wtorek, 6 maja 2014

Philippa Gregory "Kochanice króla"



Philippa Gregory „Kochanice króla”, Książnica 2013, ISBN 978-83-245-8122-1, stron 600

„Henryk VIII (1491-1547), z dynastii Tudorów, król Anglii i Irlandii, 1509 poślubił wdowę po bracie, Katarzynę Aragońską, mimo wątpliwości co do zgodności związku z prawem kanonicznym. Prowadził aktywną politykę międzynarodową, pragnąc odgrywać dominującą rolę w Europie. Kontynuował politykę wewnętrzną ojca zmierzającą do wzmocnienia władzy królewskiej. Nie mając syna z Katarzyną, podjął starania o unieważnienie ślubu; wobec braku zgody papieża, doprowadził do zerwania przez Kościół angielski zależności od Rzymu; 1534 ogłoszony przez parlament głową Kościoła anglikańskiego. Chcąc mieć dziedzica oraz aranżując małżeństwa polityczne, był 6-krotnie żonaty.
Zyskał opinię obrońcy niepodzielnej suwerenności tworzącego się angielskiego państwa narodowego; oceniany jako jeden z najwybitniejszych władców Anglii, mimo despotyzmu i bezwzględności (nakazał ścięcie 2 żon) oraz częstego przedkładania spraw osobistych nad interesy państwa”*. Ten encyklopedyczny opis zupełnie nie oddaje fascynacji, jaką po dziś dzień jest otaczany ten angielski monarcha. Choć wieki minęły od jego śmierci, nie przestaje być inspiracją dla artystów różnych epok i sztuk, z literaturą i filmem na czele. Jego też czasy ujęła w swój cykl tudorowski Philippa Gregory, mistrzyni beletrystyki historycznej. „Kochanice króla” to ekscytujący obraz walki, jaką o uczucie władcy stoczyły dwie siostry Boleyn, Maria i Anna. 

Maria Boleyn, zgodnie z obyczajem epoki i wolą rodziny, w wieku dwunastu lat, została wydana za mąż za Wilhelma Careya. Nie zdążyła go nawet dobrze poznać, gdy właściwa głowa rodu, wuj Thomas Howard, zdecydował, że ma zostać królewską nałożnicą. Jej zdanie, opór i wierność małżonce Henryka, Katarzynie, której była dwórką, nie miały oczywiście najmniejszego znaczenia – liczyło się tylko to, że jest młoda i płodna, i może urodzić następcę tronu (do tej pory monarcha doczekał się tylko córki i nie zanosiło się na szczęśliwy obrót sytuacji), a dzięki temu domy Howardów i Boleynów spotkają niezmierzone korzyści i zaszczyty, gdy staną się najświetniejszymi rodami w całym królestwie. Na sukces Marii mieli pracować wszyscy, także jej brat Jerzy i starsza siostra Anna. I choć ta początkowo twierdziła, że nieważne która, byle Boleynówna usidliła króla – bo to rodzina jest najważniejsza – z czasem przestała się godzić z wyznaczoną Marii rolą, a do głosu coraz bardziej dochodziła jej wybujała ambicja. Rozpoczęło się wielkie starcie, bo Anna nie zamierzała zadowolić się rolą kochanicy, jej zamarzyła się korona. Przysięgła zrobić wszystko, byleby pozbawić znaczenia Katarzynę Aragońską i do swojego imienia móc dopisywać określenie Regina...

Miana „mistrzyni beletrystyki historycznej” nie użyłam ani trochę na wyrost. Bo czyż nie zastanowi kogoś kwestia, o czym można pisać na sześciuset stronach, kiedy wiemy, że po pierwsze to opowieść o zwaśnionych i zazdrosnych siostrach, a po drugie, mając podstawową wiedzę z dziejów Anglii, jesteśmy świadomi zakończenia? Tymczasem Philippa Gregory funduje nam prawdziwą karuzelę wrażeń i sinusoidę emocji. Na jednym biegnie stawia codzienne życie dworu – zanurzamy się w królewskie rozrywki, obserwujemy niezliczone polowania, letnie objazdy królestwa, bale i uczty, ciągnące się do późna w nocy kolacje na kilkanaście dań, którym towarzyszą tańce, śpiewy i recytowanie tworzonej pod wpływem chwili i piękna królowej poezje. I tym usypia naszą czujność, by za chwilę subtelnie i jakby przelotnie tylko napomknąć o czymś niepokojącym, co jeszcze potęguje nastrój narastającej grozy i ciszy przed burzą, dogłębnie wyczuwalny gdzieś pod skórą.

Skończoną i absolutną doskonałością są portrety bohaterów, jakie swym pewnym i wyrazistym stylem kreśli Gregory. W wyśmienity sposób odmalowała więź, jaka łączyła Marię i Annę, dwie najdroższe sobie istoty, obok umiłowanego każdej z nich brata Jerzego, które obdarzały się miłością równie potężną, jak nienawiścią; jedna w drugiej widziała swoje odbicie. „W głębi duszy wiedziałam, co czuje moja siostra, gdyż nieraz w przeszłości sama przeżywałam podobną burzę emocji i stanów, i to za sprawą nie kogo innego, a właśnie jej. Podziw i zazdrość, duma i niechęć, radość z sukcesu najbliższej krewniaczki i równocześnie przemożna chęć, by przyczynić się do upadku rywalki...” (str. 73). Myślę, że ten fragment znakomicie oddaje tę huśtawkę, na której siedziały obie od zawsze i na zawsze. Jedna i druga dostosowywała się do woli rodziny, z tym że Annę cechowała większa pewność siebie i mniejsza uległość wobec wuja. To ona jest prawdziwym czarnym charakterem, której podłość i mściwość wydają się nie znać granic. Marię nękały wątpliwości, których nigdy się nie wyzbyła: Katarzyna, której dwórką mogła się mienić, wierną i oddaną, była dla niej zawsze dobra i bliska jak matka, może nawet bliższa, niż ta rodzona. I nagle ona, dziecko jeszcze, staje się najważniejsza dla Henryka, jej męża, zajmując miejsce w jego alkowie. To właśnie Katarzyna Aragońska jest postacią, która wzbudziła mój najwyższy szacunek, za jej postawę, honor i godność, które jawiły się jako niezmierzone i niewyczerpane, wobec coraz to nowszych upokorzeń, aż po to ostateczne. To ona była prawdziwą królową, majestatyczną i wielką nie tylko z racji urodzenia. W przeciwieństwie do jej męża. Wspomniane w przytoczonym opisie zasługi Henryka VIII jako władcy, w powieści nie są eksponowane, widzimy za to mężczyznę bez jakichkolwiek skrupułów wykorzystującego swoją pozycję i ulegającego żądzom. To nie dojrzały monarcha, dzielny i sprawiedliwy, kierujący się dobrem poddanych, ale jakby rozpuszczone dziecko w męskim ciele, ogarnięte przez chuć i obsesyjnie dążące do spłodzenia syna, a przy tym łatwo poddający się manipulacjom i łasy na komplementy, w które, wraz z upływem czasu, zdawał się wierzyć już tylko on. Czy można się więc dziwić, że ich losy, tych tak szczegółowo zaprezentowanych postaci, śledziłam z wypiekami na twarzy?

Nie potrafię stwierdzić, czy „Kochanice króla” to najlepsza powieść w dorobku Philippy Gregory – bo przecież ma ona na swoim koncie same klejnoty, których urokowi nie sposób się oprzeć – ale nie można jej odmówić genialności. To po prostu majstersztyk, który trzeba przeczytać.   

*”Nowa Encyklopedia Powszechna PWN. T. 2., D-H”, Wyd. Naukowe PWN 1995, str. 734

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

http://publicat.pl/ksiaznica.html

Wyzwania: „Czytamy książki historyczne”, „Czytamy powieści obyczajowe”.

22 komentarze:

  1. Coraz częściej książki Pani Gregory zwracają moją uwagę. Jak narazie nie miałam jednak okazji poznać bliżej twórczości tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie musisz to zmienić. Jeśli lubisz powieści historyczne, to proza Gregory na pewno przypadnie Ci do gustu:)

      Usuń
  2. Prozę Gregory znam tylko z młodzieżowej strony. Kiedyś planuję poznać wszystkie jej powieści, tylko kiedy znaleźć na to wszystko czas? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tej młodzieżowej wersji na razie unikam, bo nie wszystkie wierne fanki Gregory ona zadowoliła i jakoś mnie nie ciągnie;)

      Usuń
  3. Uwielbiam tą książkę do tego stopnia, że co jak tylko widzę egzemplarz w bibliotece (a dzieje się to bardzo rzadko), to od razu ląduje w moich rękach. Bardzo podobają mi się wszystkie jej książki, ale ta jest u mnie na pierwszym miejscu:)
    Z książek bardziej współczesnych autorstwa pani Gregory polecam też "Dom cudzych marzeń":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli miałabym wybrać tę na pierwsze miejsce, to nie wiem, czy nie byłaby to "Władczyni rzek", ale nie potrafię określić się jednoznacznie:)
      Tej współczesnej nie znam, na razie skupiałam się na tym, żeby przeczytać wszystkie historyczne:)

      Usuń
  4. Na pewno kuszę mnie dobre kreacje bohaterów. Muszę poznać w końcu twórczość tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wioluś, dobre to mało powiedziane;)

      Usuń
  5. Skoro to majstersztyk, który trzeba przeczytać, to nie pozostaje mi nic innego, jak posłuchać twojej rady i skusić się na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak sądzę, tylko musisz się uzbroić w samozaparcie, bo wiem, że nie przepadasz za realiami historycznymi;)

      Usuń
  6. Bardzo czekałam na tę recenzję :) Trzy noce nie spałam czytając Kochanice :) Uwielbiam!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja spędziłam w nimi majówkę:)

      Usuń
  7. Z tym, że książki Gregory to same perełki nie mogę się zgodzić, ponieważ jej ostatnia seria ,,Zakon Ciemności" jest raczej średnia, choć z tego, czego dowiedziałam się od innych blogerek, jest to zdecydowana zniżka formy tej pisarki. Rozumiem jednak Twoje zachwyty nad tą książką, ponieważ z tego, co wiem ,,Wojna Dwu Róż" oraz cykl tudorowski to cudeńka literackie, po które, mam nadzieję, uda mi się niedługo sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, moje niedopatrzenie, że nie dopisałam, że właśnie te dwa cykle mam na myśli. Zawsze, jak piszę "wszystkie" powieści Gregory, myślę o tych, które za bohaterów mają postaci historyczne.
      Tak jak pisałam wyżej, autorki w wersji młodzieżowej unikam, nie chcę się rozczarować;)

      Usuń
    2. Ja zaczęłam od młodzieżowej wersji prozy Gregory chyba tylko po to, żeby jeszcze bardziej zachwycić się jej już nieco bardziej dojrzałymi powieściami :)

      Usuń
    3. "Nieco bardziej dojrzałe" to chyba zbyt delikatne określenie na te dwa cykle;)

      Usuń
  8. Oglądalam akurat film i bardzo mi się podobał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, przypomniałaś mi, że miałam obejrzeć jakieś zdjęcia z ekranizacji;)

      Usuń
  9. Książki tej autorki ciągle przede mną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekają na Ciebie same świetne lektury:)

      Usuń
  10. Widziałam tylko film o tym tytule, ale książkę też mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze:) Filmu nie oglądałam, więc nie mam porównania.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.