wtorek, 4 marca 2014

Iwona Kienzler "Maria Konopnicka - rozwydrzona bezbożnica"


Iwona Kienzler „Maria Konopnicka – rozwydrzona bezbożnica”, Bellona 2014, ISBN 978-83-11-13058-6, stron 248

Maria Konopnicka, jakbyśmy to powiedzieli dzisiaj – ikona liryki patriotycznej, określana niejednokrotnie mianem wieszczki narodowej. Autorka „Roty”, wiersza, który z muzyką Feliksa Nowowiejskiego stał się niemalże drugim hymnem narodowym. Poetka i pisarka, o której uczyliśmy się na lekcjach języka polskiego, postać pomnikowa. Iwona Kienzler, autorka licznych wydawnictw historycznych, postanowiła spojrzeć na Konopnicką przede wszystkim jak na kobietę, jej twórczością zajmując się w drugiej kolejności.


Maria Konopnicka urodziła się w 1842 r. Już po jej śmierci odnaleziono zapis w księgach parafialnych, który raz na zawsze rozwiał wątpliwości dotyczące tej daty, ponieważ nasza bohaterka konsekwentnie odmładzała się o cztery lata, gdzie się dało podając jako właściwy 1846 rok. Pochodziła z rodziny Wasiłowskich; matkę straciła mając lat dwanaście, a przez całe życie największym wsparciem i pomocą był dla niej ukochany stryj, Ignacy.

Konopnicka wyszła za mąż w 1862 r. Kwestia jej małżeństwa to, obok roku urodzenia, następna rzecz, którą poetka próbowała kształtować według własnej wizji. Większość biografów winą za rozpad związku obwinia Jarosława, męża pisarki, a w poglądach tych utwierdziła ich ona sama, robiąc wszystko, by przypisać mężowi etykietkę nieudacznika, który zupełnie nie radził sobie z gospodarowaniem na powierzanych mu majątkach. O ile rzeczywiście można odnieść wrażenie, że do wykonania takiego zadania nie posiadał odpowiednich kompetencji, o tyle może dziwić podejście Konopnickiej do małżonka, za którego wyszła bez sprzeciwu i z którym miała ośmioro dzieci (dorosłego wieku dożyło sześcioro). Niesnaski i nieporozumienia pojawiły się później i doprowadziły do tego, że pisarka zostawiła męża na wsi, a sama zabrała dzieci i wyjechała do Warszawy.

Rozdział „Poetka w Warszawie” przybliża nam wysiłki, jakie podejmowała Konopnicka, by utrzymać liczną rodzinę, a w kolejnym śledzimy burzliwe nieraz losy jej dzieci. Przyznam się szczerze, że to właśnie ten fragment jest w mojej opinii najbardziej kontrowersyjny, wcale nie ten następny, traktujący o domniemywanym związku pisarki z Marią Dulębianką. Negatywne emocje może wzbudzać już sam fakt podziału jej potomków na dzieci „dobre” i „złe”, czyli te przysparzające kłopotów i zmartwień, na które poetka reagowała czasem mało chwalebnie. Obraz, na jaki się kreowała, troskliwej i czułej mateczki, znacznie obiega od wniosków, jakie można wyciągnąć z zachowanej korespondencji, której nie zdążyły się pozbyć gorliwe strażniczki matczynej pamięci, córki Zofia i Laura. Nie będę tu przytaczać wypowiedzi Konopnickiej, ale na ich podstawie trudno powziąć jakieś cieplejsze uczucia wobec pisarki; raczej ciężko było mi ją polubić, zwłaszcza jeśli przyjrzeć się dokładniej jej postępowaniu wobec średniej córki, Heleny. Z Laurą też poczynała sobie nieładnie, ale to jednak losy Heleny przejmują bardziej.

Część poświęcona wspomnianej relacji z Dulębianką nie zbulwersowała mnie wcale, poruszyć szczególnie też nie zdołała. Prawdziwego charakteru więzi, jaka łączyła Konopnicką z młodszą o pokolenie malarką, nie poznamy pewnie nigdy, a nawet jeśli łączyła je miłość, także seksualna, to cóż z tego? Powiedziałabym raczej, że należałoby się cieszyć, że poetka zyskała wierną i oddaną przyjaciółkę, będącą jej podporą także w starszym wieku i przy pogarszającym się stanie zdrowia.

„Maria Konopnicka – rozwydrzona bezbożnica” to fascynująca opowieść o kobiecie, której dzieje odbiegały od powszechnie przyjętych konwenansów epoki, w jakiej żyła. Kienzler sportretowała niewiastę z krwi i kości, której działania nie były tak do końca kryształowe, jak sama poetka chciałaby je widzieć. Ale to dobrze, że mamy szansę poznać pisarkę także z takiej perspektywy, bo daje to jej pełniejszy obraz, a zarazem nie czyni z niej herosa, nieskazitelnej bohaterki z kart podręczników. Nie da się przecież zapomnieć, że Konopnicka była żoną, matką, kochanką; zwyczajnym człowiekiem od innych różniącym się tylko tym, że została obdarzona talentem literackim. Jestem zdania, że warto czytać książki tego typu, więc publikację autorstwa Iwony Kienzler polecam.     

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Bellona.

http://www.bellona.pl/aktualnosci#

Wyzwania: „Czytamy książki historyczne”, „Grunt to okładka”, „Nie tylko literatura piękna...”, „Polacy nie gęsi”.

20 komentarzy:

  1. Nigdy nie zastanawiałam się, jaką osobą Konopnicka była prywatnie, ale swoją recenzją dałaś mi do myślenia i wzbudziłaś ciekawość, dlatego nie omieszkam przyjrzeć się bliżej powyższej publikacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że poczułaś się zainteresowana:)

      Usuń
  2. Nie znoszę Konopnickiej. Te jej wszystkie łzawe i ckliwe historie, począwszy od Sierotki Marysi a skończywszy na Dymie i Naszej szkapie. Chyba jedyne co jej się udało oprócz Roty, to Na jagody:) Może i wyróżniała się na tle swojej epoki, ale jest dla mnie postacią tak odpychającą, że mimo najszczerszych chęci nie mam ochoty poznawać jej historii, nie umiałabym jej nawet ocenić, bo moja niechęć do autorki zapewne postawiłaby ją z góry w negatywnym świetle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie ta książka absolutnie nie jest dla Ciebie;) Skoro ja, mając do Konopnickiej stosunek obojętny, jej nie polubiłam, to Ty tylko utwierdziłabyś się w swoich przekonaniach.

      Usuń
    2. Toteż nie miałam jej w planach, a ty mnie tylko utwierdziłaś w przekonaniu, że słusznie postąpiłam:)

      Usuń
    3. To dobrze, że choć na tyle się przydałam;)

      Usuń
  3. Obecnie do Konopnickiej mam stosunek całkiem obojętny, więc nie wiem co dałaby mi lektura tej książki. Na pewno dowiedziałabym się o niej czegoś nowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że byłoby podobnie jak ze mną, mogłabyś jej nie polubić;)

      Usuń
  4. Na początku chciałam powiedzieć stanowcze NIE książce, ale po twojej recenzji mam mieszane uczucia i sama nie wiem..;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że zawsze jestem zdania, że warto przekonać się samemu;)

      Usuń
  5. Lubię właśnie takie książki, gdzie mogę poznać ciekawostki na temat życia pisarzy i pisarek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od jakiegoś czasu coraz mocniej w takich gustuję:)

      Usuń
  6. W związku z tym, że obserwujesz mojego bloga K JAK KSIĄŻKA http://kjakksiazka.blogspot.com chciałam Cie poinformować, że przeniosłam się na adres

    http://peronczwarty.blogspot.com

    Będzie mi ogromnie miło, jeśli będziesz nadal zaglądać do mnie i mnie obserwować, nie chciałabym stracić czytelników. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Postać Konopnickiej jakoś nigdy mnie nie interesowała, także myślę, że sobie odpuszczę tę pozycję :) Plus za okładkę, bo jest prosta, ale przyciąga wzrok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, ja też nie sięgam po biografie kogoś, za kim nie przepadam lub mnie nie interesuje;)

      Usuń
  8. Konopnicka - kojarzę ją tylko po "Krasnoludkach i ..." oraz po "Nasza szkapa" - książka o niej nie jest dla mnie, nigdy nie czułam nią zainteresowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie jest to książka dla zainteresowanych;)

      Usuń
  9. Może powinnam przeczytać tę książkę po to, żeby przekonać się iż Konopnicka to nie tylko autorka strasznych: "Sierotki Marysi..." i "Naszej szkapy". Jak na razie zgrzytam zębami na samo wspomnienie jej nazwiska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że Konopnicka nie kojarzy się zbyt przyjemnie, ja chyba nie czytałam "Sierotki...", skoro nie mam żadnej traumy;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.