piątek, 14 lutego 2014

Emily Brontë "Wichrowe Wzgórza"


Emily Brontë „Wichrowe Wzgórza”, MG 2014, ISBN 978-83-7779-174-5, stron 448

Majątek Wuthering Heights. To tam rozegra się dramat, który już na zawsze zmieni życie jego mieszkańców. To do tego domostwa jego właściciel, pan Earnshaw, przywozi z kolejnej podróży chłopca znalezionego na ulicach Liverpoolu. Jest on bezdomnym Cyganem, ale nowy pan szybko zaczyna w nim widzieć swojego ulubieńca. Swoim własnym dzieciom zapowiada, że mają traktować Heathcliffa jak brata. Początkowo Hindley i Cathrine są mocno niezadowoleni, mieli przecież dostać od papy prezenty, a nie jakąś brudną istotę. Ale szybko między Cathy a Heathcliffem rodzi się niebywale silna więź, jedno staje się nieodłączną częścią drugiego. Dokazują, broją, włóczą się po wrzosowiskach, za nic mając sobie napomnienia i przestrogi.

Sielanka nie trwa jednak długo. Po śmierci starszego Earnshawa, jego syn ani myśli traktować przybłędę jak członka rodziny. Cathrine poznaje młodych Lintonów, Edgara i Izabellę, mieszkańców sąsiedniego domu, którzy zaczynają odgrywać coraz większą rolę w jej życiu, aż wreszcie decyduje się przyjąć oświadczyny młodego panicza. W czasie rozmowy z piastunką i gospodynią, Nelly Dean, dziewczyna wypowie słowa, które nigdy nie powinny dotrzeć do Heathcliffa. Niestety, dotarły; chłopak wyjeżdża, ale powróci. I nic już nie będzie dobrze...

Z klasyką bywa u mnie różnie, uważam, że nie do wszystkich dzieł jeszcze dojrzałam (choć jeśli chodzi o kryteria doboru lektury, wiele się w moim przypadku zmieniło, więc kto wie, czy i czas klasyki powoli nie nadchodzi), ale „Wichrowe Wzgórza” to książka, którą uwielbiam i sądzę, że każdy powinien ją znać. To jest tak niesamowita opowieść, że chyba żadna inna nie może się z nią równać. Moja miłość do niej zaczęła się w wieku szkolnym, około szóstej klasy szkoły podstawowej; najpierw obejrzałam ekranizację z niezrównaną rolą Ralpha Fiennesa i Juliette Binoche, dopiero po niej przeczytałam literacki oryginał. Przez te wszystkie lata, które upłynęły od tamtej chwili, sięgałam po niego jeszcze parokrotnie, za każdym razem odnajdując coś nowego. Myślę, że jest to jeden z największych atutów tego arcydzieła: po pierwsze, jakkolwiek dobrze nie znałoby się fabuły, zawsze czyta się tak, jakby to był pierwszy raz; po drugie – zapewnia ono niezliczone możliwości interpretacji, bo każdy czytelnik może ją odebrać zupełnie inaczej. Bo tak naprawdę o czym są „Wichrowe Wzgórza”? O miłości czy o nienawiści? Ja pozwolę sobie twierdzić, że jednak o miłości, o namiętności tak wielkiej, że aż destrukcyjnej, o uczuciu tak silnym, że gdy zabraknie jego obiektu tu, na ziemi, chce się świat obrócić wniwecz, unicestwić, zniszczyć tak doszczętnie, by nie zostało już nic. Samemu tkwiąc w piekle samotności nie dającej się ukoić, chce się jego przedsionka dla innych. Ale czy ta nienawiść, objawiająca się aż taką podłością charakteru, nikczemnością, brakiem jakichkolwiek ludzkich uczuć, ma szansę zwyciężyć? Czy to może jednak porywy serca potrafią się wznieść ponad wszystko inne i pokonać wyrządzone zło? A może pod podszewką tych afektów kryje się drugie dno? A czy Heathcliff był człowiekiem zdolnym do uczuć wyższych, czy może jednak diabłem wcielonym? Oceńcie sami.

Emily Brontë bez najmniejszych wątpliwości udało się stworzyć dzieło wybitne. Bo jak inaczej można nazwać historię, która fascynuje od ponad stu sześćdziesięciu lat? Jak skwitować książkę, która po dziś dzień pasjonuje badaczy i interpretatorów? Jak inaczej, niż w podniosłych słowach, pisać o powieści, która charakteryzuje się taką magią przyciągania i oddziaływania, a przecież wykreowała bohaterów, z których każdy, choć stworzony z pełną wyrazistością, może budzić raczej odrazę i chęć odrzucenia, bo ma swoje na sumieniu? Czy da się nie podziwiać autorki jednego utworu, ale za to takiego, za pomocą którego przenosimy się na wietrzne wrzosowiska w dziewiętnastowiecznej Anglii i tkwimy na nich nadal, nawet po przewróceniu ostatniej strony? Ja nie potrafię.   

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu MG.


http://www.wydawnictwomg.pl/wichrowe-wzgorza/


Wyzwania: „Czytamy książki historyczne”, „Czytamy powieści obyczajowe” oraz „Trójka E-PIK”. 

36 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że niedługo sama będę mogła przeczytać i ocenić. Chociaż... klasyków oceniać się już nie powinno :)) Jedyne co mnie martwi, to fakt, że wydawnictwo wydało tę powieść w oprawie miękkiej, a nie twardej jak reszta powieści sióstr Bronte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to faktycznie może trochę martwić i drażnić, ale powiem Ci, że w sobotę oglądałam gazetkę z Empiku i była podana cena wydania w twardej oprawie, więc nie wiem już sama, jak to jest.

      Usuń
  2. Kolejna świetna książka, którą koniecznie muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, tego przedstawiciela klasyki trzeba znać:)

      Usuń
  3. Mam podobnie z klasyką, nie do wszystkich książek dojrzałam. Ale "Wichrowe wzgórza" uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekałam na Twoją recenzję tej książki, tym bardziej, że czytałam ją kilka lat temu, mam na półeczce i wciąż czuje do niej szczególny sentyment. Uwielbiam takie klimaty. Historia zawsze jest interesująca i mocniej wciąga niż to co tu i teraz.
    Pięknie wszystko opisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się bardzo cieszę, że wreszcie mam swój egzemplarz:) Teraz mogę sobie do niego wrócić w dowolnej chwili.

      Usuń
  5. Mam tę książkę na półce i z przyjemnością przeczytam :)
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, jakie będą Twoje wrażenia:)

      Usuń
  6. Świetna książka, choć jej bohaterów nie polubiłam :) Kiedy myślę o Heathcliffie i Catherine zawsze mam przed oczami Finnesa i Binoche :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo oni w zasadzie nie dają się lubić, choć ja Heathcliffa uwielbiam;) Mnie też ci aktorzy utkwili w myślach na dobre.

      Usuń
  7. Kupiłam ostatnio w innym wydaniu:) Chętnie przekonam się jakie wrażenie zrobi na mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa, jak ją odbierzesz:)

      Usuń
  8. Uwielbiam "Wichrowe Wzgórza". Takie mroczne, tajemnicze i ten wiatr!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nastrój ma niesamowity, to prawda:)

      Usuń
  9. W przeciągu tygodnia, zawitam na "Wichrowe Wzgorza" mam nadzieję, że tym razem mnie chwyci, bo do tej pory, jakoś bez rewelacji było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam więc kciuki, żeby to podejście było udane:)

      Usuń
  10. Za każdym razem, gdy czytam tę książkę znajduje w niej coś nowego. Niebawem zabieram się za nią po raz kolejny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, co znajdziesz teraz, ja tym razem skupiłam się na klimacie wrzosowisk.

      Usuń
  11. Nie wiem, muszę jeszcze raz przeczytać, albo przypomnieć sobie film, bo dla mnie ta miłość jest zbyt przerażająca ;) zresztą już Ci o tym pisałam, jednak może własnie o to Emily Bronte o to chodziło? Przekazać inne oblicze tego jakże silnego uczucia. jak napisałaś destrukcyjnego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zobacz, co w niej musiało siedzieć, skoro potrafiła napisać tak mroczną historię...

      Usuń
  12. ,,Wichrowe wzgórza" wciąż czekają na mnie na półce. To nie jest książka, którą można czytać w autobusie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zdecydowanie nie, trzeba znaleźć czas, żeby móc się delektować.

      Usuń
  13. Najcudowniejsza moja książka! :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Książkę próbowałam czytać, lecz z mizernym skutkiem. Natomiast oglądałam ekranizacje, która o dziwo mi się szalenie podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może jeszcze nie przyszedł na nią Twój czas;)

      Usuń
  15. Klasyka... A wstyd się przyznać że jeszcze nie czytałam :) Niedługo będę miała okazję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie napiszę, że wstyd, bo jest mnóstwo klasyki, której też nie czytałam;)

      Usuń
  16. Jedna z moich ulubionych książek :) Klasyk, cudowny klasyk.

    OdpowiedzUsuń
  17. Na wszystkich blogach ogólny zachwyt, a ja robiłam dwa podejścia (w rożnych, długich odstępach czasu) i nie przebrnęłam... Koszmar jakiś, zupełnie się nie wciągłam i sama historia mnie nie obchodziła. Może kiedyś spróbuję jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś zacząć od filmu? Wprawdzie zazwyczaj stosuję kolejność książka, dopiero potem film, ale w tym wypadku zaczęłam od filmu, jak młoda byłam, a on trochę rozjaśnia zawiłości fabuły.

      Usuń
  18. Przeczytałam niedawno i przyznam, że zakochać się nie zakochałam, bohaterów w większości nie polubiłam, ale mimo wszystko cała ta historia ma w sobie coś takiego, że nie pozostałam obojętna i myślę, że zapamiętam na długo. A na deser zaserwowałam sobie ekranizacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój stosunek do bohaterów jest w pełni zrozumiały, bo to same cholery w gruncie rzeczy;) Choć jak pisałam wyżej, ja Heathcliffa kocham;)
      Jak ekranizację z Fiennesem, to ja na nią teraz poluję.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.