piątek, 30 maja 2014

Sarah Lotz "Troje"


Sarah Lotz „Troje”, Akurat 2014, ISBN 978-83-7758-0, stron 480

Przed Pamelą May Donald wyprawa życia: podróż do córki, która od dwóch lat mieszka w Japonii. Dla kobiety, która całą swoją egzystencję oparła o jedno miejsce, jest to nie lada wyzwanie, ale tak bardzo tęskni za Joanie. Ostatecznie stwierdziła, że na pewno sobie poradzi, że będzie to przygoda, o której będzie mogła opowiadać sąsiadce i przyjaciółce z kościoła, do którego razem należały, jako wierne słuchaczki pastora Lena Vorheesa. Oczywiście, że bała się lotu samolotem, ale przecież nic złego nie mogło się stać, nie takiej zwyczajnej osobie, jak ona. Ale jednak się stało. Huk, jaki w pewnym momencie się rozległ, nie zwiastował niczego dobrego. Gdy Pamela odzyskuje przytomność, widzi wokół siebie poskręcane części samolotu i coś jeszcze. Desperacko mobilizuje siły, odnajduje telefon i nagrywa ostatnie słowa, wiadomość, która doprowadzi do nieprzewidzianych i niespotykanych wydarzeń.


W tym czasie, gdy umierała Pamela, doszło do trzech innych wypadków lotniczych. Jak to możliwe, żeby w jednej chwili na czterech kontynentach, w XXI wieku, przy takim poziomie zaawansowania technicznego, rozbiły się maszyny uchodzące za bezpieczne, grzebiąc setki ludzi? I jakim cudem masakry te przeżyło troje dzieci? Wychodząc z nich bez większego uszczerbku na zdrowiu? Zainteresowanie Trojgiem jest ogromne i przekracza wszelkie granice. Wkrótce dla swoich korzyści zaczynają je wykorzystywać także różnej maści fanatycy religijni. Powstała sekta pamelistów dochodzi do wniosku, że musi być jeszcze jedno dziecko, które przeżyło i które należy odnaleźć. Rozpoczyna się wyścig z czasem, a napięcie narasta.

„Troje”, książka obwołana literackim fenomenem, ciesząca się zdobytą błyskawicznie popularnością i mianem bestsellera, we mnie wywołała dość mieszane uczucia. Gdy niespodziewanie otrzymałam jej pierwszy rozdział (we wzbudzającej lekką grozę czarnej kopercie i zobowiązaniem do zachowania tajemnicy), obawiałam się, że fabuła może nie do końca odpowiadać moim oczekiwaniom, ale jednocześnie przeczytałam go niemalże z wypiekami na twarzy, a poziom zaintrygowania sięgnął maksymalnego możliwego pułapu – wiedziałam, że muszę przeczytać całość, żeby dowiedzieć się, co było dalej. Ten początek jest skonstruowany tak fantastycznie, że prawie uwierzyłam, iż wydarzenia Czarnego Czwartku miały miejsce naprawdę (i tylko wiara we własną pamięć i jako takie rozeznanie w tym, co się dzieje na świecie sprawiły, że nie pognałam przeszukiwać zasobów sieciowych w celu znalezienia czegoś na ten temat, bo takiej sytuacji na pewno nie dałoby się przegapić i o niej zapomnieć).

Gdy dostałam finalny egzemplarz „Troje”, szybko okazało się, że jest to niejako książka w książce. Dziennikarka i pisarka Elspeth Martins opublikowała dokument „Czarny Czwartek. Od katastrofy do spisku. Analiza fenomenu Trojga” i to właśnie on stanowi sedno powieści. Co się z tym wiąże, narracja jest wieloosobowa i niejednolita. Mamy tutaj wspomnienia członków rodzin dzieci, które ocalały; relacje osób z ich otoczenia; artykuły prasowe, zapisy rozmów z czatów, maile, transkrypcje nagrań. Moim zdaniem jest to najmocniejszy atut powieści Sarah Lotz. Tak skonstruowana fabuła bardzo przypadła mi do gustu, dobrze odnalazłam się w takiej konwencji i ani przez moment się nie nudziłam. Ta wielowymiarowość zdała egzamin.

Natomiast problem mam z samym wytłumaczeniem katastrof, czyli istotą treści. Po pierwsze, nie jest ono jasno i klarownie podane, więc po zakończeniu lektury zostaje się z wiedzą niepełną i milionem pytań, ale wyczytałam już, że pisarka planuje kontynuację, więc ten fakt uzasadniałby takie zakończenie. Po drugie, jako realistka twardo stojąca na ziemi, raczej niewierząca w nic, czego nie dałoby się wytłumaczyć naukowo (nie wchodząc tutaj w kwestie religijne), nie do końca potrafiłam się odnaleźć w rozwiązaniach, jakie zastosowała autorka, pozostałam wobec nich zdystansowana. Jednocześnie jednak byłabym skłonna uwierzyć w taką masową histerię, jaka ogarnęła ludzi, a w konsekwencji doprowadziła do radykalnej zmiany na scenie politycznej i dojścia do władzy tych, którzy mówili to, co spanikowani ludzie chcieli usłyszeć. Prawda, że można się zgubić nawet we własnych odczuciach po lekturze? U mnie to nastąpiło.

Nie wiem, czy „Troje” zasługuje na aż takie zainteresowanie i szum medialny, a obwoływanie go arcydziełem jest, moim zdaniem, na wyrost. Ale wcale nie oznacza to, że żałuję czasu, który mu poświęciłam. Sarah Lotz napisała powieść na przyzwoitym poziomie, ciekawie pomyślaną, sprawnie łączącą wszystkie wątki, dla mnie osobiście również inną od tego, co do tej pory czytałam. Nie określę grupy docelowej i najwłaściwszych odbiorców tej książki, każdy musi sam zdecydować, czy chce się dowiedzieć, jak wyglądał Czarny Czwartek i co ze sobą przyniósł.     


http://www.wydawnictwoakurat.pl/

Za egzemplarz recenzencki, przekazany przez Wydawnictwo Akurat, bardzo dziękuję Panu Rafałowi Pikuła z Business & Culture.

24 komentarze:

  1. Czytałam ten tajemniczy pierwszy rozdział, zaintrygował mnie, dlatego chętnie przeczytam tę książkę, nawet jak daleko jej do arcydzieła :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy rozdział rzeczywiście przykuwa uwagę nieprzeciętnie i pod względem przyjemności z lektury oceniam ją wysoko:)

      Usuń
  2. Zawsze tak jest, że książki najbardziej medialne wcale nie zasługują na miano najlepszych :) Ale i tak mam na nią jakoś chęć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj, choćby dla wyrobienia sobie zdania:)

      Usuń
  3. No cóż, mając do czynienia z medialnym szumem człowiek oczekuje po lekturze trzęsienia ziemi, a wtedy, nawet gdy książka jest naprawdę dobra, czuje się rozczarowanie czy choćby niedosyt. Taka nachalna reklama to niedźwiedzia przysługa wyświadczona autorowi moim zdaniem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Twoim zdaniem i jest to pewnie temat na szerszą dyskusję, bo odwracając sytuację zastanawiam się czasem, dlaczego słabą promocję mają książki według mnie rewelacyjne, o których naprawdę powinno być głośno.
      Może szczególnego niedosytu czy rozczarowania nie czuję, bo tego dystansu, o którym wspominam, mogłam się spodziewać, znając swój gust; na szczęście forma powieści mi to wynagrodziła:)

      Usuń
  4. Mega arcydzieło to to nie jest, jednak fabuła i specyficzny sposób jej przedstawienia jest bardzo interesujący. Na mnie książka zrobiła niesamowite wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, arcydzieło nie, ale jednak czyta się świetnie:)

      Usuń
  5. W dalszym ciągu zastanawiam się, czy chcę po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to już musisz zdecydować sama;)

      Usuń
  6. Książkę już mam na półce. Nastawiam się na dużą dawkę rozrywki, niczego więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I myślę, że przyjęłaś słuszne założenie:)

      Usuń
  7. Skończyłam niedawno czytać ,,Cięcie'' z tego wydawnictwa, który podobnie jak ,,Troje'' posiada całkiem spory szum medialny, ale muszę przyznać, że jakoś zachwytów wielkich nie było i myślę, że te peany pochlane trochę są na wyrost.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę tak, dobra książka, ale bez przesady, są lepsze;)

      Usuń
  8. Chętnie zagłębię się w tę lekturę :) Bardzo mnie przekonałaś! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje wątpliwości Cię nie zniechęciły;)

      Usuń
  9. Ależ ta książka ma reklamę! W kilku innych recenzjach również czytałam o wadach tej książki, ale nadal mam ochotę na jej lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli uważam, że reklama jest trochę na wyrost wobec treści, to jednocześnie przyznaję, że Wydawnictwo stanęło na wysokości zadania, żeby tak zainteresować czytelników:)

      Usuń
  10. Nie mogę doczekać się momentu, kiedy sama będę mogła przekonać się, jakie wrażenie wywrze na mnie ta powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno przeczytam Twoją recenzję:)

      Usuń
  11. Rozczarowała mnie poczta polska, gdyż egzemplarz idzie do mnie już niemal 2 tygodnie i dotrzeć nie może :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na swój też długo czekałam.

      Usuń
  12. Książka już za mną, miejscami trochę mnie nużyła. Ale ogólnie była była zła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W paru recenzjach spotkałam się z takim stwierdzeniem, a u mnie znużenie się nie pojawiło;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.