poniedziałek, 14 grudnia 2015

Olga Rudnicka "Diabli nadali"



Olga Rudnicka „Diabli nadali”, Prószyński i S-ka 2015, ISBN 978-83-8069-147-6, stron 448


Po pierwszych dniach stażu w korporacji na stanowisku sekretarki, Monika Kapuśnik dochodzi do wniosku, że trafiła do piekła. Jej szefem jest Dagmar Różyk, mężczyzna cieszący się zasłużoną opinią, hm, bawidamka, co to mało której przepuści. Monika ani myśli dołączać do jego kolekcji; pomna nauk swojego tatusia, przełożonego wręcz potępia. Za to Różykowi, zwanemu Diabłem, chętnie uległaby jego zastępczyni, Magda, o której nikt nie mówi inaczej jak tylko Zdzira, ale tej akurat to on nie chce tknąć nawet palcem. I tak oto po dwóch latach Monika znajduje zwłoki swojego pracodawcy, na wpół leżące na jego ogromnym biurku. Zszokowana dziewczyna okazuje się być ostatnią, która widziała Diabła żywego. Przy pomocy świeżo upieczonego policjanta i sąsiada, Mateusza Jankowskiego, Monika chce dojść do prawdy o zbrodni. Tajemniczo znika Zdzira, czyżby to ona miała Różyka na sumieniu? Trudno w to uwierzyć, ale może w końcu nie wytrzymała i nie zdzierżyła odrzucenia... 

Olga Rudnicka to autorka, której fanom literatury polskiej chyba nie trzeba przedstawiać. Mimo młodego wieku, ma już na swoim koncie dziesięć powieści, „Diabli nadali” jest jedenasta. Nie udziela się jakoś szczególnie w mediach, w tych społecznościowych jej mało, za to konsekwentnie robi to, w czym jest wybitna, czyli po prostu pisze. Twórczyni absolutnie genialnych i unikatowych na skalę światową postaci sióstr Sucharskich, tym razem funduje nam coś zupełnie innego, niż dotychczasowe przykłady jej prozy. Po trzy tomy o Nataliach sięgałam bez wahania, ale już „Fartowny pech”, który ukazał się między nimi, trochę mnie rozczarował – było fajnie, ale zabrakło czegoś, by zaniemówić z wrażenia. Dlatego też, przyznaję, z lekką obawą podchodziłam do najnowszej odsłony jednej z ulubionych pisarek. Tymczasem moje lęki okazały się całkowicie nieuzasadnione. Olga Rudnicka znów stanęła na wysokości zdania i potwierdziła swoją mistrzowską klasę.

Że tak jeszcze zostanę przy „Fartownym pechu”, to jego bohaterów, z perspektywy czasu, postrzegam jako trochę zbyt „przekombinowanych”, takich trochę na siłę. Natomiast w „Diabli nadali” jest to, co tak bardzo u Rudnickiej zawsze mi się podobało, czyli naturalność kreacji. I to, że postawiła na kontrast, przeciwieństwa oraz zasadę „kto się czubi, ten się lubi”. Bo oto mamy Monikę, młodą, mało doświadczoną dziewczynę, która przyjechała do wielkiego miasta z małej miejscowości i jak sama przyznaje, na oczy jeszcze wielu rzeczy nie widziała. Najwięcej o życiu dowiedziała się od tatusia, a wsparciem było dla niej trzech braci. I nagle cnotliwa, praworządna dziewczyna spotyka takiego Różyka. Owszem, podoba jej się, ale tylko fizycznie, bo musiałaby chyba nie być kobietą, żeby nie docenić walorów jego urody, ale już jego postępowanie jest nie do przyjęcia i dla Kapuśnik Diabeł jest moralnie upośledzony. I z czasem zacznie dawać temu wyraz. Sama stwierdzi, że Różyk wyzwala w niej najgorsze instynkty, choć według niego, po prostu się wyrobiła. I choć „Diabli nadali” opiera się na tej dwójce, to nie można zapominać o pozostałych, którzy tworzą wyjątkowo barwną plejadę. Jest młody i idealistycznie nastawiony policjant Mateusz, którego kilka niepomyślnych słów doprowadzi, jak to u autorki bywa, do wielu nieporozumień i komicznych sytuacji (przykład to jedna z ostatnich scen, w której Monika będzie oczekiwała od Diabła pewnej „pomocy”). Są ciotki i Jankowskiego, i Moniki, nastawione na „spiknięcie” młodych. No a przede wszystkim jest tatuś i jego synkowie oraz ich kodeks honorowy. Z pracy Moniki na uwagę zasługuje Renia i zaznaczona mocnym epizodem sprzątaczka, pani Małgosia. Postaci negatywnie odbierane, czyli Zdzira i jej sekretarz wazeliniarz, są dokładnie takie, jakimi powinny być czarne charaktery.

Jednym słowem można powiedzieć, że w „Diabli nadali” dzieje się dużo. Przypadła mi do gustu kompozycja, od początku uświadamiająca, że w sprawie Różyka kryje się o wiele więcej znaczeń, niż się na pozór wydaje. Intryga jest przewrotna i pochłania uwagę maksymalnie. Dla mnie osobiście nie jest to powieść aż tak zabawna, jak seria o Nataliach; nie wybuchałam śmiechem co trochę, ale już szatańskie chichoty, takie jak te Różykowe, zdarzały mi się często. Ale jednocześnie wcale mi to nie przeszkadzało, bo ta książka w całokształcie jest tak dobra, że Nataliom dorównuje. Nie potrafię tego jaśniej wyrazić, chodzi mi o to, że w większości książek Rudnickiej liczył się przede wszystkim humor, a sama warstwa kryminalna była jakby na drugim planie – tu, według mnie, jest odwrotnie i dzięki temu „Diabli nadali” wydaje mi się bardzo dojrzałą powieścią. Chyba najbardziej ze wszystkich, choć przecież każda jest znakomita.

Z siostrami Sucharskimi trudno było się rozstawać, choć jednocześnie wiedziała pisarka, kiedy pozwolić im zejść ze sceny, żeby nie przedobrzyć. W „Diabli nadali” pokazała, że potrafi stworzyć kolejne fascynujące postaci, że nie wyczerpała zasobów swojej wyobraźni. Wygląda mi na to raczej na jednorazową przygodę, ale naprawdę nie miałabym nic przeciwko, by jeszcze raz poprzebywać w towarzystwie Moniki i Diabła.              

20 komentarzy:

  1. Lubię książki autorki, bo można się przy nich pośmiać:) Dwóch ostatnich jeszcze nie czytałam, chociaż posiadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli musisz szybciutko nadrobić;)

      Usuń
  2. Kocham Diabła!!!! Ty też pokochałaś Diabła? Czy tylko polubiłaś? :) cieszę się, że książka Ci się spodobała, nawet bardzo się cieszę! :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokochać to chyba nie, mąż byłby zazdrosny;) Ale ogólnie to Diabeł jest świetny;)

      Usuń
  3. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Olgi Rudnickiej. Ale mam w swoich zbiorach "Fartowny pech" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholerka, to masz, według mnie, tę trochę słabszą. Może zacznij jednak od Natalii?

      Usuń
  4. Diabła (mi) nie nadali, a szkoda. marze o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja upolowałam w bibliotece, może Tobie też się uda? :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Kolejny raz mi udowadniasz, że przewidywalna jestem;)

      Usuń
  6. Uwielbiam twórczość Olgi Rudnickiej. Jak do tej pory nie zawiodłam się na niej ani razu. Powyższą książkę tez czytałam i jestem nią zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, zachwyty bardzo wskazane;)

      Usuń
  7. Kolejna dobra książka tej autorki, o jakiej czytam. Kiedy zajrzę do jej twórczości, jeszcze tego nie wiem. Ale na pewno to zrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz to zrobić, szkoda by było odmawiać sobie takiej przyjemnej lektury;)

      Usuń
  8. Rudnicką poznałam w 2010 roku i od tamtej pory skradła moje serce. Diabli nadali już za mną - ile się naśmiałam przy tej historii to moje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to najważniejsze, że Rudnicka potrafi zapewnić rozrywkę:)

      Usuń
  9. Na pewno na szacunek zasługuje autorka za to, że wiedziała, kiedy zakończyć serię, a nie wszystkim to się udaje... Nie miałam jeszcze przyjemności poznać twórczości Rudnickiej, ale planuję to zmienić! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, czasami widać, jak autor ciągnie coś na siłę. I nic dobrego z tego nie wynika;)

      Usuń
  10. Uwielbiam humor Rudnickiej, książkę mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo nas, uwielbiających pisarkę:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.