sobota, 14 grudnia 2013

Karolina Monkiewicz- Święcicka "Taniec z przeszłością"



Karolina Monkiewicz-Święcicka „Taniec z przeszłością”, Świat Książki 2013, ISBN 978-83-7943-267-7, stron 272

Autorkę „Tańca z przeszłością” znam z jej powieści „Lalki”. Treść trochę mi się już zatarła, ale do tej pory doskonale pamiętam jej tajemniczy i mroczny klimat, od którego dreszcze przechodziły po plecach. Z niniejszą książką jest podobnie i dlatego, ze względu na ten nastrój, zupełnie nie pasuje mi ona do serii „Leniwa Niedziela”, w której została wydana. Nie jest to zarzut, po prostu zestawienie tych dwóch słów nasuwa mi inne skojarzenia, niż te, które dotyczą „Tańca...”.

Wszystko zaczyna się, gdy umiera prababka. Jej imienniczka Aniela ma przed sobą krok w dorosłość i przygotowania do matury. W dniu pogrzebu dziewczyna ma dziwny i niepokojący sen; nawet nie wie, czy może to nazwać snem, bo wizja jest bardzo realna i do tego Aniela staje się tamtą Anielą, swoją babką. Długo nie może dojść do siebie po takim przeżyciu i wyrzuca sobie, że wcześniej nie zainteresowała się historią rodzinną, bo może teraz wiedziałaby, o co chodzi.

W dniu pogrzebu matki Renata czuje, jakby jej życie straciło cały sens. Od tylu lat zajmowała się chorą, podporządkowując się opiece nad nią, że z początku nie potrafi znaleźć sobie miejsca w tak innym nagle domu, a jej ciało dalej stosuje się do dawnych nawyków. Ale gdy minie pierwsze odrętwienie, Renata weźmie się za porządki w mieszkaniu i w piwnicy, pozbywając się licznych „przydasiów”, których matka nie pozwalała wyrzucić. Wśród tych szpargałów odnajduje swoje stare baletki i dwa pamiętniki, które skonfrontują ją z wiedzą o własnej rodzinie.

Piękna, zadbana, z modnie uczesanymi włosami, elegancko ubrana. Mąż prawnik, dwójka dzieci, które chodzą  do prywatnych placówek edukacyjnych, a swoje talenty szlifują na zajęciach pozalekcyjnych. Życie na wysokim poziomie, z gronem znajomych, dla których liczą się te same wartości. Diana ma wszystko, ale tylko z pozoru jest idealnie. W środku coraz więcej rys i pęknięć, a ona coraz gorzej radzi sobie z tym, jak ją to denerwuje. Jej metoda relaksacji też powoli przestaje działać. Jak długo jeszcze wytrzyma?

Trzeba przyznać, że Karolina Monkiewicz- Święcicka wie, jak utrzymać napięcie. Zastosowała zabieg naprzemiennego pisania o poszczególnych wątkach, dzięki czemu prawie do samego końca nie wiadomo, jak to wszystko się rozstrzygnie. A nawet gdy obraz zdarzeń zaczął mi się klarować, jedno rozwiązanie wbiło mnie w fotel i sprawiło, że w bardzo brzydki sposób wyraziłam na głos rozmiar swojego szoku. Powiedzieć, że byłam mocno zaskoczona, to mało. Ogromne uznanie dla autorki nie tylko za to, ale za całość misternie splecionej intrygi, która nie pozwala o sobie zapomnieć nawet po odłożeniu książki. Wszystkie wątki są tak pieczołowicie dopracowane i dopowiedziane, że płynnie łączą się ze sobą w zadziwiającym finale.

„Taniec...” opiera się na motywie wpływu wydarzeń sprzed lat na teraźniejszość. Z książki można wynieść przesłanie, że wszystko, co działo się kiedyś, może w znaczący sposób odbijać się na chwili obecnej i trzeba ogromnej siły wewnętrznej, że poradzić sobie z tym, co było złe. Święcicka wykorzystała wiedzę o terapii stosowanej w psychologii, która może wzbudzać kontrowersje, mianowicie ustawienia rodzinne Hellingera.  Za mało mam wiadomości na ten temat, by wyrobić sobie jednoznaczne stanowisko, ale póki co podchodzę do tego z dystansem. Choć przyznaję, że autorka przedstawiła przebieg takich ustawień na tyle spójnie, że zasiała element prawdopodobieństwa - wyglądało to bardzo realistycznie. Ale mimo wszystko nie wiem, czy zdecydowałabym się poddać takiej terapii.

Jestem pełna podziwu dla pisarki za jej wyobraźnię i kunszt, dzięki któremu przekuła ją na słowa. Lektura jej powieści zapewniła mi moc elektryzujących wrażeń, które tak lubię. I jak tu nie kochać polskich autorów...  

Książka bierze udział w wyzwaniach „Czytamy powieści obyczajowe”, „Polacy nie gęsi” oraz „Trójka E-PIK”.

18 komentarzy:

  1. Dobrze, że akurat na targach kupiłam "Lalki" tej autorki. Jeśli spodoba mi się styl tej pisarki to z chęcią przeczytam i tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak skończyłam, to poczułam ogromną chęć powrotu do "Lalek":)

      Usuń
  2. O mamomoomm normalnie tak mnie zaciekawiłaś,że już bym z chęcią zabrała do czytania, aachh ja ją chcę, chcę:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to naprawdę świetna książka:) A to, co mnie tak zszokowało, dalej we mnie siedzi, aż nawet dzisiaj mężowi opowiadałam całą treść, żeby tylko się tym z kimś podzielić;)

      Usuń
  3. Widzę że to coś dla mnie, do tego polska autorka, bardzo chętnie przeczytam książkę - będę się za nią rozglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za całą odpowiedzialnością polecam:)

      Usuń
  4. Tym razem bardzo mnie zaciekawiłaś swoją recenzją i chociaż nigdy nie słyszałam o tej autorce, to jednak poczułam ogromne zainteresowanie jej twórczością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, bo starałam się tak napisać, żeby właśnie zainteresować. Dziwię się nawet, że książka nie ma jakiejś bardziej wyrazistej promocji, bo na to zasługuje.

      Usuń
    2. Niestety ostatnio często tak bywa, że prawdziwe literackie perełki są zepchnięte na boczny tor zaś na fali królują dziadowskie ,,bestsellery''.

      Usuń
    3. Święta prawda, niestety.

      Usuń
  5. I mnie książka ogromnie się podobała. Czekam na kolejne utwory pani Karoliny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, bo wrażenie serwuje niesamowite:)

      Usuń
  6. To musi być niezwykła książka. Z przyjemnością bym przeczytała. Lubię takie rodzinne opowieści, odkrywanie tajemnic... Okładka również zachęca! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tajemnic rzeczywiście tutaj nie brakuje, a okładka na żywo jest jeszcze piękniejsza:)

      Usuń
  7. Tym razem Paulinko jestem bardzo zaintrygowana tą powieścią. To musi być niesamowita książka i można mieć tylko pretensje do autorki, że jest zbyt mało obszerna. Szkoda, że to tylko 270 stron:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, że też bym się nie obraziła na więcej stron, ale za to gwarantuję Ci, że na tych 270 stronach emocji nie brakuje:)

      Usuń
  8. Świetna recenzja, potrafisz przekonać :) Po raz kolejny jestem zainteresowana książką, którą polecasz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to ogromnie, tym bardziej że uwielbiam zachęcać do literatury polskich autorów:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.