sobota, 17 stycznia 2015

Kimberley Freeman "Zatoka Latarni"



Kimberley Freeman „Zatoka Latarni”, Nasza Księgarnia 2015, ISBN 978-83-10-12590-3, stron 496. Premiera: 21.01.2015.

Początek XX wieku. Isabella Winterbourne jest tak nieszczęśliwa, jak tylko może być kobieta, która straciła dziecko. Jej synek Daniel żył tylko piętnaście dni; nie dana mu była szansa, by stać się słodkim niemowlakiem, a potem ciekawym świata chłopczykiem. A Isabelli nie dano nawet możliwości pożegnania się z nim i należytego przeżycia żałoby. Ale ona w niej trwa, choć minęły już trzy lata, bo czas wcale nie leczy ran. Bólem reaguje na słowa, że przecież jeszcze będzie miała dzieci – czy tak trudno pojąć, że może i tak, ale to nie będzie Daniel, że jego nikt nie zastąpi? Młoda kobieta jest w swoim żalu sama, rodzina męża i on sam uważają, że Isabelli wygodnie trwać w takim stanie i że to ona sama nie chce zmienić swojego zachowania. Na pokładzie statku, którym pani Winterbourne udaje się z Arthurem w podróż do Australii, by przekazać pewien cenny dar, dociera do niej w pełni, że mąż jest jej całkowicie obcy. Rozmyślania nad swoim losem przeplata z modlitwami, bo pogoda na oceanie robi się coraz bardziej niespokojna. Aż wreszcie przychodzi przerażający sztorm... Isabella budzi się na plaży. Jest sama.

Druga dekada XXI wieku. Libby Slater właśnie straciła ukochanego człowieka, po którym nawet nie może publicznie zapłakać; swój smutek musi ukrywać, bo nie miała do Marka praw, była jego kochanką, a on nigdy nie planował rozstać się z żoną. Decyduje się opuścić Paryż, który tak bardzo kojarzy jej się ze szczęśliwymi chwilami, i wrócić do Australii, do Lighthouse Bay, skąd pochodzi i gdzie Mark zostawił jej dom. Mieli polecieć tam razem, ale ona ciągle to odwlekała, a teraz już nigdy do tego nie dojdzie. Libby czuje, że musi wrócić do tragicznych wydarzeń z przeszłości i uzyskać przebaczenie swojej siostry Juliet. Nie będzie to łatwe, między nimi padło wiele przykrych słów...

Kimberley Freeman jest autorką powieści „Wzgórze Dzikich Kwiatów”, które kiedyś przyciągały mnie jak magnes i nie puściły, dopóki ich nie przeczytałam. Czy zauroczyła mnie okładka, czy zaintrygował opis, do dziś nie umiem rozgryźć, skąd taki pęd do tej książki, ale intuicja mnie nie zawiodła i „Wzgórze...” było jedną z najlepszych powieści przeczytanych przeze mnie w 2013 r. Zapowiedź nowej książki autorki mnie zelektryzowała i czekałam na nią z ogromną niecierpliwością. Rzuciłam wszystko inne, gdy ją dostałam i pochłonęłam w przeciągu jednego dnia. I jestem pewna jednego: „Zatoka Latarni” podzieli wyśmienity los swojej poprzedniczki i także zapisze się mojej pamięci jako porywająca powieść.

Freeman konstruuje swoje opowieści na bazie dwóch płaszczyzn czasowych, które w jakiś sposób łączą się ze sobą. Jako gorliwą wielbicielkę fabuł historycznych, ekscytował mnie rok akcji jednej z nich: 1901. Z radością przyznam od razu, że to, czego najbardziej obawiam się przy tego rodzaju narracjach, czyli że część współczesną będę chciała przebrnąć jak najszybciej, by wrócić do tej pochłaniającej mnie bardziej, tutaj nie wystąpiło. Autorka obydwie warstwy skomponowała idealnie, tak dobierając cechy postaci oraz wydarzenia z ich udziałem, że wszystko harmonijnie się uzupełniało. Można z pełnym przekonaniem stwierdzić, że to, iż Freeman jest pisarką, nie jest dziełem przypadku – ma talent i potrafi zrobić z niego użytek. Ku uciesze czytelników, a zwłaszcza miłośniczek takich historii. 

Myślę, że ogromne znaczenie w odbiorze ma także umiejętność wiarygodnego kreowania emocji bohaterów. Australijka (urodzona w Londynie, od trzeciego roku życia mieszkająca w Australii) czyni to w taki sposób, że angażuje nas w ich losy i sprawia, że to, co oni przeżywają, staje się naszym przeżyciem. W „Zatoce Latarni” wydaje się, że na pierwszy plan wysunie się doświadczenie straty. Isabella traci dziecko, wyczekane i wytęsknione, które miała przy sobie tak boleśnie krótko – Libby nagle staje w obliczu samotnego życia, bez człowieka, który wypełniał jej świat przez dwanaście lat, nawet jeśli wspólne chwile musieli kraść codzienności. Z czasem jednak okaże się, że obie kobiety mają w sobie moc, która potrafi pomóc uporać się z traumami przeszłości i ruszyć naprzód. Obie są silne jeszcze jednym: własną rodziną. Szczególnie na przykładzie Libby Freeman pokazuje, że bliskie osoby mogą dzielić mury wydawałoby się nie do obalenia, ale istnieje coś ponad nie - to wspólnota wynikająca z więzów krwi, której nie da się ot tak przekreślić. I to ona jest w stanie skruszyć ten narosły mur...

Kimberley Freeman swoją drugą książką wzięła mnie całkowicie w swoje władanie. Poddałam się pięknu snutej przez nią opowieści. Wyobrażałam sobie, że znajduję się obok latarni takiej jak okładkowa, a przed oczyma mam wspaniały, australijski krajobraz, który tak bardzo chciałabym kiedyś zobaczyć. To dzięki plastyczności pióra autorki mogłam przenieść się w czasy historycznej i współczesnej Australii. I była to podróż niezapomniana.  

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

http://nk.com.pl/


24 komentarze:

  1. Choć są w tej książce czasy historyczne (za którymi niezbyt przepadam), to jest również i współczesna Australia, a to powoduję, że mam ochotę poddać się tej podróży i poznać bliżej tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczucia w wątku historycznym są na tyle uniwersalne, że spodobałyby Ci się, tak przypuszczam:)

      Usuń
  2. Czekam na premierę, fabuła niezwykle zachęcająca do czytania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam Cię, że fabuła ma jeszcze wiele innych ciekawych wątków, o których nie napisałam, żeby nie przedobrzyć;)

      Usuń
  3. Czekam na nią z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię takie powieści, gdzie przeszłość z dobrze odzwierciedlonymi realiami historycznymi przeplata się ze współczesnością. Poza tym podoba mi się umiejscowienie akcji w Australii, to dopiero ciekawa czytelnicza podróż. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda, to prawda. Wszystkie książki z Australią w tle są u mnie mile widziane:)

      Usuń
  5. Matko, ta okładka mnie po prostu urzekła. I podczas czytania Twojej recenzji, poczułam klimat książki. Ta latarnia mnie kupiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna jest, prawda? Można się tak na nią patrzeć i patrzeć;)

      Usuń
  6. Cóż mogę powiedzieć, bardzo zachęcająca rekomendacja, z pewnością będę miała na uwadze tę książkę, choć z autorką nie miałam jeszcze styczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakładam, że gdy już poznasz jedną z tych powieści, drugiej na pewno nie odpuścisz;)

      Usuń
  7. Koniecznie muszę przeczytać, czytałam autorki "Wzgórze Dzikich Kwiatów" i byłam książką zachwycona, mam nadzieję że i ta tak samo przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że inaczej być nie może;)

      Usuń
  8. Nie znam jeszcze książek tej autorki, ale czuję się bardzo, bardzo zachęcona.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czasem lubię sięgnąć po takie historie, jakiś czas temu bardzo mile zaskoczył mnie chociażby "Irlandzki sweter" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, "Irlandzkim swetrem" też byłam zauroczona:)

      Usuń
  10. Najpierw pragnę przeczytać "Wzgórze Dzikich Kwiatów", które od dawna czeka na półce, ale później pewnie sięgnę i po tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nie czekaj dłużej z lekturą tej pierwszej, szkoda, żeby taka dobra książka leżała na półce;)

      Usuń
  11. Uwielbiam retrospekcje - więc pewnie bym nie wzgardziła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie jest to powieść do wzgardzenia;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.