czwartek, 16 października 2014

Remigiusz Piotrowski "Literaci w przedwojennej Polsce. Pasje. Nałogi. Romanse"



Remigiusz Piotrowski „Literaci w przedwojennej Polsce. Pasje. Nałogi. Romanse”, PWN 2014, ISBN 978-83-7705-650-9, stron 400

“Z niecodziennych pasji słynął Julian Tuwim. Poeta kolekcjonował wydawnicze rozmaitości, w tym książki o diabłach, demonach, pchłach i szczurach (...). W jego bogatym zbiorze znajdowały się takie rzadkości, jak Antologia literatury o pchłach czy dziwaczne broszury, które właściciel z dumą pokazywał przyjaciołom i nad którymi piękna żona poety Stefania Tuwimowa załamywała ręce” (str. 152). „Przez całe swoje życie do kina nie zdołał się przekonać Tadeusz Boy-Żeleński (...). Irena Krzywicka zabrała go pewnego razu na Niepotrzebnego człowieka. Boy nie rozumiał skrótów filmowych i co chwila zadawał komiczne pytania: „Ale czyja to noga? – Dlaczego ni z tego, ni z owego koła pociągu? itd.”. Ci, z publiczności, którzy nas słyszeli, musieli mieć wrażenie, że siedzi obok nich kompletny głupek” (str. 97).
Takie oraz mnóstwo innych niebywałych smaczków znajdziemy w fascynująco poprowadzonej publikacji „Literaci w przedwojennej Polsce” pióra Remigiusza Piotrowskiego, polonisty i dziennikarza, autora „Ślepego Maksa”, w której przybliżył szerszemu gronu czytelników postać „łódzkiego Ala Capone”. W swojej drugiej książce pozostał w kręgu tej cudownej epoki, jaką było dwudziestolecie międzywojenne. 

Brzechwa, Tuwim, Leśmian, Witkacy, Słonimski, Nałkowska, Dąbrowska, Miłosz, Wierzyński - kogóż jeszcze tutaj nie ma... Piotrowski nie tylko nie pominął żadnej osoby, bez której taka publikacja nie mogłaby się obyć, ale także, za co mu chwała, wspominał o postaciach mniej znanych, o których dziś już się nie pamięta. Bo też trzeba przyznać, że tamte lata zrodziły wiele wybitnych i kolorowych postaci, których życie obfitowało w zdarzenia i sytuacje – częściowo przez nich samych prowokowane i kreowane – bez wątpienia godne utrwalenia, z których wiele już przeszło do legendy. O każdym z twórców można by zapisać niezliczone strony, więc nie będzie niczym skomplikowanym wyobrażenie sobie, jak barwny i emocjonujący jest portret ich wszystkich przedstawiony na kartach jednej książki, gdzie zgromadzono creme de la creme, czyli to, co najlepsze, najciekawsze, najbardziej interesujące. Patrząc na taki korowód bohaterów, nie trudno oprzeć się wrażeniu, a przynajmniej we mnie taka refleksja się pojawiła, że żaden inny okres w dziejach polskiej kultury, poza chyba tylko PRL-em, nie był dla twórców i ich życia tak inspirujący, jak właśnie międzywojnie. Artystów drugiej połowy XX wieku w pewnym stopniu określały warunki władzy ludowej, narzucone siłą – w Drugiej Rzeczpospolitej epokowym powiewem historii było odzyskanie niepodległości i działalność nowo rozwijającego się aparatu państwa. Gdyby nie ono, losy ówczesnych gwiazd sztuki i kultury, a zarazem ich osobowości i charaktery, wyglądałyby prawdopodobnie zupełnie inaczej. 

To właśnie ta świeża wolność pozwoliła swobodnie gromadzić się w kawiarniach, które przyciągały artystów. Część z nich miała swoje ulubione lokale, w których spędzali mnóstwo czasu, nie tylko wolnego – różnego rodzaju knajpki stawały się nieraz ich drugim domem. To tym „Kawiarnianym gwarem” rozpoczyna Piotrowski swoją błyskotliwą gawędę. Trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że podtytuł „Pasje. Nałogi. Romanse” absolutnie nie wyczerpuje zawartości dzieła. Autor dotknął wielu zjawisk i sfer życia: dzieciństwa artystów, ich upodobań kulinarnych, działań na niwie sportu, zwierząt w ich życiu, podróży, niebagatelnej roli alkoholu (u niektórych także hazardu), spraw majątkowych, relacji międzyludzkich. Nie pominął także poglądów na sprawy krajowe nurtujące ówczesnych obywateli; uchylił też rąbka tajemnicy i zgłębił tajemnice alkowy. Jednym słowem, każdego opisywanego przedstawił jako zwykłego człowieka, mającego lepsze i gorsze dni, takiego z krwi i kości. Nie znajdziemy tutaj recepcji dzieł czy motywów krytycznoliterackich – nie na tym chciał skupić uwagę Piotrowski. I bardzo dobrze, bo dzięki temu „literaci z przedwojennej Polski” na kartach książki żyją, a to chyba stanowi jej najlepszą rekomendację.

Jeśli jednak to nie wystarcza, dorzucę na zakończenie, że ta książka dołącza do listy moich ulubionych. Można ją czytać na wyrywki, a już tym bardziej miło będzie do niej wracać. Wyjątkowo płynna narracja nie pozwala się nudzić ani przez moment, a ubolewać mogę jedynie nad tym, że „Literaci” mają tylko... czterysta stron.        

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Pani Marcie z Domu Wydawniczego PWN.

http://www.dwpwn.pl/


Wyzwania: „Czytamy książki historyczne”, „Nie tylko literatura piękna...”, „Lata dwudzieste, lata trzydzieste...”.

20 komentarzy:

  1. Noo status ulubionej książki zobowiązuje mnie również do jej przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam cię, że z takim zapałem czytasz książki historyczne. Ja jednak niezbyt dobrze czuje się w tym gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale masz tempo:) ja jestem w połowie Ułanów, ale nie mogę się doczekać Literatów, już tyle o nich czytałam, że ciekawa jestem co tutaj autor nowego napisał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo tak żal mi było się od nich odrywać, że się sprężyłam i właściwie samo się przeczytało;)

      Usuń
  4. Ależ się cieszę, że mam ten tom na półce! Podejrzewam, że będę równie zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cechą przemawiającą za tą lekturą jest to, że można czytać ją na wyrywki. Podoba mi się to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale i tak wydaje mi się, że gdybyś przeczytała choćby kawałek, chciałabyś więcej i pochłonęłabyś od razu całość;)

      Usuń
  6. Ja również lubię czytać książki na wyrywki, głównie ze względu na chroniczny brak czasu. Ta książka prezentuje się naprawdę dobrze. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej warto poświęcić trochę więcej uwagi, dla samej przyjemności:)

      Usuń
  7. Jednak tym razem chyba nie odnalazłabym się w tej lekturze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nooo... to mistrzowskie 400 stron:)!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie, polonistki, ,,Literaci..." to pozycja obowiązkowa. PWN nigdy nie zawodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście te publikacje historyczne mają rewelacyjne:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.