środa, 17 czerwca 2015

Krzysztof Potaczała "Bieszczady w PRL-u 3"



Krzysztof Potaczała „Bieszczady w PRL-u 3”, BOSZ 2015, ISBN 978-83-7576-248-8, stron 128

Nikt mnie nie odwiedzie od zdania, że Polska jest krajem pięknym, że ma się czym pochwalić i że jest w niej wiele miejsce, które warto odwiedzić. Ze wszystkich tych, która ja chciałabym zobaczyć, na pierwsze miejsce wysuwają się aktualnie Bieszczady. Bardzo się ucieszyłam, gdy nadarzyła się okazja przeczytania książki Krzysztofa Potaczały. Nie dość, że o miejscu, które chcę poznać, to jeszcze o czasach, które należą do moich ulubionych. Czy mogłam zrezygnować? No, chyba logiczne, że nie. Wprawdzie to trzecia część, ale przy zbiorku reportaży nie ma to większego znaczenia poza tym, że po lekturze chce się sięgnąć po pozostałe dwa tomy.

Autor oddaje nam do rąk antologię złożoną z dwunastu historii, których cechą wspólną jest czas akcji: lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte. Miejscami wychodzi ona poza epokę „demokracji” ludowej, bo jak twierdzi sam autor, „mentalnie, środowiskowo, gospodarczo od razu Bieszczady się nie zmieniły” (str. 7). O czym więc możemy się dowiedzieć? Mnie chyba najbardziej zaskoczył tekst „Tęcza nad Tworylnem”, ponieważ nie miałam pojęcia, że opisywane wydarzenie w ogóle miało miejsce. W lipcu 1991 roku w Bieszczady zjechali ludzie zrzeszeni w międzynarodowym Stowarzyszeniu Rainbow Family. „Nikt nikomu niczego nie żałował, wszyscy dzielili się jedzeniem, byli dla siebie uprzejmi i mieli równe prawo głosu w każdej omawianej sprawie. Do Tworylnego nie jechano po to, żeby coś ugrać, coś załatwić albo zarobić” (str. 117). Uczestnicy chcieli później „wykupić dolinę Tworylnego, a następnie zapewnić jej ścisłą ochronę” (str. 124) – na ten cel zebrano aż osiemdziesiąt tysięcy dolarów! Do transakcji, oczywiście, nie doszło. 

Skoro Bieszczady, czyli góry, to i zwierzęta. „Na Wetlińskiej mieszkały: konie Karo i Erat, osioł Gapa, lama Iwan, koza Beksa. Wszystkie zapisały się złotymi zgłoskami w historii schroniska. Głośne z uwagi na niepospolity charakter i niezwyczajne upodobania” (str. 81) – jakie? Odpowiedź znajdziecie w książce. Był jeszcze znany na całą Polskę żubr Pulpit, który dobitnie pokazywał, że ma swoje zdanie i wędrował tam, gdzie chciał.

Ale Bieszczady to także ludzie. Na ranczo w Wilczej Dolinie ściągali studenci, którzy chcieli zobaczyć, jak to jest wypasać bydło. „Każdy mol książkowy, gryzipiórek, przyszły inżynier albo lekarz gotów był zamienić uczelniany strój na łachy, zawiązać sobie chustkę na szyi, wdziać gumiaki i zostać kowbojem” (str. 9). I chętnych na ten polski Dziki Zachód nie brakowało. Bieszczady stawały się też miejscem do życia dość skrajnych grup społecznych: przedstawicieli wojska i więźniów. „Gdyby nie żołnierze, bieszczadzkie szlaki komunikacyjne budowano by znacznie dłużej. Wojsko miało ludzi, a przede wszystkim sprzęt, czego za Gomułki brakowało państwowym przedsiębiorstwom. Dzięki nim życie wróciło w Bieszczady szybciej, niż się spodziewano” (str. 37). W Bieszczadach funkcjonowały także ośrodki pracy dla więźniów, zwane Oddziałam Zewnętrznymi. „Do pracy maszerowali czwórkami. Paśli krowy, ryli rowy, wycinali chwasty, tłukli kamienie” (str. 45).

Jeszcze kilka innych opowieści znajdziemy w tej niewielkiej książeczce. Każda z nich ma w sobie coś, czym przekonuje do siebie czytelnika. Całość składa się na obraz świata innego od pozostałych polskich regionów: pełnego surowej przyrody, która kojarzy się z dzikością i niczym nieskrępowaną wolnością. Najbardziej jednak nurtuje mnie jedno: czy coś z tego świata zostało? Chyba nie będąc nigdy w Bieszczadach, nie sposób na takie pytanie odpowiedzieć.

Odwołam się kolejny raz do słów Krzysztofa Potaczały. „Nie zawsze jest poważnie, bo i być nie powinno. Jak w życiu. Jeśli ktoś przez chwilę się pośmieje – będzie mi miło. Tak samo, jeśli się wzruszy lub kiedy nim z lekka zatrzęsie. Bo nie zgodzi się z taką lub inną opinią, nie we wszystko uwierzy, a może mu się PRL odbije czkawką. Ważne, że zareaguje” (str. 7). Myślę, że o to może być autor spokojny – jego reportaże nie pozostawiają obojętnym. Czyta się je dobrze, ale trzecia część ma jedną wadę: jest zwyczajnie za krótka. Pozostawiła we mnie pewien niedosyt, dlatego też nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie poznać pierwszej i drugiej. I Wam też polecam.       

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu BOSZ.

http://www.bosz.com.pl/

Wyzwanie: „Polacy nie gęsi”.

14 komentarzy:

  1. Bieszczady to mój przyszły teść. Co roku tam wyjeżdża i siedzi tygodniami. Może zakupię mu tę książkę na prezent, będzie idealna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to on też mógłby powiedzieć, czy coś z opisywanego świata zostało.

      Usuń
  2. Moim marzeniem jest pojechać w Bieszczady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mamy kolejną cechę, która nas łączy:)

      Usuń
  3. PRL - i nic więcej nie trzeba mówić. Muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale to rozumiem, mam to samo;)

      Usuń
  4. To już zdecydowanie nie te same Bieszczady. Jedź jak najszybciej, bo zmieniają się, zmieniają bardzo. I, moim zdaniem, coraz więcej tracą ze swej magii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie też odnoszę wrażenie, gdy czytam np. o coraz większej liczbie turystów.

      Usuń
  5. BOSZ ma w swej ofercie wiele ciekawych publikacji. I ta do nich należy. Okładka rzuciła mi się już kilka razy w oczy. Na pewno zapoznam się z tą książką, bo kocham Bieszczady i interesuję się okresem PRL-u.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam jakoś okazji dotrzeć do książek z tego wydawnictwa, a faktycznie kilka tytułów mnie zainteresowało.

      Usuń
  6. Ja jestem uzależniona od książek o PRL także ta też na sto procent wzbogaci moją biblioteczkę ;)
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy w moim przypadku można mówić już o uzależnieniu, ale też nie wyobrażam sobie bez nich życia;)

      Usuń
  7. Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte - to ulubione lata mojego taty, który ciągle z sentymentem je wspomina. Dlatego myślę, że w powyższej antologii znajdzie coś dla siebie.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.