środa, 7 maja 2014

PRZED PREMIERĄ: Magdalena Witkiewicz "Szczęście pachnące wanilią"


Magdalena Witkiewicz „Szczęście pachnące wanilią”, Filia 2014, ISBN 978-83-7988-087-4, stron 280

Biedny Bachor, czyli Zuzanna Wolicka, lat prawie jedenaście, wiecznie ma pełne ręce roboty, bo otaczających ją dorosłych nawet na chwilę nie można pozostawić samym sobie i tylko ona musi o wszystkim myśleć. Ostatnio powzięła decyzję, że będzie panną roztropną, teraz martwi się, bo jej ukochany Milaczek cudzołoży, czyli śpi w cudzym łóżku, a konkretnie to jej własnego ojca, Jacka. Dobrzy by było, żeby mieli wspólne, wtedy obawy Zuzy, że Milenka pójdzie do piekła i się we trójkę nie spotkają, zostałyby rozwiane. Razem z drugą ubóstwianą przyjaciółką, Zosieńką Kruk, muszą działać, bo Jacek z Milenką to by się tak mogli prowadzać jeszcze długo, a przecież nie ma na co czekać. Katalog z biżuterią będzie jednym z narzędzi wykorzystanych przez dziewczynkę.

Ada Olechowska prowadzi cukiernię i samotnie wychowuje synka. Z tym drugim radzi sobie lepiej, bo jako bizneswoman to ciut gorzej. A może raczej brakuje jej klientów; wprawdzie na kawę i babeczkę z truskawką zawsze ktoś wpadnie, a jej niezrównane torty cieszą się uznaniem, ale to ciągle za mało, by popłacić wszystkie rachunki. Ada będzie musiała wynająć część lokalu, jakim dysponuje, a podczas pewnego spotkania w damskim gronie rozwinie się pomysł na kawiarnię dla matek z dziećmi.

Opiekę nad nimi miałaby sprawować Natalia Kalinowska, z wykształcenia pedagog, a obecnie matka na cały etat. Mikołaja i Zosię kocha nad życie, ale jest już zmęczona tym, że nie ma wsparcia ze strony męża, który uważa, że cóż ona ma takiego do roboty przez cały dzień, że nie może wstawać do dzieci w nocy; a przecież to on chodzi do pracy i musi być wypoczęty. A Natalia wolną chwilę – i to dosłownie chwilę – ma tylko w toalecie.

Do kawiarni Ady zagląda też Karolina Nogalska, samotna pani psycholog, która w każdym mężczyźnie widzi materiał na terapię, oraz Magda Kondracka, dentystka, matka Amelki i Michałka, żona Adama, który właśnie przechodzi kryzys wieku średniego w związku ze zbliżającą się czterdziestką; nowe auto, w którym absolutnie nie wolno siadać w dżinsach, bo mogą zabrudzić jasną tapicerkę, jest tylko jednym z jego przejawów.

Na każdą książkę Magdaleny Witkiewicz czekam z niecierpliwością, mając pewność, że czeka mnie spora dawka przyjemności, ale i subtelnie podanych refleksji. „Szczęście pachnące wanilią” to powieść, która jest jak powrót do domu, ponieważ spotykamy naszych dobrych znajomych: Milaczka, Zuzę i Zosieńkę. Ta książka jest po prostu cudowna – jej lekturze towarzyszył stały uśmiech; nieraz też popłakałam się ze śmiechu, bo komizmu sytuacyjnego, jak i słownego, nie brakuje, a wręcz jest go pełno. Oczywiście zasługa w tym bohaterów; do bezkonkurencyjnego Bachora dołączył Niunio Kondracki i jego starsza siostra - oboje bystrzy, lubiący zadawać pytania i dzielić się swoją wiedzą z otoczeniem w najmniej odpowiednich momentach. Z dorosłych postaci największą uciechę wzbudza tatuś Niunia, za to w osobie jego teściowej pisarka wprowadziła, z przymrużeniem oka, cechy prawdziwie czarnego charakteru. Najchętniej wymieniłabym wszystkie te sceny, które tak bardzo przypadły mi do gustu i idealnie wpasowały się w moje poczucie humoru, ale nie chcę pozbawiać Was tej przyjemności, przeżyjcie ją sami, a na pewno będziecie zadowoleni.

Oczywiście Magdalena Witkiewicz nie byłaby sobą, gdyby nie chciała nam przekazać czegoś głębszego. Kolejny raz dotyka relacji nie tylko damsko-męskich, ale teraz też rodzinnych. Pokazuje, jak zmienia się rzeczywistość, gdy do dwójki dołącza ten trzeci, malutki ktoś, któremu trzeba poświęcić wszystkie siły, by niczego mu nie brakowało, zwłaszcza gdy dopiero niedawno pojawił się na świecie. Gdy dzieci dorastają, a w związek ich rodziców często wkrada się rutyna, bo przedszkole, szkoła, rozrywki, praca i trudno w tym zabieganiu znaleźć czas dla siebie, by po prostu pobyć razem, bez myślenia, co jeszcze jest w planie do wykonania. Pisarka nie omieszkała też wspomnieć o relacjach dorosłych dzieci z rodzicami, którzy zawsze wiedzą lepiej, co jest dla nich dobre i czasem obierają dziwne metody postępowania, jak mama Magdy Kondrackiej.

Witkiewicz ze zrozumieniem i ciepłem podchodzi do rozterek, jakie towarzyszą pewnie każdej matce: jak pogodzić wszystkie role, by czuć się spełnioną. I to ciągłe rozdwojenie - z jednej strony kobieta chce iść do pracy, mieć coś swojego, sprawdzać się na jakimś polu, ale wtedy dopadają ją wyrzuty sumienia, że nie poświęca dzieciom tyle czasu, ile faktycznie by chciała. I tak przez cały czas, aż do matury, albo i dłużej... Jednocześnie pisarka dotknęła najczulszych stron mojej duszy, ożywiając tkwiący jeszcze w uśpieniu instynkt i tęsknotę za dzieckiem – szczególnie poruszyła mnie scena, gdy do Natalii siedzącej z Zosią na ręku, przytulił się synek, dotykając ją zimnym stópkami; i choć wcześniej miała napad paniki i uaktywnił się baby blues, to jednak poczuła, że jest szczęśliwa. Nie ukrywam, wzruszyłam się; ten epizod tchnął pięknem i uniwersalną prawdą, że czasem uśmiech dziecka potrafi odegnać wszelkie smutki.

Nie wiem, jak ona to robi, ale Magdalena Witkiewicz otula mnie swoim słowami, jak kokonem; wśród nich czuję się swojsko i bezpiecznie, i wcale nie chcę opuszczać świata stworzonego przez jej wyobraźnię. Czytając „Szczęście pachnące wanilią”, miałam wrażenie, jakby tę opowieść snuła mi najlepsza przyjaciółka, dostarczając powodów i do śmiechu, i do ciepłych łez wzruszenia. A wszystko to w unoszącym się wokoło słodkim aromacie wanilii.       

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Magdalenie Witkiewicz i Wydawnictwu Filia. 


Wyzwania: „Czytamy powieści obyczajowe”, „Polacy nie gęsi”.   

26 komentarzy:

  1. Brzmi całkiem ciekawie, ale ja na razie nie mam czasu. Muszę najpierw nadrobić bieżące zaległości czytelnicze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, ale pamiętaj o niej;)

      Usuń
  2. Jak ja czekam na tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się wcale, bo jest na co:)

      Usuń
  3. Książka zapowiada się świetnie, więc mam nadzieję, że będę mogła poznać ją jak najszybciej. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się bardzo ciekawa lektura ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię ksiażki pani Magdy, w tej przeszkadza mi tylko cukierkowa okładka, ale pasuje do konwencji. Z pewnością sięgnę, to tylko kwestia czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się okładka bardzo podoba:)

      Usuń
  6. Uwielbiam wanilię i lubię prozę autorki, czego chcieć więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko tego, żeby egzemplarz szybko wpadł Ci w ręce:)

      Usuń
  7. Nęci mnie ta książka bardzo i chyba się zdecyduję na zakup. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mówię,że nie, ale kurcze no teraz mam tyle do przeczytania;) fajna ta okładka co nie?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest śliczna:) Właśnie dlatego, że taka słodka, to mi się podoba;)

      Usuń
  9. Na pewno przeczytam, ale nieprędko, bo czekają na mnie egzemplarze recenzenckie i trochę czasu mi zajmą :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O rany! Ale pięknie o niej napisałaś. Aż żałuję, że nie znam poprzednich i w ogóle żadnych książek autorki, ja to muszę zmienić! Gratuluję recenzji przedpremierowej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Już niedługo zapoznam się z autorką, przyniosłam z biblioteki "Ballada o ciotce Matyldzie" może następna w kolejności będzie "Szczęście pachnące ..." :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z "Ballady..." najbardziej kocham Olusia;)

      Usuń
  12. Podoba mi się bardzo, od razu leci na lubimyczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zapewne przeczytam, tylko jeszcze nie wiem kiedy :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.