piątek, 8 maja 2015

Elif Shafak "Honor"


Elif Shafak „Honor”, Wyd. Literackie 2014, ISBN 978-83-08-05203-7, stron 500

Pembe i Jamilla przychodzą na świat w małej, kurdyjskiej wiosce nad Eufratem jako siódma i ósma córka. Imiona, jakie planowała nadać im matka, miały wyraźnie dać Stwórcy do zrozumienia, że dziewczynek już dość, a jej przeznaczeniem jest wreszcie urodzić syna. Lata mijają, zawsze mocno ze sobą związane siostry rozdzielają się: Pembe z mężem wyjeżdża do Wielkiej Brytanii, a Jamilla zostaje na miejscu, by z czasem doczekać się określenia „Dziewicza Akuszerka” i stać się cenioną uzdrowicielką.

Życie, jakie w Londynie wiedzie Pembe, nie do końca jest takie, jak oczekiwała. Na świat przychodzi trójka dzieci, aż wreszcie Adem, uzależniony od hazardu, zostawia rodzinę. Wkrótce później dochodzi do wydarzeń, które na zawsze zmienią wszystkich członków familii...

„Honor” to moje pierwsze spotkanie z turecką pisarką Elif Shafak. I od razu powiem, że na pewno nie ostatnie. „Honor” jest powieścią zupełnie inną od tych, które zazwyczaj wybieram, ponieważ nie przepadam za książkami, nazwijmy je, egzotycznymi, ale ta ma w sobie coś niebywale urzekającego. I sama nie wiem, czy bardziej chodzi o fabułę, czy może o język, jakim posługuje się Shafak – choć słowo „posługuje” jest chyba nie do końca właściwe, ponieważ może sugerować, że pisarka musi wkładać sporo wysiłku, by zestawieniom słów nadawać odpowiedniego znaczenia. A mam wrażenie, że przychodzi jej to zupełnie naturalnie, lekko, płynnie. I taki też wymiar ma samo czytanie – Shafak porywa, wciąga w snutą historię niepostrzeżenie, ale całkowicie, dając przy tym możliwość delektowania się każdym słowem, każdą jego barwą, każdą emocją, jaką za sobą niesie. Warto tutaj także zwrócić uwagę na tok narracji. Wydarzenia śledzimy z perspektywy wszystkich bohaterów, naprzemiennie, a do tego nie w kolejności chronologicznej. Jest to o tyle istotne, że wydaje nam się, iż od początku wiemy, ku czemu zmierzamy, że mamy pełny obraz sytuacji. Ale właśnie – wydaje nam się; to, co zrobiła Shafak w pewnym momencie, zaskoczyło mnie tak, że aż wyrwało mi się na głos słowo z gatunku tych nieparlamentarnych. Naprawdę nie sądziłam, że czeka mnie taka wolta w rozwoju akcji.

„Honor” jest powieścią egzotyczną o tyle, że dotyka problemu niespotykanego w naszej tradycji, który trudno pojąć, zrozumieć. Ujmę to tak: nigdy nie byłam mężczyzną, a już tym bardziej urodzonym w arabskim kręgu kulturowym, więc nie ogarniam, jak to jest, gdy honor jest czymś najważniejszym w życiu, najbardziej cenioną wartością, dla której jest się w stanie zrobić absolutnie wszystko, w tym także poświęcić życie osób, które – według mnie tylko teoretycznie – się kocha. Oczywiście dziwnym trafem najczęściej winna jest kobieta i to ona musi ponieść konsekwencje, nawet jeśli nie zawiniła. Albo jej „przewinienie” jest niewspółmierne do tego, co ją spotyka... I najbardziej przejmujące jest to, że choć to ona zostaje porzucona, tak jak Pembe, to nie ma prawa ułożyć sobie życia, być znowu szczęśliwa. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie decydował o jej losie: jeśli nie ojciec, to mąż; jeśli go nie ma, to syn, a może jeszcze brat, szwagier, wuj i kto tam jeszcze. Zawsze mężczyzna. No cóż, już nawet nie chodzi o moje zapędy feministyczne, bardziej o to, że przyzwyczailiśmy się, iż w Polsce czy w Europie kobieta jest jednostką, a nie przedłużeniem męskiego przedstawiciela rodziny, jest – choćby w miarę – ale samodzielna, niezależna, decyduje o sobie. Owszem, nadal spotykamy przejawy systemu patriarchalnego, ale mimo wszystko ma on chyba jakieś bardziej ludzkie oblicze. Tym bardziej więc trudno pomieścić w głowie, jak morderstwo honorowe może być elementem tradycji. Mamy XXI wiek, każda mentalność w pewnym stopniu ewoluuje, czy więc nie ma innej metody, by przywracać ten utracony honor, ale tak, by kobiety nie cierpiały?

W powieści Shafak nie chodzi tylko o samą zbrodnię. Mam wrażenie, że tutaj każda z postaci zadaje sobie pytanie, kim tak naprawdę jest, próbuje określić swoją tożsamość. Siłą rzeczy jest to najbardziej widoczne, jeśli chodzi o rodzinę Pembe, bo przecież to oni przyjeżdżają do kraju tak różniącego się od tego, co do tej pory było dla nich normą. Zderzenie jednej tradycji, przyzwyczajeń, a także języka z tym, czego wymaga od nich nowe położenie i otoczenie – to musi generować refleksje nad własnym ja.

Sporo czasu upłynęło, zanim udało mi się dostać tę powieść w swoje ręce, ale mogę powiedzieć jedno: lepiej późno, niż wcale, a twórczość Elif Shafak bez wątpienia zasługuje na to, by poznać ją dokładniej.



  

18 komentarzy:

  1. To jednak zupełnie nie moje klimaty :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę szkoda, że nie chcesz nawet spróbować.

      Usuń
  2. Cieszę się kochana, że podzieliłaś moje zdanie, ale wiedziałam, a raczej przeczuwałam, że poczujesz ten przekaz i piękno. W końcu "nasze" klimaty:)
    W mojej głowie Honor tkwił przez długi czas, zdarzenia, kultura wszystko to, co dla nas obce, a u nich codziennością było chwilami brutalnym doświadczeniem. Teraz moją biblioteczkę zasiliła "Sufi" z czego bardzo, ale to bardzo się cieszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to chyba książka, której nie da się zapomnieć. I pod względem fabuły, i języka.

      Usuń
  3. Bardzo jestem ciekawa tej powieści. Chyba mi jakoś umknęła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda ją przegapić, naprawdę:)

      Usuń
  4. Ha jesteś kupiona! Pokochalam Shafak za Sufiego i potem przeczytałam jednym ciągiem wszystkie jej książki. Moje ukochane to Bekart ze Stambułu, Czarne mleko i Honor właśnie. A też byłam sceptycznie nastawiona do literatury wschodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem:)
      Czyli rozumiem, że na następny raz mam wypożyczyć którąś z tych trzech:)

      Usuń
    2. Taa, rozpędziłam się, musi być "Bękart..." bo pozostałych dwóch nie ma:(

      Usuń
    3. To są moje ulubione. Ale zarówno 40 zasad miłości jest świetne i tak samo Pchli Pałac. No i Sufi. Jak go zaczynałam czytać to myślałam, co za dziwna książka, a tu się okazało potem, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Najsłabsza moim zdaniem to Lustra Miasta, ale mówimy o książce najsłabszej wśród książek Shafak, bo na tle literatury w ogóle to ona jest bardzo dobra. A Czarne mleko jest specyficzne, traktuje o macierzyństwie, jest mocno autobiograficzne, ale niezmiernie ciekawe.

      Usuń
    4. No to w bibliotece są właśnie te, o których teraz wspominasz.

      Usuń
  5. Okładka mnie początkowo zniechęciła, ale widzę, że treść warta poznania. Chętnie książkę przeczytam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak to jest, nie oceniaj po okładce (choć sama to robię);) Tu treść rekompensuje wszystko:)

      Usuń
  6. Zapraszam na stronke, masa ebooków do pobrania

    http://ejbooki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że po przeczytaniu Twojej recenzji, nabrałam ochotę na tę książkę. Czuję bowiem,'że wzbudziłaby we mnie wiele emocji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce, ale po Twojej recenzji wnioskuję, że jest to historia naprawdę godna poznania. Mnie w każdym razie zainteresowałaś, dlatego postaram się za tą pozycją rozejrzeć. Może w bibliotece będą ją mieli. Zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź, ja miałam właśnie z biblioteki. A jest warta, żeby ją znaleźć:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.