środa, 16 kwietnia 2014

PRZED PREMIERĄ: Olgierd Świerzewski "Zapach miasta po burzy"


Olgierd Świerzewski „Zapach miasta po burzy”, Muza 2014, ISBN 978-83-7758-692-1, stron 736
Jest rok 1979. Oleg Antonow ma czternaście lat. Jest synem Igora Antonowa, boksera, który zdobył tytuł wicemistrza olimpijskiego, a dobrze zapowiadającą się karierę przerwała przedwczesna śmierć. Wychowuje go matka, nauczycielka matematyki, Olga Lwowna; jest też mocno związany z dziadkiem Leonidem Iwanowiczem. Chłopca pochłaniają szachy, do których wykazuje niebywały talent. To czasy, kiedy triumfy święci radziecka szkoła szachowa, a władze związku nie cofną się przed niczym, byleby tylko móc pochwalić się znaczącym sukcesem, którego potrzeba wśród elit jest ogromna. Na drodze Olega staną dwie osoby, z którymi już zawsze będzie związany, a jego życie się odmieni. Czy na lepsze?

Jedną z nich jest Tatiana Bułanowa, córka aktorki, która zaszła w ciążę ze swoim protektorem. Jedynym ojcem, jakiego dziewczyna uznaje, jest ojczym, Aleksander Naumow, którego decyzja wywrze wpływ na całą rodzinę: podczas występów w Stanach Zjednoczonych poprosi o azyl i do ojczyzny już nigdy nie wróci. On wybierze wolność, matka wróci do córki. Oleg pierwszy raz zobaczy ją na turnieju w Odessie i nie będzie potrafił o niej zapomnieć.

Największym rywalem, takim na śmierć i życie, będzie Anatolij Romancew, syn wielkiej pianistki i ojca, profesora i naukowca, który po przegranej z synem, na zawsze straci serce do szachów i będzie uważał, że Tola powinien wybrać inną drogę. Los, który wyrokami przeznaczenia splótł Olega i Anatolija, przybierze postać naprzemiennej układanki zwycięstw i porażek, a w ich zmagania wpisze się także miłość do Tatiany, która zagra w filmie poświęconemu Romancewowi. 

Gdy przeczytałam opis „Zapachu miasta po burzy”, poczułam się maksymalnie zaintrygowana, ale na będę ukrywać, że gdy zobaczyłam jego rozmiary, lekko się przeraziłam. Tak rozbudowanym powieściom zawsze towarzyszy obawa, czy nie będą „przegadane” i zwyczajnie nudne. Na szczęście w tym przypadku wcale tak nie jest, o czym może zresztą świadczyć tempo, w jakim ją przeczytałam, choć wcale nie starałam się go przyspieszać, samo wyszło. Jeśli poprzedni akapit nasunął Wam myśl, że to wszystko już było: dwóch mężczyzn i jedna kobieta, to czym prędzej wyrzućcie z głowy wszelkie uprzedzenia, schematy i nastawcie się na coś wysoce oryginalnego.

Olgierd Świerzewski, prawnik, wykładowca i doradca mistrzów szachowych, pisze z wielkim rozmachem, czyniąc tłem, a właściwie kolejnym bohaterem, historię imperium radzieckiego. Wydarzenia z życia swoich postaci wplata w te autentyczne, pokazując drogę upadku ZSRR. Trzeba niesamowitej brawury i talentu, by tak zgrabnie połączyć wszystkie elementy, by wykreować tak barwną mozaikę ludzkich losów, które nierozdzielnie łączą się z miejscem, w którym przyszło się na świat. Ono zdeterminowało każdą z osób, co jest szczególnie widoczne w przypadku Olega. Jego dusza jest na wskroś słowiańsko-rosyjska, towarzyszy mu ciągła tęsknota, której nie da się określić słowami, to smutek, nostalgia, żal, który w nim stale tkwi. Do głosu dochodzi też mroczna strona jego natury. Autorowi należą się słowa uznania za charakterystykę tych wielowymiarowych osobowości, które nie poddają się jednoznacznym ocenom, ich decyzje dalekie są od czarno-białego koloru, na każdą składa się milion odcieni szarości. Zazwyczaj do postaci literackiej po pierwszych stronach książki mam już określony stosunek, z Olegiem – wiem, że o nim piszę najwięcej, ale wynika to z faktu, iż wysuwa się on na pierwszy plan w toku narracji – nie jest tak łatwo. Raczej go nie polubiłam, czasem nie potrafiłam zrozumieć jego postępowania, tego, jak ranił innych i krzywdził samego siebie, ale z drugiej strony bywały takie chwile, gdy budził sympatię i cieplejsze uczucia, zwłaszcza gdy okazywało się, że ma poczucie humoru. Z jeszcze innej perspektywy patrząc, to jego miotanie się, walka z samym sobą, były fascynujące. Obserwowałam jego dylematy i to przedziwne przekonanie, że nie można mieć dwóch miłości, że któraś z kochanek: kobieta albo szachy, każe mu się poświęcić i dokonać ostatecznego wyboru między nimi. Czy rzeczywiście jest tak, że geniusz i pasja wymagają ofiar? Czy spalać się można tylko w jednej aktywności?

Żeby skończyć temat bohaterów dodam, że tutaj każdy jest ważny i ma do odegrania swoją rolę. Postaci, które początkowo wydają się być na drugim planie, są dopracowane tak samo dokładnie, jak główne. A najciekawsze jest w tym to, że Świerzewski bogato czerpał inspiracje ze swojego życia, więc tym bardziej nurtuje czytelnika proporcja, na ile zaprezentowane osoby są wymyślone, a na ile opierają się na rzeczywistym pierwowzorze.

Nie umiem grać w szachy, absolutnie się na nich nie znam, więc niestety szczegóły techniczne czytałam bez zrozumienia. Ale Świerzewski opisał je tak, że brakuje słów – naprawdę czułam ogromne napięcie i podekscytowanie grą, i z niecierpliwością przekładałam kartki, by poznać jej rezultat. Autor udowodnił, że szachy mogą emocjonować, że są czymś więcej, niż tylko sportem; zrodził także podziw dla umysłu graczy, którzy potrafią analizować sytuację kilka posunięć naprzód. Pisarz postawił także na różne formy narracji, przebieg akcji śledzimy nie tylko z punktu widzenia Olega, Tatiany i Romancewa; wprowadził również listy, artykuły prasowe, komentarze dziennikarskie do meczu. Dzięki temu stale miałam wrażenie świeżości i niesłabnącego oczekiwania na to, co będzie dalej, czym jeszcze zaskoczy.

Powieść Olgierda Świerzewskiego jest monumentalna. Tak, to dobre słowo. Ona imponuje, a wszystko to, co napisałam, i tak nie oddaje w pełni jej zalet. Można się w niej zatopić i całym sobą czuć każde, nawet najmniejsze, rozedrganie bohaterów. Zachęcam, poczujcie „zapach miasta po burzy. Wszystko jest wówczas takie świeże, oczyszczone, obmyte z grzechu. To daje nadzieję... Wciągam ten zapach i chcę zaczynać wszystko od nowa. Wierzę wówczas, że dostaję nową szansę” (str. 608).     

Za egzemplarz recenzencki, przekazany przez Wydawnictwo Muza, bardzo dziękuję Pani Annie Małysiak z Business & Culture.

http://muza.com.pl/

Wyzwania: „Czytamy powieści obyczajowe”, „Polacy nie gęsi”.

20 komentarzy:

  1. I kolejna fajna książka, mam nadzieję, że będzie mi ją dane kiedyś przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajna to chyba zbyt mało pojemne określenie dla tej książki;)

      Usuń
  2. Cieszę się zatem, że przede mną ta lektura. Czeka na półce na swą kolej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci zatem mocnych wrażeń:)

      Usuń
  3. Jak wiesz książka już u mnie na półce. Mnie też początkowo przeraziła jej objętość. Zapowiada się ciekawa lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się nie mogę doczekać Twoich odczuć:)

      Usuń
  4. Nie wiem, sama nie wiem co myśleć o tej książce, piszesz tak pozytywnie, ale ilość stron faktycznie przeraża;) ja mam ostatnio problem z tymi obszernymi, oczy odmawiają posłuszeństwa i wychodzi na to,że fajne książki męczę przez kilka dni ://

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu są duże literki, to szybko idzie;)
      Ja to się nie mogę zabrać za "Kochanice króla", właśnie ze względu na mały druk;)

      Usuń
  5. Zakochałam się w okładce tej książki. Jest cudna!. Co do fabuły, mam mieszane uczucia, ale może jednak zaryzykuje i skuszę się na tę lekturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście okładka ma coś w sobie, tak starałam się sobie wyobrażać Olega i Tatianę:)

      Usuń
  6. Mnie takie opasłe tomiska tylko inspirują do czytania, więc, mając na uwadze również rewelacyjną fabułę ,,Zapachu miasta po burzy", z pewnością przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tomiszczom nie mówię nie, ale jednak obawy mam zawsze;)

      Usuń
  7. Kolejna świetna książka! Mnie także przerażają takie tomiska, bo wiadomo... trzeba przeczytać, a jak nudne, brak akcji, denne... Dobrze, że tutaj tak nie było. Mam wielką ochotę na tę powieść!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nie było nudno, fabuła jest na tyle rozwinięta, że nie było czasu na znużenie;)

      Usuń
  8. Ta książka jest... absolutna. Czy też momentalna, jak zauważyłaś. Zdecydowanie nie podoba mi się okładka, za to zawartość... Trudno o lepszy debiut i mam też wrażenie, że późniejszej twórczości Świerzewskiego również będzie trudno dorównać poziomem do tego, co pokazał w 'Zapachu miasta po burzy'... A moje przemyślenia tu:

    http://kotnakrecacz.blogspot.com/2014/04/zapach-miasta-i-rosji-po-burzy.html?m=0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam Twój wpis; ciekawe, że też robiłam notatki;)
      Z jednej strony możesz mieć rację, obawy przed kolejną książką rzeczywiście mogą się pojawić, ale z drugiej, biorąc pod uwagę rozmach tej, to, jak jest dopracowana, jej dojrzałość, myślę, że autor sobie poradzi:)

      Usuń
    2. Mam wielką ochotę na lekturę kolejnych jego książek.
      A notatki robię podczas lektury każdej książki, także to nie nowość :))

      Usuń
    3. Ja najczęściej przy powieściach historycznych;)

      Usuń
  9. A ja jestem w trakcie czytania i ... nie mogę się do niej przekonać. Nie potrafię się tam odnaleźć, irytuje mnie. Mam nadzieję, że dotrę niedługo do punktu, gdzie moje odczucia się zmienią. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję, bo biorąc pod uwagę jej rozmiary, może być ciężko;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.