piątek, 9 stycznia 2015

Cezary Łazarewicz "Sześć pięter luksusu"



Cezary Łazarewicz „Sześć pięter luksusu. Przerwana historia Domu Braci Jabłkowskich”, Znak 2013, ISBN 978-83-240-2047-8, stron 240

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że gdy tylko w opisie jakiejś książki zobaczę magiczne słowo „przedwojenny/a/e”, natychmiast uznam, że jest to lektura w sam raz dla mnie. I tak właśnie było z reportażem „Sześć pięter luksusu” Cezarego Łazarewicza. „Przerwana historia Domu Braci Jabłkowskich” opisuje losy właścicieli warszawskiej kamienicy, która stała się słynna na całą Europę. Śmiało można powiedzieć, że prężnie działający tam dom towarowy dorównywał stylem i rozmachem innym tego typu, światowym przybytkom. Historia ekskluzywnego magazynu, który zaczął swoje istnienie od trzyszufladowej komody cioci Anieli, skupia w sobie jak w soczewce polskie dzieje: bankructwo, gwałtowny rozwój w międzywojniu, a potem brutalność PRL-u i luki bądź nieskuteczność dzisiejszego prawa, które nie pozwalają na happy end. Opowieść o wzlotach i upadkach rodu Jabłkowskich czyta się jak najlepszą powieść obyczajowo-sensacyjną. A to przecież samo życie...

Aż trudno uwierzyć, że taka spektakularna historia zaczęła się od wstydliwego i bolesnego upadku seniora dynastii, Józefa. W wieku sześćdziesięciu lat musiał zaczynać wszystko od nowa. Z właściciela spółek stał się pracownikiem najemnym, prowadzącym z całą rodziną życie skromne, w surowych warunkach. Nigdy jednak nie skarżył się na swój los i tego samego uczył swoje dzieci: ciężką pracą i obowiązkami mają spełniać patriotyczne wymagania, budować nową Polskę. Pilnie wsłuchując się w przykazania ojca potomkowie wiedzieli, że muszą działać razem. Najpierw była więc spółka rodzinna Towarzystwo Braci Jabłkowskich, czyli „rodzinna kasa zapomogowo-pożyczkowa, do której pieniądze w formie składek mieli wpłacać wszyscy z rodzeństwa Jabłkowskich, ale też i wszyscy mogli z nich korzystać. Towarzystwo miało obracać kapitałem rodzinnym i pomnażać go” (str. 31). Z czasem pojawiła się myśl o handlu, a kierownikiem sklepu miała zostać Aniela. Gdy klientela rosła, a towaru także przybywało, zrodziła się konieczność posiadania większego lokalu. Wreszcie podjęto decyzję o budowie własnego domu towarowego, a na jego lokalizację wybrano Bracką 25.

Trzeba przyznać, że Łazarewiczowi udało się oddać ten powiew luksusu, jaki musiał czuć klient stojący na progu Domu Braci Jabłkowskich. Ekskluzywne towary każdego rodzaju zgromadzone w jednym miejscu, tak by kupujący nie musiał już udawać się nigdzie indziej; służący radą i pomocą wykwalifikowany i uprzejmy personel, który zakupy spakuje i bez dopłaty wyśle do domu kurierem; pokazy mody; teatrzyk dla dzieci; kawiarnia na dachu budynku; reklamy świetlne, katalogi i wystawy nie pozostawiane przypadkowi. To wszystko naprawdę musiało robić wrażenie. Gdy dodać do tego wspomnienia pracowników na temat swoich pracodawców, nietrudno dojść do wniosku, że Dom Braci Jabłkowskich był przedsiębiorstwem rodzinnym nie tylko dlatego, że prowadziły go osoby połączone więzami krwi.

Tym bardziej ogarnia człowieka wściekłość i żal, gdy czyta o powojennych losach Domu. Uwielbiam PRL za jego walory artystyczne, za barwne osobowości kultury, ale naprawdę, im więcej czytam o tym, co wyprawiała władza „ludowa”, to faktycznie aż się nóż w kieszeni otwiera. Relacja z bitwy o handel i z bezprawia, jakim było odebranie kamienicy oraz naliczanie jakichś horrendalnych opłat czy podatków, wstrząsa do głębi, a jednocześnie przejmuje taką zwyczajną bezradnością i bezsilnością, gdy czytelnik postawi się na miejscu rodziny. Gdyby to jeszcze ta walka o odzyskanie majątku miała inne oblicze, to może dałoby się to jakoś zrozumieć, pogodzić się i iść naprzód. Ale tak...?

„Sześć pięter luksusu” to książka wyjątkowa. Bo choć jest opowieścią o kamienicy, o budynku, o sklepie, to tak naprawdę jest historią ludzi, którzy własnym ogromnym wysiłkiem nie tylko do czegoś w życiu doszli, ale też zrobili dużo dobrego dla innych. Paradoksem jest to, że wszystko zabrała rodzinie Jabłkowskich władza, która chełpiła się troską o obywatela i równym jego traktowaniem. Dziękuję autorowi, że napisał tę książkę i że przybliżył mi tak interesującą historię.        

Wyzwanie: „Polacy nie gęsi”.


12 komentarzy:

  1. Chętnie przeczytam, tym bardziej, że polski autor, a książka mnie zaciekawiła!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwna jest okładka tej książki. Jakoś mnie nie zachwyca. Sama fabuła również nie przykuła mojej uwagi, więc jednak dam sobie spokój z tą pozycją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widok wnętrza sklepu.
      Jasne, rozumiem, że nie trafiłam w Twoje upodobania;)

      Usuń
  3. Zwróciłam już kiedyś uwagę na tę książkę, jednak o niej zapomniałam, poszukam w bibliotece przy najbliższej okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem warto jej poszukać;)

      Usuń
  4. Z chęcią poznałabym tę historię, gdyż wcześniej o niej nie słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie aż dziw, że nie jest o niej głośno.

      Usuń
  5. Nie sądziłam, że można mnie zainteresować historia domu towarowego, a tu proszę. :D
    Bardzo lubię takie historie zwykłych ludzi, które pokazują jak zaczynając od niczego można dojść do naprawdę wielkich sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz. A wiesz, jaką ja mam dzięki temu satysfakcję? :)

      Usuń
  6. Ty pisz w pierwszych akapitach swoich recenzji, że książka jest przedwojenna a ja mogę już również sięgać po nie w ciemno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się więc, że łączą nas te same upodobania:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.