poniedziałek, 5 maja 2014

Anna Włodarczyk "Zapach truskawek. Rodzinne opowieści"



Anna Włodarczyk „Zapach truskawek. Rodzinne opowieści”, Black Publishing 2014, ISBN 978-83-7536-733-1, stron 325

Pokażę Wam na własnym przykładzie, jak wygląda natura zodiakalnego Bliźniaka. Dwoistość tego znaku zauważam u siebie bardzo często, widoczna jest ona także pod względem podejścia do kulinariów. Nie ukrywam, że nie lubię gotować, albo może inaczej, czasem miałabym ochotę poeksperymentować w kuchni, gdyby nie fakt, że trudno pogodzić upodobania moje – wielbicielki makaronów – i mojego męża, miłośnika ziemniaków. Kończy się to tak, że zniechęcona sięgam po sprawdzone, najprostsze przepisy, daleka od jakichkolwiek innowacji. Natomiast specyficzne jest to, że uwielbiam oglądać programy kulinarne w telewizji, przeglądać książki kucharskie czy zerkać na przepisy w gazetach; doskonale czuję się także przy okazji lektur powieści z rozbudowanym tłem kulinarnym. Kiedy zobaczyłam zapowiedź książki Anny Włodarczyk, z piękną okładką rodzącą tęsknotę za latem, wiedziałam, że nie będę w stanie się jej oprzeć.   

Autorka, trzydziestolatka z Gdańska, z wykształcenia prawnik, od 2007 r. udziela się na blogu strawberriesfrompoland.blogspot.com (oczywiście już na niego zajrzałam i od teraz będę jego stałym bywalcem), a jej wpisom towarzyszą cudne zdjęcia. Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że kuchnia to prawie całe jej życie. Miłością do niej, ale nie tylko – bo powiedziałabym, że to opowieść o pasji życia – dzieli się teraz w swojej publikacji, a książkę napisać chciała zawsze. To zbiór historii podzielonych na pory roku, którym towarzyszą receptury na dania proste i lekkie, ale też te wymagające więcej czasu i poświęcenia. Można je czytać dowolnie, na wyrywki, lub w całości, tak jak ja to uczyniłam, bo niby czemu miałabym sobie odmówić takiej przyjemności? Podane przepisy przypadły mi do gustu, niektóre wydały mi się bardzo intrygujące, jak np. na sernik czekoladowy z chili, wytrawny keks, łososia w migdałowo-pomidorowej skorupce czy grzanki z gruszką curry, cebulą i serem pleśniowym, jeszcze kilka innych miałabym ochotę wypróbować (i szczerze mam nadzieję, że nie skończy się to jak zwykle...).

W książkach takich jak ta, szukam głównie tego akcentu piękna, z jakim ktoś opowiada o swojej pasji. Anna Włodarczyk robi to genialnie – z wdziękiem, prostotą, klimatem; wie, jak budować nastrój i nawet zwyczajny, wydawałoby się przyziemny i codzienny, opis parzenia kawy tchnie czymś ulotnym i fascynującym, bo doprawiony jest miłością. Dużo w autorce sentymentu do dzieciństwa, do czasu spędzanego z dziadkami, z którymi łączyła ją silna więź. Uwielbiam delektować się takimi wspomnieniami, może dlatego, że te obrazki dają mi wrażenie sielankowości, a może czasem sama tęsknię do tych beztroskich lat dziecięcych, kiedy radość sprawiały najmniejsze drobiazgi. Podoba mi się również podejście pani Ani do świata, jej starania, by celebrować chwile, zwłaszcza te spędzane z bliskimi. Z kreślonych jej ręką wizji jasno widać, jak wiele siły jej to daje, ale też, jak bardzo rodzina i dom ją ukształtowały. Może brzmi to trochę banalnie, ale jednak w „Zapachu truskawek” mocno rzuca się to w oczy. Ale podziwiam autorkę także za to, że w tak czarowny sposób oddała miłość do swoich bliskich, bez nadmiernej tkliwości i słodkości, stawiając jednak na ciepło i wartości. Nie unikała wszak tematów trudnych i szczerze wzmiankowała o relacjach z własnym ojcem. Daje to element jej otwartości i zaufania do swoich czytelników.

Z pasją gotowania związane jest także uwielbienie starych książek kucharskich. Włodarczyk przywołuje wielkie nazwiska tych, na których poradach kształciły się kolejne pokolenia gospodyń. Bo któż z nas nie słyszał choćby raz o Lucynie Ćwierciakiewiczowej czy Marii Disslowej? Nawet o lekturze tych pożółkłych tomów pisze tak ciekawie, że sama poczułam chęć na ich poznanie, zwłaszcza że to nie tylko przepisy, ale także kronika domowego życia i obraz przemian, jakie dokonywały się w tej materii.

„Zapach truskawek” to opowieść, której magii bardzo łatwo można ulec, i ja to zrobiłam. Gdy ją czytałam, towarzyszyła mi błogość, lekkość i pragnienie, by czuć się spełnioną, tak jak Anna Włodarczyk. Obiecuję sobie, że gdy najdzie mnie ochota na odkrywanie nowych smaków, sięgnę właśnie po jej książkę. Jestem też przekonana, że jeszcze nie raz do niej wrócę, nie tylko w poszukiwaniu kulinarnych inspiracji.   

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Black Publishing.

http://blackpublishing.pl/

Wyzwania: „Nie tylko literatura piękna...”, „Polacy nie gęsi”.  

20 komentarzy:

  1. Chyba też ulegnę jej magii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie pożałujesz, jestem tego pewna:)

      Usuń
  2. O?! Tym razem coś zdecydowanie dla mnie. Zarys fabuły mnie zaciekawił a twoja recenzja jest niczym wisienka na torcie, którą od raz chce posmakować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię zachęciłam:)

      Usuń
  3. Śliczna okładka (niby nie powinno się po tym oceniać, ale czasami jednak tak robię). Ksiazka wydaje sie byc przyjemna, byc moze kiedyś po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem okładce trudno się oprzeć i dobrze, jak odpowiada zawartości, z tą tak właśnie jest:)

      Usuń
  4. Nie wątpię, że tę książkę czyta się wspaniale. Na pewno sięgnę po opowieści Anny Włodarczyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci tak samo przyjemnej lektury, jaka mnie spotkała:)

      Usuń
  5. W kuchni najbardziej lubię robić sobie kawę. Ale z ciekawości zajrzałabym do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, jak się dłużej zastanowić, to ja chyba też;)

      Usuń
  6. Czytałam już kilka dobrych opinii na temat powieści i jestem nią urzeczona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, tyle że to nie powieść;) Ale urzeczenie mnie absolutnie nie dziwi:)

      Usuń
  7. Brzmi to faktycznie magicznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie takie właśnie było, ciekawe, co Ty byś o niej napisała:)

      Usuń
  8. Pięknie ją opisałaś, ale to chyba nie są moje klimaty :) Lubię gotować, ale do książek kucharskich i takich jak "Zapach truskawek" przepełnionej wspomnieniami, mówieniem o pasji, niestety mnie nie ciągnie. Ale wierzę Ci na słowo, że lektura jest magiczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ale mimo wszystko zaryzykuję stwierdzenie, że mogłaby Ci się spodobać:)

      Usuń
  9. Truskawki na okładce wystarczą żebym chciała przeczytać tą książkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo okładka jest cudowna, w rzeczywistości ma jeszcze żywsze kolory:)

      Usuń
  10. Jaka piękna okładka! Jakie truskawki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już by się zjadło, co nie?;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.