poniedziałek, 23 grudnia 2013

Izabella Frączyk "Dziś jak kiedyś"

Izabella Frączyk „Dziś jak kiedyś”, Prószyński i S-ka 2013, ISBN 978-83-7839-602-4, stron 432

Korporacja. Słowo, które do tej pory stanowiło sedno życia Aleksandry. I byłoby tak pewnie nadal, gdyby nie pech. Ten niefart polega na tym, że pracuje w niej również jej były mąż, a Ola jakoś nie ma ochoty codziennie go oglądać. Czuje, że nawet miasto jest dla nich dwojga za małe i najchętniej wyjechałaby na koniec świata. To życzenie właśnie ma szansę się ziścić. Przyjaciółka ma dla niej ofertę nie do odrzucenia: stanowisko wiceprezesa starej winiarni w małym miasteczku. Na miejscu okazuje się, że Bąszynek zatrzymał się w czasach głębokiego PRL-u, a warunki pracy drastycznie odbiegają od przestawionych i o służbowym samochodzie, laptopie czy choćby komórce Ola może zapomnieć. Najlepszym klientem firmy jest sam jej prezes, który lubi zaczynać dzień od kawy z małym co nieco, choć właściwsze byłoby stwierdzenie, że od małego co nieco z naparstkiem kawy.

Przed Olą nie lada wyzwanie. Winiarnia jest zwyczajną fabryką tanich win o wielce oryginalnych nazwach, by wymienić tylko „Bizona” i „Kochanicę Kowboja”. Praca prezesa sprowadza się do uczestnictwa w zakrapianych imprezach wszelkiego typu, a fabryka działa właściwie samopas. Służbowe mieszkanie trzeba wyposażyć, ale nie jest to łatwe, gdy sklepy popołudniami są zamknięte na głucho. Do tego wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, więc siłą rzeczy przyjazd Aleksandry staje się atrakcją sezonu. Kobieta czuje, że długo tu nie zabawi, że to nie jest jej świat. Niespodziewanie jednak zyskuje pierwszych przyjaciół, a spokojniejszy tryb życia zaczyna jej służyć. Jaką decyzję podejmie Ola? Czy zwycięży tęsknota za dawnym życiem?

Izabella Frączyk, z której książkami jeszcze nie miałam przyjemności obcować, sięgnęła po dość powszechny motyw ucieczki z miasta na prowincję. Zazwyczaj jednak bohaterowie, którzy się tego podejmują, wracają do rodziny, zaczynają budować dom w nowym miejscu lub inne wariacje na ten temat. Tym razem główna postać jedzie do pracy, przełamując stereotyp, że za chlebem to tylko do miasta. Wprawdzie jej przyszły „zakład pracy” w pełni zasługuje na to miano, ale od czego doświadczenie i kompetencje Aleksandry? Zestawienie oczekiwań pani z wielkiego miasta, przyzwyczajonej do luksusu i wszelkich wygód, z zastanymi warunkami, wzbudza zaciekawienie i pozwala wciągnąć się w fabułę.

Choć sama nie wiem kiedy pochłonęłam całość, bohaterka nie do końca mnie do siebie przekonała. Myślę, że znaczenie ma tu mój stosunek do życia w określonym miejscu. Sama opuściłam wieś dla miasta, ale nie jestem z tego powodu szczególnie szczęśliwa i chętnie wróciłabym tam, gdzie panuje spokój i cisza, gdzie natura jest blisko, a hałas i nieustający ruch miasta zostaje daleko. Z takim nastawieniem nie potrafiłam zrozumieć Aleksandry, jej argumenty za powrotem do świata galerii handlowych, kawiarni i innych tego typu przybytków, dla mnie były zwyczajnie śmieszne i mało przekonujące. Żeby tego było mało, czasem zachowywała się egoistycznie; drażniło mnie jej przekonanie, że na takiej prowincji ona się marnuje, a wielki świat tylko na nią czeka.

Autorka wprowadziła również wątek kryminalny, którego zakończenie wprawdzie łatwo dało się przewidzieć, ale jednak sam pomysł był dobry, bo bazujący na niskich instynktach człowieka. Pokazała również, jak pracują korporacje – w przerysowany lekko sposób, ale obawiam się, że prawdziwy: one coraz mocniej ingerują w intymną sferę zatrudnianych osób. Zawsze mnie zastanawia, jakim prawem stawiają takie wymagania i przeraża to, że nie ma tam miejsca na zwyczajne zrozumienie i bycie po prostu ludzkim.

„Dziś jak kiedyś” okazało się być całkiem przyjemną lekturą, która mnie pochłonęła, wzbudziła szereg emocji, a także rozbawiła. Poza pewnymi cechami osobowości Oli, nie mam się do czego przyczepić. To dobra powieść obyczajowa o tym, jak miłość, przyjaźń oraz zmiana otoczenia i perspektywy mogą wpłynąć na człowieka.      

Książka bierze udział w wyzwaniach „Czytamy powieści obyczajowe” oraz „Polacy nie gęsi”.

12 komentarzy:

  1. Trochę nie moja tematyka, ale polecę ją mojej koleżance :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubi taką literaturę, to powinna być zadowolona z podpowiedzi;)

      Usuń
  2. Dobre czytadło na pochmurne dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, albo takie, gdzie człowiek liczył na śnieg;)

      Usuń
  3. Mam w planach od jakiegoś czasu, ale właśnie czasu ciągle mi brak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może wykorzystać jako przerywnik między innymi?:)

      Usuń
  4. Książkę czytałam i wspominam bardzo mile. To naprawdę ciekawa, optymistyczna powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam Twoje wrażenia i tytuł recenzji; cieszę się, że mogłam porównać odczucia i że są podobne:)

      Usuń
  5. Właśnie ją czytam. Moja perspektywa jest nieco inna, bo zachwycona jej poprzednimi książkami sięgnęłam po "Dziś jak kiedyś" z myślą, że będzie równie dobra, ale mam poczucie (choć jeszcze jej nie skończyłam, więc wszystko się może zdarzyć), że "Pokręcone losy Klary" i "Kobiety z odzysku" miały w sobie więcej dowcipu i szaleństwa. Gorąco je polecam, spróbuj!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko uda mi się je gdzieś dorwać, to na pewno przeczytam:)

      Usuń
  6. Niestety nie czytałam, ale nie omieszkam, bo tematyka fajna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, dla odprężenia zwłaszcza:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.