poniedziałek, 5 stycznia 2015

Weronika Wierzchowska "Szukaj mnie"



Weronika Wierzchowska „Szukaj mnie”, Prószyński i S-ka 2014, ISBN 978-83-7961-007-5, stron 408

Julia Jasińska pędzi życie beztroskiej singielki z wielkiego miasta. Mieszka z kotem, który oczywiście uważa się za jej pana i właściciela mieszkania, nie na odwrót. Gary towarzyszy jej w wieczorach snutych przy butelce wina i w oczekiwaniu na poranki, kiedy trzeba wstać do pracy. I tak dzień za dniem w korporacyjnej rzeczywistości. Monotonię codzienności przerywają jedynie spotkania z przyjaciółkami, choć i one zazwyczaj wyglądają tak samo: Ola narzeka na swojego byłego męża, który zostawił ją z dwójką dzieci, a Anię obydwie z Julią próbują odwieść od trwającego dziewięć lat związku z facetem, któremu ani w głowie rozwód z żoną – oraz wydarzenia zupełnie niecodzienne, jak pogrzeb ciotki Aurelii. Starsza pani zostawia jej pudła z rodzinnymi pamiątkami oraz fragment dziennika praprababki, a wraz z nim zadania do wykonania. Pierwsze jest dosyć łatwe, te następne wymagają już od Julii większego zaangażowania. Podejmuje się go jednak z chęcią, bo życie Józefy Jasińskiej wciąga ją coraz bardziej. Czy podróż w przeszłość da Julii możliwość przebudowania swojego życia i skupienia się na tym, co naprawdę ważne?  

Dwie różniące się wyglądem kobiety na okładce zapowiadały historię z gatunku tych, jakie lubię. Opis sugerował akcję rozgrywającą się na dwóch płaszczyznach czasowych, a takie konstrukcje idealnie wpasowują się w moje upodobania. To dwa powody, dla których bardzo chciałam przeczytać „Szukaj mnie” Weroniki Wierzchowskiej. Czy duże oczekiwania, jakie w niej pokładałam, zostały spełnione? Generalnie tak, jest tylko jeden minus, o którym za chwilę.

Jak wspomniałam, bardzo lubię opowieści dziejące się na różnych planach czasowych. Zazwyczaj bohater żyjący współcześnie poznaje historię swojej rodziny lub odkrywa jakieś inne tajemnice z przeszłości. Nie inaczej postąpiła autorka, dając swojej wiodącej postaci możliwość dotarcia do swoich korzeni. Julia Jasińska trwoni czas na błahostki i nagle los zsyła jej niespodziankę w formie nietypowego spadku – ma skompletować cały pamiętnik swojej antenatki. Wraz z jego pierwszą częścią, wkraczamy w świat powolnego schyłku XIX wieku, a mianowicie do roku 1877 i poznajemy młodą dziewczynę, Józię, która przyjeżdża ze wsi do Warszawy, by znaleźć zatrudnienie. Zamieszkuje u wujostwa i zaczyna szukać pracy, a że jest lato, to o zajęcie dla takiej młodej panny łatwo nie jest. W końcu los się do niej uśmiecha i zostaje damą do towarzystwa pewnej starszej pani. Najczęściej dzieje się tak, że w tego typu powieściach zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie te fragmenty historyczne, a nie współczesne. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, że tym razem tak się nie stało. Weronika Wierzchowska miała świetny pomysł na harmonię obu części, a ta dziejąca się aktualnie ma tę zaletę i jej największym atutem jest to, że pojawił się element gry. Julia musi postępować zgodnie ze wskazówkami zmarłej ciotki, jeśli chce znaleźć następne stronice z dziennika Józi. Sporo więc się dzieje, a odkrywanie kolejnych fragmentów układanki staje się naprawdę pasjonujące. Brawa należą się autorce za pomysł i za to, że jej czytelnik, czyli ja, nie musiał napisać, że część współczesna jest gorsza w stosunku do historycznej. 

A jak wygląda właśnie ta historyczna? Dobrze. Widać, że autorka solidnie się przygotowała i szczegółów dziewiętnastowiecznych realiów nie pozostawiła samym sobie. Życie Józi uczyniła ciekawym, tak że śledzi się je z wielkim zainteresowaniem. Tym bardziej więc żałuję, że Wierzchowska nie pokusiła się choćby o najmniejszą, ale jakąkolwiek, stylizację języka na taki, jakim się wówczas posługiwano, albo chociaż zbliżony – tak aby nadal dobrze się czytało, ale by jednak pamiętnik przodkini odróżniał się od relacji Julii. Patrząc na język całości, uważam, że autorka podołałaby takiemu zadaniu. To jest właśnie to moje największe zastrzeżenie. Tu naprawdę aż się prosiło o inny ton narracji, a jeśli już tego zabrakło, to można było chociaż wyeliminować niektóre wyrazy, bo one zwyczajnie nie pasowały – nie wiem, ale w XIX wieku chyba nie było w powszechnym użyciu słowo „wkurzać”? A Józia się wkurzała. Choćbym bardzo przymykała oko, to miejscami i tak było nienaturalnie i bardzo tej stylizacji brakowało. I zdania nie zmienię. Mam oczywiście świadomość, że nie byłaby to sprawa prosta, ale szkoda, że autorka chociaż nie spróbowała, chociaż odrobinę.

Mimo wszystko nie żałuję czasu poświęconego na lekturę „Szukaj mnie”. Jest to powieść pełna emocji oraz realiów historycznych, a takie zawsze znajdą u mnie miejsce. Zachęcam do poznania losów Józi, odważnej, dzielnej i nietuzinkowej kobiety, której przyszło żyć w niełatwych czasach. A jednak wykazała się siłą, która pozwoliła jej u schyłku życia powiedzieć sobie, że doświadczyła spełnienia.         

Wyzwanie: „Polacy nie gęsi”.

13 komentarzy:

  1. Ja nie wiem, jaki powinien być ton narracji w XIX wieku, gdyż praktycznie wcale nie czytuje książek historycznych, więc nie mam rozeznania, dlatego też oceniłam tę książkę znacznie bardziej pozytywnie niż ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja w sumie też nie wiem, bo to nie moja ulubiona epoka, ale czytając, nasunęło mi się skojarzenie choćby z prozą Anny J. Szepielak, u niej jest ta stylizacja, której się tak uczepiłam;)

      Usuń
  2. hmm, nie wiem ja się jeszcze chyba zastanowię nad tą książką, nie jestem do końca przekonana, czy by mi się podobała..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moimi uwagami na temat języka się nie zrażaj, może to tylko moje czepialstwo. Ale już nad fabułą musisz pomyśleć sama, czy by Ci się spodobała;)

      Usuń
  3. No i mam mieszane uczucia, skoro masz kilka zastrzeżeń to mnie już odbija od chęci przeczytania;) w dodatku tak nieoficjalnie postanowiłam wziąć się i przeczytać książki z tamtego roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to ja też powinnam trochę swoich zaległości nadrobić;)

      Usuń
  4. Stylizacja językowa jest bardzo ważna i na pewno taka niedbałość kłuje w oczy. Mimo wszystko jednak przeczytałabym tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze, bo nie chciałam zniechęcać;)

      Usuń
  5. Tym razem nie skorzystam z proponowanej przez Ciebie książki, chociaż recenzja jak zwykle świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz widzę ten tytuł, ale mimo wad dałabym szansę tejże książce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to, co ja uznałam za wadę, Tobie nie będzie przeszkadzać:)

      Usuń
  7. Książkę przeczytałam. Polecam! Na leniwe wieczory idealna, chociaż nie tylko :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.