czwartek, 24 kwietnia 2014

Iwona Jurczenko-Topolska "Podróżą każda miłość jest"



Iwona Jurczenko-Topolska „Podróżą każda miłość jest”, Muza 2014, ISBN 978-83-7758-644-0, stron 400

Życie nie jest sprawiedliwe, pomyślałam, gdy znalazłam gdzieś w sieci wiadomość, że Iwona Jurczenko-Topolska nie żyje. W 2006 r. przeczytałam publikację jej autorstwa pt. „Bociany przylatują zimą”. Jest to opowieść o rodzinie, którą wraz z mężem stworzyli dla trójki dzieci, adoptowanego rodzeństwa. Choć czas zatarł szczegóły, to jednak pozostało mi po niej wrażenie ogólnego zachwytu i przekonanie, że to wartościowa i piękna książka. Gdy więc zobaczyłam „Podróżą każda miłość jest”, byłam pewna, że to będzie tak samo cenna lektura. I nie pomyliłam się.

Niniejszy tom składa się z czterech części, dwie z nich napisała sama Topolska, dwie pozostałe – jej przyjaciele. Pierwsza, „Życie Żaby”, kreśli sylwetkę autorki i historię wielkiej miłości, jaka ją spotkała. Iwona Jurczenko była dziennikarką, reportażystką, wydawała książki. Krzysztof Topolski wyjechał z kraju po wydarzeniach marca 1968 r., wrócił po dwudziestu latach. Gdy się poznali, zaiskrzyło od razu, do tego stopnia, że od razu się zaręczyli i postanowili, że ślub wezmą jak najszybciej. I wzięli, a ich życie zaczęło przypominać bajkę, i nie będzie w tym stwierdzeniu cienia przesady. Do pełni szczęścia brakowało im tylko dziecka, ale akurat tego los nie chciał im dać. Pojawiły się myśli o adopcji, a pierwsza wizyta w domu dziecka okazała się być jedyną: Iwona od początku wiedziała, że „spotkała swoje dzieci”.

„Bociany przylatują zimą”, o których wspomniałam, stanowią kolejną część, miałam więc szansę przypomnieć sobie treść. To opowieść o drodze, jaką przeszli Topolscy od momentu, gdy Ania, Pawełek i Dominik zjawili się w ich domu. Chyba nie do końca zdawali sobie sprawę, co ich czeka, począwszy od kroków prawnych i sądowych, po „oswojenie” dzieci. Mimo że były tak małe, niosły już za sobą bagaż trudnych przeżyć, więc konieczne było podjęcie walki o zapewnienie im poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Bywały chwile, że problemy jakby się mnożyły, pojawiało się zniechęcenie, ale nie żałowali nigdy i najważniejsza była świadomość, że nie wzięli sobie do domu zabawek, które w dowolnej chwili można oddać.

Następny fragment, „Bociany na Karaibach”, jest zapisem pobytu na jednej w wysp, gdzie postanowili trochę pomieszkać, łącznie z tym, że dzieci chodziły tam do szkoły. To wycinek z bloga, który prowadziła Iwona, pełen zdjęć, a także dopisków rodzeństwa i ich ojca.

Ostatni rozdział, „Pustki w domu moim...”, jest najbardziej przejmujący. Przedstawia walkę Iwony z chorobą, a na koniec listy Ani, Pawła i Dominika do mamy, których nie dawałam rady czytać, druk rozmazywał mi się przed oczyma, a łzy płynęły ciurkiem. Ostatnich słów Krzysztofa Topolskiego także nie da się przeczytać obojętnie.

Adopcja to wyzwanie, jakiego nie każdy byłby w stanie się podjąć. Iwona i Krzysztof Topolscy sprostali zadaniu, jakie przed sobą postawili. Stworzyli prawdziwą rodzinę, dając dzieciom całych siebie. Ale mieli ku temu naprawdę solidne postawy: ich samych połączyło niespotykanie silne uczucie, dzięki któremu mieli codziennie siły do zmagania się z koszmarami i problemami dzieci. I bardzo przykre i smutne jest to, że w momencie, gdy było tak dobrze, gdy sytuacja ustabilizowała się na tyle, że mogli zwyczajnie cieszyć się życiem, podstępna choroba zaatakowała, zabierając Iwonę, najlepszą matkę, jaka mogła się trafić rodzeństwu, i najwierniejszą żonę Krzysztofa. „Gdy się miało szczęście, które się nie trafia: czyjeś ciało i ziemię całą, a zostanie tylko fotografia, to – to jest bardzo mało...”*
„Podróżą każda miłość jest” to książka, do której na pewno jeszcze wrócę, nie tylko dlatego, że świetnie się ją czyta. To po prostu piękna opowieść o miłości do drugiego człowieka. Miłości, której nie pokonała nawet śmierć. Gorąco polecam. 

*Maria Pawlikowska-Jasnorzewska „Fotografia”

Za egzemplarz recenzencki, przekazany przez Wydawnictwo Muza, bardzo dziękuję Panu Rafałowi Pikuła z Business & Culture.

http://muza.com.pl/

Wyzwania: „Grunt to okładka”, „Nie tylko literatura piękna...”, „Polacy nie gęsi”.

12 komentarzy:

  1. Bardzo wzruszyłam się przy Twojej recenzji. Z chęcią przeczytam książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pomyśl, co byłoby przy książce:)

      Usuń
    2. Ja bym pewnie płakała przez całą lekturę. Ech, życie jest bardzo niesprawiedliwe, a śmierć okrutna, bo zabiera dosłownie wszystko, zwłaszcza jeśli ktoś jest dla innych całym światem...

      Usuń
    3. A Pani Iwona dla swojej rodziny właśnie całym światem była...

      Usuń
  2. Wiedziałam, że będzie to wzruszająca lektura. A sprawiedliwości nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytam z chęcią obie książki, o których tutaj wspominasz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto, więc gorąco namawiam:)

      Usuń
  4. Ojej Pauluś no się popłakałam na tej twojej recenzji, ajjj koniecznie ale to koniecznie muszę przeczytać książkę!!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana moja, to sobie wyobraź, jak ja ryczałam nad książką...

      Usuń
  5. Wiele osób boi się podjąć adopcji a szkoda, bo na świecie istnieje tak dużo wspaniałych dzieci z domu dziecka, które pragną mieć prawdziwą rodzinę a nie tylko jej namiastkę.
    Niezwykle lektura, chętnie ją poznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adopcja to chyba w ogóle bardzo złożony temat, na który niejedną dyskusję można by stoczyć.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.