czwartek, 3 kwietnia 2014

Izabella Frączyk "Pokręcone losy Klary"



Izabella Frączyk „Pokręcone losy Klary”, Poligraf 2010, ISBN 978-83-62752-00-3, stron 240

Jak już się wali, to naprawdę wszystko. Najpierw odeszła ukochana babcia Klary, która ją wychowywała. Potem została bez pracy, której poświęciła pięć lat swojego życia: biuro nieruchomości upadło, skutek kryzysu gospodarczego na rynkach światowych. Wkrótce później okazało się, że musi wyprowadzić się z wynajmowanego mieszkania, a jakby tego było mało, jej partner, Mirek, okazał się wiarołomcą – wprawdzie tak właściwie łączył ich tylko weekendowy seks, ale zdrada jest zawsze zdradą, jakiego oblicza by nie przejęła. Dużo tego, prawda? Aha, nie zapominajmy, że odziedziczony po babci, a właściwie dziadku, zabytkowy ford taunus niedługo się rozsypie, więc środek transportu również odejdzie do lamusa.

Przygnębiona kobieta wyjeżdża na krótki urlop od codzienności, wybierając miejscowość o oryginalnej nazwie: Capie Rogi. Wprawdzie ciężko mówić o prawdziwym wypoczynku w leśnej głuszy – tę wypełniają poranne odgłosy kogutów, pawi, gęsi i osłów – a w restauracji ośrodka panuje swobodne podejście do zamówień klientów, ale jednak Klara czuje, że tego właśnie jej było trzeba. Kobieta zdobywa się na refleksję nad własnym życiem i dochodzi do wniosku, że czas wziąć się w garść i ruszyć naprzód, bez oglądania się za siebie. Pomoże jej w tym energiczna przyjaciółka, Zośka, i jej mąż, Wojtek. A w pobliżu już czeka pewien osobnik, więc będzie się działo...

Pióro Izabelli Frączyk miałam okazję już poznać – czytałam jej powieść „Dziś jak kiedyś”; mimo że bohaterka trochę mnie drażniła, przypadło mi ono do gustu na tyle, że gdy pojawiła się okazja przeczytania pozostałych powieści autorki, nie trzeba mnie było długo namawiać. Najpierw sięgnęłam po debiut pisarki, którego postacią wiodącą jest postrzelona Klara, ale i jej przyjaciółka, której też nie brakuje sporej dozy szaleństwa. Zośka ma też tę zaletę, że potrafi sprowadzić Klarę na ziemię, rozwiewając jej obawy i przeganiając precz smutki; wszelkie wątpliwości też nie oprą się jej sile przekonywania. A Klara ma czasem gorsze dni, w których obecność koleżanki, zwłaszcza tak oddanej, koi jak balsam. Jednym słowem – dobrana para. Zresztą nie da się ukryć, że co jak co, ale kreować ciekawe postaci i wątki, autorka potrafi i w tej materii radzi sobie świetnie. Barwna jest też pewna siebie właścicielka galerii sztuki z głową do interesów, oraz Zenek, który pojawia się wprawdzie rzadko, ale wzbudza ogromną sympatię. Oryginalny wydał mi się też kelner, z fantazją realizujący składane zamówienia. Pisarka poruszyła także interesujący motyw snobizmu na sztukę: nieważne, jak wielki bohomaz, gdy pojawi się na podatnym gruncie, zaraz robi karierę. Może i ten wątek jest odrobinę przerysowany, ale ziarno rzeczywistości na pewno w nim tkwi, biorąc pod uwagę kierunek, w jakim zmierza współczesne malarstwo, którego czasem, a raczej w większości przypadków, kompletnie nie da się ogarnąć rozumem. Pojąć ich cen – też nie.

Podobało mi się to, że obok elementów typowo humorystycznych, dominujących w fabule, Frączyk wprowadziła też kwestie poważniejsze, przede wszystkim wartość prawdziwej przyjaźni – uświadamia, jak bardzo cenne jest mieć taką zaufaną osobę, która nie tylko cieszy się z naszych sukcesów, ale potrafi również zafundować zimny prysznic, gdy za bardzo pogrążamy się w swoich ponurych myślach, nie dostrzegając właściwego obrazu rzeczy. Odniosłam także wrażenie, że pisarka chciała nam przekazać przesłanie, żebyśmy baczniej zwracali uwagę na swoje otoczenie, bo czasami zbyt łatwo możemy przegapić coś lub kogoś wartościowego w naszym życiu, kto tkwi obok nas i na tyle przyzwyczajamy się do jego obecności, że przestajemy go doceniać. A czasem może być za późno i gdy się ockniemy, zostanie tylko żal zmarnowanej szansy.

Ci, którzy lubią szukać dziury w całym, na pewno przyczepią się do szczęśliwych zbiegów okoliczności, jakie spotykają Klarę od pewnego momentu. Ja stwierdzę, że po pierwsze takie fabuły też są czasem potrzebne, by gdy wokół szara rzeczywistość, dobrze jest znaleźć trochę koloru w literaturze; a po drugie – życie potrafi zaskakiwać i pisać różne scenariusze, więc może lepiej uwierzyć, że dla nas też może mieć jeszcze niejedną, ciekawą niespodziankę. „Pokręcone losy Klary” to sympatyczna lektura, przynosząca sporą dawkę pozytywnej energii, której Wam szczerze życzę, nie tylko przy okazji powieści Izabelli Frączyk.           

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Autorce.

Wyzwania: „Czytamy powieści obyczajowe”, „Polacy nie gęsi”.

24 komentarze:

  1. Mnie się ta książka absolutnie nie podobała a Klara okropnie drażniła. Fajny był Zenek i jego żona i kilka sytuacji. Na szczęście zapomniałam o tej książce i nie skojarzyłam nazwiska autorki i dzięki temu sięgnęłam po „Dziś jak kiedyś”, która jest o niebo lepsza od tych wypocin. Autorka rokuje nadzieje:) Podobnie miałam z Magdaleną Kordel. Jej pierwsza książka to masakra, a następne duuuużo lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zdecydowałaś się wyrazić swoje zdanie, choć zgadzam się z nim tylko w części - tej, że autorka rokuje, ale w tej kwestii wypowiem się, jak przeczytam drugą i najnowszą jej powieść:)
      A co Magdy Kordel, ja tam lubię jej debiut, no ale wiadomo, że to rzecz gustu i oczekiwań:)

      Usuń
    2. Też jestem ciekawa najnowszej książki Pani Frączyk i mam nadzieję, że nie zawiedzie moich nadziei:)
      Pewnie, że wiele zalezy od oczekiwań i od upodobań, ale jedna rzecz jest naprawdę ważna to czy się potrafi pisać, bo tego nie da się nauczyć. Myślę że Pani Frączyk potrafi.

      Usuń
    3. Też mam taką nadzieję, bo wiem, że powieści obyczajowe Cię ostatnio rozczarowują, a sama rozczarowań czytelniczych nie lubię;)

      Usuń
    4. Oj tak, tylko kryminały i fantastyka ostatnio mi leżą:)

      Usuń
    5. Kryminał to jeszcze, ale w fantastyce to ja się nie widzę;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ale mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi;)

      Usuń
  3. Obecnie kończę czytać najnowszą powieść autorki, czyli ,,Koniec świata'', który już zrobił na mnie niezwykle pozytywne wrażenie, dlatego z przyjemnością poznam inne dzieła pisarki, w tym również i powyższą pozycje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Koniec świata" też przede mną, tylko za wersję elektroniczną trudniej mi się zabrać, niż za papierową;)

      Usuń
  4. Zgadzam się z Tobą, że takie fabuły są czasami potrzebne. Życie jest szare, więc chociaż w książkach odnajdźmy różne kolory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to właśnie chodzi, nie można cały czas czytać tylko wymagających książek, czasem trzeba sobie zafundować mały przerywnik;)

      Usuń
  5. Chyba się skuszę, ostatnio mam chęć na lekkie raczej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to się jakoś przeplata, poważna literatura z lekką;)

      Usuń
  6. Czytałam i początkowo drażniła mnie główna bohaterka, ale potem ją polubiłam. I faktycznie trochę dużo pozytywnych zbiegów okolicznych, układania się wszystkiego jak po maśle, ale z drugiej strony czasem właśnie tego trzeba, tego optymizmu, radości i prostych sytuacji. Dlatego bardzo dobrze wspominam tę książkę. I tak samo bardzo dobrze się bawiłam czytając "Kobiety z odzysku", która jest jeszcze bardziej bogata w nieprawdopodobne zbiegi okoliczności, a jednocześnie zabawna i bardzo optymistyczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że tak, optymizm książkowy jest jak najbardziej wskazany:) "Kobiety z odzysku" już na mnie czekają:)

      Usuń
    2. Czekam na opinię "Kobiet z odzysku" i mam nadzieję, że będziesz się tak samo głośno zaśmiewać jak ja ;)

      Usuń
    3. Szybko się chyba za nią nie wezmę, ale nadzieje mam takie same:)

      Usuń
  7. Hmm..myślę, że mogłabym przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w każdym bądź razie zachęcam;)

      Usuń
  8. Kolor w literaturze jest ważny :) A takie lektury czasami trzeba przeczytać, bo tego po prostu w danej chwili potrzebujemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak, trzeba czasem zafundować sobie sporą dawkę humoru:)

      Usuń
  9. Czasami zbiegi okoliczności strasznie mnie denerwują, a czasami wręcz przeciwnie, urzekają. Wszystko zależy od tego w jaki sposób wplecione są w fabułę i czy powieść w całości jest dobrze napisana. Duża dawka humoru w książkach obyczajowych, kryminałach jest dla mnie odskocznią od szarej rzeczywistości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mną jest podobnie, tym razem mi nie przeszkadzały, ale to na pewno zależy też od tego, w jakim nastroju się czyta:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.