sobota, 21 września 2013

Katarzyna Michalak "Przepis na szczęście"


Katarzyna Michalak „Przepis na szczęście”, Filia 2013, ISBN 978-83-63622-32-9, stron 304

Zastanawiacie się czasem, jak mogłyby potoczyć się życie bohaterów, którym towarzyszycie w czasie lektury, już po przewróceniu ostatnich kart książki? Chcielibyście do nich powrócić, ale niekoniecznie w powieściach, ot, tak na chwilę? Katarzyna Michalak swoim najmłodszym „dzieckiem” zapewnia nam taki literacki powrót. Spotykamy się ponownie z Lilianą z „Nadziei”, Bogusią ze „Sklepiku z Niespodzianką”, Danusią z „Wiśniowego Dworku” oraz Ewą z „Roku w Poziomce”. Każda z tych kobiet w nas, wiernych czytelniczkach Katarzyny Michalak, wzbudzała pewne emocje, bardziej lub mniej się do nich przywiązywałyśmy i teraz mamy szansę poznać ich dalsze losy.
Co ciekawe, trzy z tych czterech opowiadań odebrałam jako postawienie kropki nad i, swoiste pożegnanie i przypieczętowanie, mocne zakorzenienie postaci w światach, jakie sobie wypracowały. Tylko w jednym przypadku autorka zostawiła sobie otwartą furtkę.

Cztery bohaterki, cztery pory roku. Każdy czas w roku przedstawiony został z jego charakterystycznymi elementami i zjawiskami, które są bliskie chyba większości z nas. Wiosną powietrze przesycone świeżością i budząca się do życia, jak wszystko wokół, nadzieja. Lato, z pełnią, rozkwitem, ciepłem, z leniwymi porankami spędzanymi na tarasie czy balkonie, z napawaniem oczu widokiem kwitnących kwiatów. Jesień, zwłaszcza ta polska, złota, mieniąca się feerią barw, od żółcieni po brązy. Zima, z oczekiwaniem na te najpiękniejsze, najbardziej klimatyczne i najbardziej rodzinne ze wszystkich świąt.

Zgodnie z podziałem pór roku ułożone są też przepisy kulinarne, zamieszczone w „Przepisie na szczęście”. Pisarka dzieli się z nami recepturami zarówno swojego autorstwa, jak i swoich bliskich oraz przyjaciół. Ja akurat gotować nie lubię, ale oglądam czasem programy kulinarne, zatrzymują się nad przepisami, a przede wszystkim lubię dobrze zjeść. Większość przepisów wydała mi się na tyle interesująca, że może warto byłoby jednak pokusić się o ich wypróbowanie. Podobała mi się równowaga zachowana między przepisami na dania bardzo proste, lekkie i łatwe do przyrządzenia, a tymi wymagającymi już więcej czasu, energii i zaangażowania. Katarzyna Michalak gotuje z wykorzystaniem tego, czym obdarowuje nas natura w poszczególnych sezonach; sugeruje też zapełnienie własnej spiżarni, by zimą cieszyć się owocami naszej letnio-jesiennej pracy nad przetworami.

„Przepis na szczęście” to pełna ciepła opowieść przede wszystkim o miłości. Także o tej miłości, która wyraża się w gotowaniu i przyrządzaniu smakołyków dla swoich najbliższych. To książka kucharska, która ma przywoływać wspomnienia, może z dzieciństwa, może z innych, pięknych i ważnych dla nas, chwil. To również niezwykle udane spotkanie z Katarzyną Michalak w nowej odsłonie: jako osoby, której pasją jest kuchnia. Ciekawe i inspirujące.   

28 komentarzy:

  1. Cały czas mam mieszane uczucia co do tej pozycji Michalak, muszę się jeszcze nad nią zastanowić czy chcę mieć;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci tak: jeśli chciałabyś korzystać z przepisów, które jakby nie było w tej książce dominują, to możesz nabyć. Same opowiadania w porządku, fajny taki powrót do bohaterek, ale nic by się nie stało, gdybym przeczytała "Przepis..." np. z biblioteki. Ale że mam pozostałe książki autorki, to ta musiała dołączyć do kolekcji;)

      Usuń
    2. Paula, mam identyczne zdanie na ten temat ;)

      Usuń
    3. Rozumiem, w takim razie jeszcze pomyślę. Bardziej oczekuję ogrodu Kamili, którą mam nadzieję nabędę tak szybko jak to będzie możliwe:)

      Usuń
    4. Aniu, to fajnie, że się zgadzamy:)
      Aguś, zdecydowanie lepiej będzie chyba jednak nabyć "Ogród":)

      Usuń
  2. Pragnę przeczytać tę ksiązkę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw muszę przeczytać wszystkie książki Pani Michalak, w której występują te bohaterki. Sklepik z niespodzianką już mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprawdzie wydaje mi się, że te opowiadania spokojnie można przeczytać i bez znajomości poprzednich książek, ale wtedy łatwo sobie zepsuć emocje przy poznawaniu bohaterek. Dotyczy to zwłaszcza Liliany z "Nadziei", po przeczytaniu opowiadania cała książka mogłaby się iść już bujać;)

      Usuń
  4. Ja na pewno nie sięgnę, pani Michalak u mnie jest na czarnej liście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trochę szkoda, że nie chcesz spróbować z innymi książkami pisarki, ale jak wiadomo, zmuszać też się nie ma co, bo nic dobrego raczej z takich przymuszeń nie wynika;)

      Usuń
  5. Książkę czytałam i mile ją wspominam. Teraz bardzo bym chciała poznać ,,Ogród Kamili'', bo również zapowiada się super.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię takie powroty do starych bohaterów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie bywa różnie, zależy od książki i bohatera;)

      Usuń
  7. Za sobą mam Nadzieję i Mistrza. Tylko z tych dwóch pozycji znam Panią Kasię Michalak. Twoja sugestia poznania bohaterek poprzednich książek trafiła do mnie. Dlatego poczekać muszę... zanim przeczytam wszystkie te książki, które leżą na mojej prywatnej półce, a jak dotąd nie są przeczytane :) Chociaż... Mam przeczucie, że Przepis jest idealny na jesień. Popraw mnie jeśli się mylę :) Więc moja prywatna biblioteczka może poczekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro czytałaś "Nadzieję", wiosenne opowiadanie o Lilianie mogłabyś przeczytać;)
      Nie wiem, czy nazwałabym "Przepis..." idealnym na jesień, na pewno opowiadanie i przepisy jesieni dotyczące przemawiają bardziej, mając ją aktualnie za oknem. Ale pewnie tak by było z czytaniem w trakcie pozostałych pór roku;)

      Usuń
  8. Akurat na tę książkę Pani Kasi nie mam ochoty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pierwszym planie przepisy, więc rozumiem, że nie każdemu musi odpowiadać;)

      Usuń
  9. Ja też się nie skuszę :)
    http://qltura.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. czytałam jedną książkę tej autorki i zawiodłam się, ale chyba dam jej jeszcze jedną szansę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, którą czytałaś, ale tak szczerze mówiąc to chyba nie polecałabym "Przepisu..." na drugą szansę, raczej wybrałabym którąś inną książkę.

      Usuń
  11. Fajna, aczkolwiek bardziej dla mojej mamy ;) Z czego nie omieszkała skorzystać i mi skonfiskować książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla osoby, która nie lubi gotować, też raczej na chwilę. Owszem, w czasie czytania miałam ochotę na wypróbowanie niektórych przepisów, ale jak zwykle szybko mi przeszło;)
      Myślałam, że mniej będzie tych przepisów, a dłuższe opowiadania;)

      Usuń
  12. Dla mnie bardzo pozytywna książka, przeczytałam ją w ekspresowym tempie.
    Ciekawe historie okraszone super przepisami, dla mnie bajka!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.