poniedziałek, 13 stycznia 2014

Corina Bomann "Wyspa Motyli"


Corina Bomann „Wyspa Motyli”, Otwarte 2013, ISBN 978-83-7515-266-1, stron 464

Diana Wagenbach właśnie dowiedziała się, że jest zdradzana. Cóż, nie jest to wiadomość, na którą człowiek byłby przygotowany, więc jej gwałtowna reakcja raczej nie powinna dziwić. Zapewnieniom męża nie wierzy za grosz, czuje potrzebę ucieczki, urlopu, wyjazdu, czegokolwiek, co nie pozwoli jej na analizowanie swojej obecnej i przyszłej sytuacji. Jak grom z jasnego nieba, akurat w tym momencie, dostaje telefon z informacją o ciężkiej chorobie swojej krewnej, ciotki, która zawsze była jej bardzo bliska. Diana wyjeżdża więc do Londynu.

Przed śmiercią ciotka Emmely zdradza Dianie, że ich rodzina skrywa pewną tajemnicę. Prosi dziewczynę o jej rozwikłanie, bo w obecnych okolicznościach zostaje jedyną przedstawicielką tej linii rodu. Zdradza Dianie, że w gabinecie jej domu znajduje się skrytka, a w niej przedmioty, które pozwolą jej na rozwiązanie zagadki. Niespodziewanie dla samej siebie, Diana będzie musiała udać się na Cejlon, bo tam wiodą wszystkie tropy. To na Wyspie Motyli, wśród herbacianych krzewów, narodziło się uczucie, które w określonych kręgach towarzyskich dziewiętnastego wieku było nie do zaakceptowania. To ono wpłynęło na losy całej rodziny Tremayne’ów. Czy podróż na wyspę pełną magii i subtelnego piękna pozwoli Dianie uporządkować swoje uczucia?

„Wyspa Motyli” to fabuła rozgrywająca się na dwóch płaszczyznach czasowych, a tego typu książki idealnie wpasowują się w moje upodobania. I jak zwykle w takich przypadkach, zdecydowanie bardziej wciągnęła mnie część akcji dziejąca się w przeszłości. Bardzo lubię takie historie, w których pragnienia jednostki zostają skonfrontowane z oczekiwaniami rodziny – dobrze się o nich czyta, ale samemu nie chciałoby się ich przeżywać. A tak właśnie było, jeśli chodzi o Grace Tremayne, która z rodzicami i młodszą siostrą opuszcza Anglię i wyjeżdża na Cejlon, gdzie ojciec musi przejąć plantację herbaty po tragicznej śmierci swojego brata. Życie na wyspie jest zupełnie inne od tego, co młode dziewczęta znały do tej pory, ale z czasem do niego przywykną. Niestety zetkną się też z niewyobrażalną podłością ludzką, bez której, kto wie, może ich losy potoczyłyby się inaczej. Przebieg wydarzeń na Cejlonie trzyma w napięciu, ekscytuje i wywołuje także negatywne emocje; zbulwersowało mnie to, do czego posunęły się niektóre postaci i bardzo to przeżywałam.

Część współczesna mniej przypadła mi do gustu; sama nie potrafię sprecyzować, co tak naprawdę mi w niej przeszkadzało. Może to kwestia bohaterki, Diana nie przekonała mnie do sobie, nie czułam do niej sympatii, nie mogłam się z nią utożsamić, wydawała mi się bezbarwna i mimo mocnego początku, płaska i nijaka, a raczej jej przeżycia wewnętrzne takie były. Tak ją odebrałam, zabrakło mi w niej wyrazistości i większej dokładności psychologicznej. Chciałabym także, żeby pewien moment z dziejów Grace został bardziej rozbudowany, ale musiałabym zdradzić treść, żeby wyjaśnić, o co mi chodzi.

Mimo tych uwag, „Wyspa Motyli” pozwoliła mi przyjemnie spędzić czas. Zakazane uczucie w egzotycznych klimatach i dusznej atmosferze dziewiętnastego wieku, zawsze nie do zaakceptowania przekonanie innych, że mają prawo decydować o czyimś życiu, dążenie do rozwikłania tajemnicy rodzinnej – te aspekty intrygowały i pociągały. Corina Bomann miał świetny pomysł, który z powodzeniem zrealizowała.       

Książka bierze udział w wyzwaniach „Czytamy powieści obyczajowe” oraz „Grunt to okładka”.

27 komentarzy:

  1. Okładka ma dla mnie duże znaczenie, więc z zainteresowaniem śledzę wybory czytelniczek z wyzwania Grunt to Okładka. Sama mam ochotę na udział, ale jakoś czasu mi brakuje. Sympatycznie piszesz o książce. Choć masz uwagi mniej pozytywne, to jednak dajesz książce szansę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasem to u mnie nie jest źle, gorzej z książkami do wyboru;)

      Wychodzę z założenia, że każdemu może się spodobać co innego, więc coś, co ja skrytykowałam, u kogoś może wywołać zachwyt, ale na tym to polega, w końcu gusta są różne. Staram się znajdować pozytywne aspekty każdej książki, no chyba że już naprawdę ich nie dostrzegam, to wtedy o tym piszę, ale nie widzę przyjemności w całkowitym "zjechaniu" danej pozycji, zdecydowanie bardziej wolę polecać i zachęcać:)

      Usuń
    2. Mnie kiedyś uczono: Zacznij od pozytywów i to chyba dobra metoda ;)

      Usuń
    3. Wybaczcie, że wtrącę się delikatnie - droga Monotemo, serdecznie zapraszam Cię do wyzwania. :) Comiesięczny udział nie jest obowiązkowy, aczkolwiek zachęcam do niego, bo w sumie na tym polega podejmowanie się wyzwań. Jednak jeśli ktoś nie znajdzie w danym miesiącu niczego odpowiedniego albo nie będzie miał czasu na czytanie, to obiecuję, że nie wyciągnę z tego żadnych konsekwencji! Zatem... czekam na Ciebie. :)

      Co do samej książki - aktualnie "Wyspa Motyli" nie intryguje mnie na tyle, abym miała przeogromną chęć sięgnięcia po nią. Możliwe, że kiedy wyczytam książki piętrzące się na półce (a ich liczba stale rośnie - takie są skutki odwiedzania biblioteki...), rozejrzę się za tą pozycją.

      Usuń
    4. W zasadzie nawet wypatrzyłam na swojej półce dwie książki z kwiatkami, ale to okładki raczej nietypowe. Skoro namawiasz, chyba się skuszę ;)

      Usuń
    5. Monotemo, i tego się powinniśmy trzymać, szukania dobrych stron:)

      Usuń
    6. Sylwuch, mam podobnie, tyle swoich książek mam jeszcze nieprzeczytanych, a latam do biblioteki, jak jakaś nawiedzona;)

      Usuń
  2. Na razie chyba jednak odpuszczę, bo mam ciekawsze propozycje na oku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To polecam na wolniejszą chwilę;)

      Usuń
  3. Szkoda, że część współczesna mniej przypadła ci do gustu, bo ja zwracam na to dużą uwagę, ale mimo to myślę żeby jednak dać szanse tej książce, bo jej fabuła w pewnym stopniu mnie zaciekawiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem właśnie, że Ty wolisz współczesne realia, ale tak sobie myślę, że Tobie może przypadną do gustu, bo obiektywnie patrząc w nich też trochę się dzieje;)

      Usuń
  4. Również lubię książki, których akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Widzę, że fabuła tej powieści jest w miarę ciekawa, także może kiedyś po nią sięgnę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to się tylko zawsze boję, że któraś z nich będzie słabsza, ale nie tracę nadziei i liczę na takie, co mnie porwą w całości;)

      Usuń
  5. Czytałam tę książkę z przyjemnością, ale, podobnie jak Ty, uważam, że współczesna część jest słabsza, mniej dopracowana. Historia Grace (i sama Grace) najbardziej mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  6. XIX wiek i egzotyczne klimaty, czemu nie. Czuję się zaintrygowana.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam ją w tamtym roku i mimo wszystko mi się podobała ;) Też bardziej interesowały mnie przeszłe czasy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, z czego to może wynikać;)

      Usuń
  8. Zdecydowanie coś dla mnie! Lubię książki z tajemnicą i dwie płaszczyzny czasowe. Szkoda tylko, że nie podobała Ci się bohaterka współczesna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że Twoje wrażenia będą lepsze:)

      Usuń
  9. Nie mówię książce nie - może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdym razie, tytuł warty zapamiętania:)

      Usuń
  10. Przypomniałam sobie, że chciałam ją przeczytać, bo poniekąd mnie ona intryguje. A co do części współczesnej to sama muszę się przekonać, jak będzie ze mną :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam ochotę na te książkę przy okazji jej premiery, a później mi jakoś umknęła. Mam nadzieję, że jeszcze wpadnie w moje rączki:)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.