czwartek, 18 lipca 2013

Grażyna Jagielska "Miłość z kamienia. Życie z korespondentem wojennym"


Grażyna Jagielska „Miłość z kamienia. Życie z korespondentem wojennym”, Znak 2013, ISBN 978-83-240-2118-5, stron 208

Wojciech Jagielski, dziennikarz, długoletni korespondent Gazety Wyborczej, autor kilku książek; przez wiele lat obserwował konflikty wojenne w różnych rejonach świata, m. in. w Gruzji, Czeczenii czy Afganistanie. Wielokrotnie nagradzany publicysta.

Grażyna Jagielska, tłumaczka literatury angielskiej, pisarka, autorka „Korespondenta”, „Fastrygi”, „Płaskudy”, a teraz „Miłości z kamienia”, książki wstrząsającej, będącej elementem terapii, jakiej musi się poddać. Cierpi na zespół stresu bojowego, choć to nie ona jeździła na wojny, a jej mąż. W ośrodku zdrowia psychicznego spotyka Lucjana, który dwa razy zabijał swojego zięcia, i to jemu opowiada, jak to się zaczęło i dlaczego znalazła się w tym miejscu.

Muszę przyznać, że dobrze, iż ta pozycja ma tylko dwieście stron. Natłok emocji nagromadzonych na jej kartach chyba nie pozwoliłby mi na dłuższą lekturę. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że mój mąż jedzie w jakikolwiek teren ogarnięty zamieszkami wojennymi. Wojciech Jagielski w ciągu 20 lat był na 53 wojnach. Dla niego było to możliwe, bo wiedział, że ma do czego wracać, ona dawała mu świat bezpieczny i stabilny, a dzięki niemu poczucie, że w pewien sposób jest nietykalny, że nic mu się nie może stać, bo ona tam czeka.

A czekała siedząc na podłodze w kuchni, przy piecyku. Bo tam najbezpieczniej. Potem kładła się na podłodze w łazience. I czekała. Nie na jego powrót. Czekała na telefon z wiadomością, że to nastąpiło, że on nie żyje. Chciała być przygotowana, chciała doznać tej ulgi i od tej chwili zacząć sobie radzić na nowo: „Czekałam, aż ktoś do mnie zadzwoni i powie, że to już koniec. Nie chodziło mi o to, żeby to był szczęśliwy koniec, tylko jakikolwiek. Myślę, że czasem można chcieć już tylko, żeby coś się skończyło” (str. 53). Szokujące, jakie uczucia potrafi wzbudzić w człowieku strach o najbliższą osobę, że można cierpieć tak bardzo, żeby nastawiać się na jej śmierć, wyobrażać sobie rodzaj tego odejścia – od strzału, od wybuchu bomby, od miny...

Dla niego to było jak nałóg, ta potrzeba bycia tam, gdzie coś się dzieje, gdzie może jeszcze inni nie dotarli, żeby przedstawić wydarzenia z własnej perspektywy, po swojemu. Te historie zostawiał jej. On po latach o nich nie pamiętał, z nią bohaterowie jego tekstów zostawali już na zawsze. Towarzyszył jej Gruzin z odciętą głową i Taja gwałcona przez Rosjan.

Byli już bliscy rozwodu, już nawet siedzieli przed kancelarią. Ale on miał do napisania artykuł. Pojechała z nim na wojnę, żeby pojąć, żeby ponownie się zbliżyć. On tracił wtedy dziennikarski instynkt, nie myślał o ludziach, do których chce i musi dotrzeć, tylko o niej. Nie powtórzyli tego.

Tym, co przykuło moją uwagę w tej historii, jest brak dzieci. Mają dwójkę, ale w relacji są jak nieobecni. Choć przewija się, że syn idzie do szkoły czy że potrzebuje korepetytora, to nie ma nawet wzmianki, jak wyjazdy ojca i zachowanie matki wpływały na synów. Tego mi zabrakło do pełnego obrazu.

„Miłość z kamienia” jest napisana surowym językiem, chłodno i z dystansem. To oczywiście tylko potęguje doznania, a stres autorki staje się wyrazistszy, mocny i dobijający. Gdy postawić się na jej miejscu, widzi się życie jako byt całkowicie bez sensu, bo jak można pójść do kina czy zagrać w tenisa, skoro jego nie ma, a trzeba czekać na telefon. Wtedy jedynym rozwiązaniem jest tylko usiąść przy piecyku i czekać. I wyobrażać sobie, kto zadzwoni i jak przekaże, że to już, że już jest po wszystkim. To niewątpliwie bardzo ciężka lektura i jeżeli samo jej czytanie było trudnym przeżyciem, to nawet nie próbuję ogarnąć, jak wyglądały zmagania z rzeczywistością, w której dominowała wojna.

Książka bierze udział w wyzwaniu „Nie tylko literatura piękna...”.

16 komentarzy:

  1. Oj cudna recenzja, bardzo bym tę książkę chciała przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Książka trudna, ale potrzebna.

      Usuń
  2. Rewelacyjna książka. W moje ręce trafiła przez przypadek i okazała się ogromnie zajmującą lekturą. Autorka wspaniale oddała swoje uczucia i od czasu przeczytania jej książki mam ochotę na Wypalanie traw Jagielskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do "Wypalania traw" już miałam jedno podejście, ale to jeszcze nie był na nią czas, muszę do niej dojrzeć.

      Usuń
  3. Nie tak dawno czytałam tę książkę, ale w sumie nawet o niej nie wspomniałam na blogu.
    Niewiarygodna jest cała historia, mimo problemów pani Grażyny i tak ją podziwiam, że tak długo dała radę. 53 wojny!
    Również zwróciłam uwagę na te dzieci, były bardzo bezosobowe i nieobecne, choć może to celowy zabieg, może autorka chciała przedstawić wyłącznie swoją relację z mężem, bez mieszania w to dzieci.
    Po tej lekturze tej książki, tak jak Magda K-ska, nabrałam ochoty na reportaże Jagielskiego, których dotychczas nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Przez 20 lat szykować się na śmierć męża... Może i zabieg z dziećmi był faktycznie celowy, ale jednak bez nich dla mnie obraz jest niepełny.

      Usuń
  4. Dziwne, że nie wspominają o dzieciach. Przecież to istotna część życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, a na nie przecież też musiało to wszystko oddziaływać.

      Usuń
  5. Oho znaczy się,że książka nie dla mnie..ale widać,że wywołuje silne emocje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Aguś, raczej nie dla Ciebie, choć kto wie, może za parę lat?

      Usuń
  6. Rewelacyjna recenzja. Zachęciłaś mnie i to skutecznie. Dziwne tylko, że autorka pominęła epizod z dziećmi, niemniej jednak i tak chce poznać historię tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że jestem zaskoczona? Myślałam, że stwierdzisz, że książka nie dla Ciebie;)
      Dzięki za uznanie:)

      Usuń
  7. Pauluś, widzisz jakie emocje wzbudza Twoja recenzja. Jest znakomita:) Książkę miałam już dwukrotnie w ręce będąc w Empiku, ale za każdym razem odkładałam ja z powrotem na półkę. Chciałabym kiedyś ją przeczytać. Trudna, ale fascynująca lektura:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Agunia:) Tym bardziej się cieszę, że robi wrażenie, bo nie było mi ją łatwo napisać.
      Do trzech razy sztuka?

      Usuń
  8. Wojciech Jagielski to, obok Tochmana mój ulubiony reportażysta. Polecam ,,Modlitwę o deszcz". Do ,,Miłości z kamienia" przymierzałam się kilka razy, ale zawsze decydowałam się na jakąś inną książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już pisałam do Magdy, do tych reportaży muszę jeszcze dojrzeć.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.