poniedziałek, 27 stycznia 2014

Sheila Roberts "Słodsze niż czekolada"



Sheila Roberts „Słodsze niż czekolada”, Znak 2013, ISBN 978-83-240-2363-9, stron 416

Po ciężkiej lekturze, jaką były „Polskie morderczynie” Katarzyny Bondy, potrzebowałam czegoś lekkiego, co nie będzie ode mnie wymagało myślenia i refleksji, a zapewni tylko i wyłącznie rozrywkę. Wybrałam powieść „Słodsze niż czekolada”, choć sam opis przemawiał przeciw tej książce, zapowiadając od razu schemat: ona i on, nie znoszą się na początku, ale na pewno będzie happy end; a na dodatek sporą część akcji miały wypełnić walentynki, których nie lubię. Ale w końcu sama chciałam prostoty, a były też dwa kryteria za: nazwisko autorki, którą znam z sympatycznej „Uliczki aniołów” oraz czekolada, bo któż jej nie lubi?

Od dawna było wiadomo, że z trzech sióstr Sterling to najstarsza, Samantha, przejmie stery w rodzinnej fabryce czekolady „Słodkie Sny”. Przeszła wszystkie szczeble kariery do tego najwyższego stanowiska, ale chyba się nie spodziewała, z jak ciężkiej sytuacji będzie musiała wyciągać firmę. Jej ojczym, Waldo, w ostatnich miesiącach podejmował bardzo kiepskie decyzje finansowe, co doprowadziło ich na skraj bankructwa. Dotychczasowego, przyjaznego im, kierownika banku zastąpił młody menadżer, Blake Preston, który twierdzi, że nie może przesunąć kolejnego terminu spłaty zadłużenia.

Samantha wie, że nie może się poddać bez walki, przecież nie zostawi swojego dziedzictwa – fabrykę założyła jej prababcia Rose, która wyśniła swoje najlepsze przepisy. Wraz z siostrami, Cecily i Bailey, wpadają na pomysł zorganizowania walentynkowego festiwalu czekolady i wymyślają atrakcje, które przyciągną turystów, a im zapewnią spory dochód. W końcu „Słodkie Sny” to nie jedyna rzecz godna uwagi w Icicle Falls, małym miasteczku w alpejskim stylu. Mają przecież legendę o Pannie Młodej i świetny plan konkursu na Faceta Snów.

Dwa słowa mogłyby krótko podsumować tę książkę: amerykańska bajka. Choćby nie wiem jak Roberts starała się komplikować sytuację, i tak wiadomo było czego się spodziewać: to nie miało prawa skończyć się inaczej, na pewno założenie było takie, że ma być sielsko i zdziwiłabym się, gdyby było inaczej. Ale w końcu sama tego chciałam. I nawet jeśli od pewnego czasu przeszkadza mi schematyczność i od powieści obyczajowych oczekuję czegoś więcej, to tym razem i tak dobrze się bawiłam. I jak bardzo użyty stereotyp „kto się czubi...” nie byłby już wyeksploatowany, nadal sprawdza się dobrze. Znaczenie ma tutaj lekkie pióro autorki, umiejętność kreowania zabawnych sytuacji i sympatycznych bohaterów. Trzeba jej też oddać, że starała się przemycić również pewne wartości i nadać trochę głębi, nie za dużo oczywiście, bo to w końcu nie powieść psychologiczna. Ale po pierwsze zdobyła się na próbę analizy żałoby – matka Samanthy traci w krótkim czasie drugiego męża; a po drugie starała się pokazać, jak wielką siłę ma nie tylko rodzina, ale także wspólnota. Tu właśnie ujawnia się ta bajkowość; nie wiem, czy w naszych realiach byłoby możliwe zaangażowanie wszystkich mieszkańców danego miasta w organizację takiej imprezy – chciałabym wierzyć, że tak, ale mam wątpliwości; w każdym bądź razie, na kartach powieści ma to swój urok.

Tytuł i okładka pasują do zawartości. Tutaj nawet sny są czekoladowe. Jeśli więc potrzebujecie przyjemnej, lekkiej fabuły, która zapewni chwilę relaksu, polecam powieść Sheili Roberts. Aha, ale nie zasiadajcie do lektury bez czegoś słodkiego pod ręką, już same opisy czekoladek ze „Słodkich Snów” narobią Wam apetytu.      

Książka bierze udział w wyzwaniu „Czytamy powieści obyczajowe”.

14 komentarzy:

  1. No przyznam szczerze, że sama sięgam po podobną literaturę, ale napisać o takiej książce ciekawą notatkę.. to już jest sztuka! Dlaczego kobiety tak lubią czytać te bajkowe historie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa:) Sama się niekiedy zastanawiam, ale nie wiem. Może to czasem chęć oderwania się od rzeczywistości, której często do bajki daleko...

      Usuń
  2. Nawet sny są czekoladowe? Oj, oj brzmi bardzo słodko :) Jak wiesz, uwielbiam obyczajówki, więc to pozycja idealna dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że autorka nie przesadziła z tą słodkością, dlatego ją polecam:)

      Usuń
  3. Czasami również potrzebują takiej niezobowiązującej lektury. Okładka jest po prostu pyszna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko okładka, garść przepisów na końcu też;)

      Usuń
  4. Mam ją na półce ale wlaśnie czeka na porę gdy będę potrzebowała się rozerwać przy słodkiej lekturze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż za okładka! Podczas lektury chyba nie wzięłabym kostki czekolady do ust. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam jeszcze o tej powieści, ale z chęcią bym ją schrupała. A tak na serio, to popieram koleżankę z samej góry, że sztuką jest napisać taką recenzję!!

    OdpowiedzUsuń
  7. brzmi pysznie :)! Koniecznie muszę przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pamiętaj o słodyczach pod ręką;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.