się poddać, więc walczy i wygrywa, czym wzbudza jego zainteresowanie. Z czasem oprócz spotkań na korcie, nastąpią rozmowy telefoniczne.

Gdy książę składa propozycję małżeństwa, jej rodzice odmawiają.
Jednak wobec nalegań następcy i jego świty, Haruko przyjmuje oświadczyny i jako pierwsza kobieta spoza arystokracji wchodzi do rodziny panującej. Imię swojego przyszłego męża poznaje dopiero na kilka dni przed ślubem. Jej życie w zamkniętym świecie pałacu nie jest łatwe. Jej Cesarska Wysokość stale przekazuje uwagi przez zaufaną damę dworu, Oshimę. Głównym zadaniem Haruko, teraz księżnej, jest powić syna, by zapewnić trwałość dynastii oraz utrzymać odwieczny porządek japońskiej tradycji. Gdy na świat przychodzi Yasuhito, kobieta w wyniku załamania nerwowego traci głos.

Trzydzieści lat później Haruko sama jest cesarzową, a jej historia się powtarza. Jej pierworodny wybiera dziewczynę ze zwykłego świata. Keiko jest wyjątkowo zdolna, mieszkała w Ameryce, zna języki, nie chce zrezygnować ze swojego aktywnego trybu życia. Haruko obiecuje jej swoją pomoc i wsparcie. Odbywa się kolejny ślub...

„Plebejka” miała być fascynującą historią, „niepowtarzalną literacką przygodą, intymną i egzotyczną w swoim klimacie”. Cóż, może i była, ale ja tego klimatu nie poczułam. Przyznaję, że powieści z akcją rozgrywającą się w Chinach i Japonii, nie należą do moich ulubionych – zdecydowanie bardziej wolę Afrykę czy Amerykę Południową, jeśli już sięgam po „egzotykę” – a tę wybrałam ze względu na wyzwanie czytelnicze, ale nie tylko to zaważyło. Oczekiwałam czegoś zupełnie innego. Okładkowy opis zdradził prawie całą treść, więc liczyłam na więcej, a tym miało być życie Haruko po ślubie, ta konfrontacja zwykłej dziewczyny z surowym światem obowiązków, zasad, tradycji. A to jest tylko parę rozdziałów, kilka uwag ze strony wrednej teściowej i nagle łup, jesteśmy trzydzieści lat później i sytuacja się powiela. Według mnie, autorowi nie udało się przeniknąć za bramę pałacu, nie pokazał, jak faktycznie wygląda tamtejsze życie. Bo to, że opisał parę rytuałów, ceremonię ślubną, to, że żona weszła do pokoju przed mężem i z tego robi się skandal, to dla mnie za mało. Sytuacja z Keiko, zapowiadana na „tragiczną”, także została przedstawiona skrótowo i odniosłam wrażenie, że pisarz tracił impet, wyhamowywał – rozdziały pod koniec są coraz krótsze i płytsze. Miało być szumnie, a wyszło bardzo powierzchownie – nie ma równowagi między życiem Haruko przed i po ślubie. Schwartz rozbudował początek kosztem dalszego ciągu. Emocje bohaterów są ledwo zarysowane, Haruko z pewnej siebie dziewczyny, która w bardzo uprzejmy sposób potrafi się odciąć, nagle zmienia się w bezpłciową marionetkę, figurkę ledwie. I jeżeli było to celowe zamierzenie, by pokazać, jak sytuacja w rodzinie cesarskiej wpłynęła na młodą, pełną energii dziewczynę, to zabrakło przedstawienia, jak ten proces przebiegał. Wydaje mi się, że cała historia zasługuje na więcej niż 260 stron, to za mało, żeby wiarygodnie przedstawić dwa pokolenia kobiet, nawet jeśli łączy je wspólnota losów.

To, że nie lubię fabuł japońsko-chińskich, nie oznacza, że od razu nastawiłam się do książki negatywnie. Zaczęłam czytać i początkowo było nieźle, a historia mnie zaciekawiła. Do momentu ślubu z następcą tronu, jeszcze było dobrze, a potem już tak, jak przedstawiłam powyżej. Szkoda, że rozczarowanie było na tyle duże, że nie zachęciło do poznania innych lektur tego typu i utwierdziło mnie w moim przekonaniu. Nie powiem radykalnie, że zdecydowanie odradzam, bo przecież każdy może odebrać książkę inaczej. Moje odczucia powodują, że nie zachęcam, ale to Wam pozostawiam decyzję, czy chcecie się przekonać, jak wyglądały losy Haruko.

Książka bierze udział w wyzwaniu Trójka E-PIK oraz „Czytamy powieści obyczajowe”.

20 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze książek w klimacie japońskim :) Chętnie się z tą pozycją zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to ja też, częściej chyba spotyka się coś o Chinach;)

      Usuń
  2. Jakoś nie zainteresowała mnie fabuła tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja własnie kocham Japonię i Chiny, więc za książką na pewno się rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim układzie książka dla Ciebie:)

      Usuń
  4. O popatrz ja znowu uwielbiam kiedy akcja rozgrywa się w Japonio czy Chinach:) oglądam wszystkie filmy tej produkcji:)
    Ale jeżeli akcja zamula, to nawet fajne miejsca ich nie uratują, tak jak w przypadku mojej książki:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no to widzisz, w tym się różnimy;) Tutaj w miarę dobry początek niestety nie dał rady pociągnąć całości, dlatego też trochę książkę zjechałam;)

      Usuń
  5. Jakiś czas temu chciałam kupić tę książkę bo zauroczyła mnie okładka oraz krótki opis fabuły. Wychodzi na to, że dobrze zrobiłam rezygnując z kupna tej powieści skoro autorka zdecydowała się potraktować tę historię po macoszemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor, nie autorka;) Wydaje mi się, że dobrze, bo nawet w jakiejś ogromnej przecenie byłoby szkoda. Według mnie oczywiście;)

      Usuń
  6. Swojego czasu zaczytywałam się w historiach, których akcja działa się w Japonii bądź w Chinach, potem moja fascynacja nieco opadła, ale lubię wracać do tego typu powieści. Szkoda, że "Plebejka" Cię rozczarowała. Czy przeczytam? Możliwe, bo fabuła wydaje się dość ciekawa, ale specjalnie książki szukać nie będę. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro takie klimaty są czy nawet były Ci bliskie, to może odebrałabyś książkę inaczej. Choć nie wydaje mi się;) Strategia dobra: gdybyś spotkała przypadkiem, możesz spróbować, ale do gorliwych poszukiwań namawiać nie będę;)

      Usuń
  7. Lekturę "Plebejki" mam już za sobą. Jednak minęło trochę czasu, który rozmył niejako jej kontury i nie pamiętam wrażeń. Więc chyba nie powaliła mnie na kolana, bo z pewnością pamiętałabym :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się wydaje;) Gdy nie pamiętam treści jakiejś książki nawet w zarysie, to wiem, że raczej nie wywarła na mnie piorunującego wrażenia:) Bo są takie, które czytałam dziesięć i więcej lat temu, a jakoś pamiętam:) Więc coś w tym jest:)

      Usuń
  8. Również nie przepadam za książkami, których fabuła toczy się w Japonii i Chinach, ale tak jak Ty Paulinko biorę udział w tym samym wyzwaniu i muszę jakąś pozycje na ten temat znaleźć i przeczytać. Z żywiołem to będzie jeszcze gorzej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znów miałam szczęście i tę akurat w zeszłym tygodniu przyniosłam z biblioteki, a dopiero teraz zajarzyłam, że to Japonia, więc nawet nie musiałam szukać czegoś innego.
      Z żywiołem faktycznie jest gorzej, wymyśliłam "Ocalone z Titanica" - no bo woda - ale nie wiem, czy zdążę, bo w bibliotece już jest, ale jeszcze nie do wypożyczenia. Z wodą kojarzą mi się jeszcze "Zgubieni" Charlotte Rogan z wydawnictwa Znak, jakbyś miała, tyle że mnie akurat się ona nie podobała. I to są dwie jedyne, które mi przyszły do głowy;)

      Usuń
    2. Czytałam kiedyś "Serce w ogniu" Nicholasa Evansa. Powieść o strażakach, pożarze z miłością w tle. Nie wiem czy znasz tę książkę? Bardzo fajna, ale żeby recenzje napisać musiałabym ja jeszcze raz przeczytać, a na to chyba nie znajdę czasu:) Najwyżej punkt z żywiołem opuszczę. Chyba, że coś znajdę w bibliotece, bo idę w przyszłym tygodniu. W poniedziałek znowu ruszam w trasę:( Jedyny plus jest taki, że nadgonię czytanie, bo w domu mam z tym problem:)

      Usuń
    3. Na pewno czytałam Zaklinacza koni, choć dawno temu, możliwe, że tę też, ale nie pamiętam, więc też musiałabym wypożyczyć i czytać drugi raz, a nie wiem, czy mam ochotę. Na razie poczekam, dopiero czwarty, może znajdzie się coś jeszcze:)
      Dobrze, że jest taki jaśniejszy punkt tych podróży. I że możesz czytać w drodze, bo ja to nie za bardzo, literki mi skaczą i niedobrze mi się robi. Takie to atrakcje;)

      Usuń
    4. Czasami też mi się zdarza, że zaczyna mnie głowa boleć od tych skaczących literek. Wtedy muszę na chwilę odłożyć książkę i podziwiam przez okno widoki, jak jest akurat na co popatrzeć:)

      Usuń
    5. Widoczki, to lubię:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.