poniedziałek, 23 maja 2016

Wojciech Zawioła "Szukaj mnie"



Wojciech Zawioła „Szukaj mnie”, Edipresse Książki 2015, ISBN 978-83-7945-057-0, stron 304

Konrad jest właścicielem dwóch warszawskich księgarni, które według niego mają mieć duszę, a nie nastawiać się tylko na zyski. Na brak klientów nie może narzekać, więc jego podejście nie jest chyba odosobnione. W życiu prywatnym stanął właśnie na małym zakręcie, dziewczyna go zostawiła i czuje potrzebę jakiejś zmiany. Postanawia kupić nowe mieszkanie. Stara kamienica na Mokotowie, w cichej i spokojnej okolicy – Konrad ma poczucie, że to jest jego nowe miejsce do życia. Szybko finalizuje transakcję, równie prędko zleca remont, by jak najszybciej się przeprowadzić. W trakcie prac ekipa remontowa znajduje w skrytce pod podłogą dziennik. Mężczyzna najpierw nie ma zamiaru go czytać, ale gdy już raz zacznie, nie powstrzyma się, dopóki nie pozna całej historii. Tyle że ona wydaje się nie mieć końca, a Konrad bardzo chciałby się dowiedzieć, co było dalej. Zaczyna swoje małe śledztwo, w czym towarzyszy mu Marzena, nowa kobieta w jego życiu.

Wojciecha Zawiołę do pewnego czasu kojarzyłam wyłącznie jako dziennikarza sportowego. Wszystko zmieniło się, gdy w zeszłym roku przeczytałam jego powieściowy debiut „Jest takie miejsce...”. Pamiętam, że ta niewielka książeczka mnie zauroczyła i pokazała, że autor świetnie odnajduje się w narracjach dwupłaszczyznowych, oraz że narracja w realiach historycznych jest mu całkiem bliska. „Szukaj mnie” do pewnego stopnia opiera się na podobnym schemacie, ale tym razem mniej jest tej narracji drugiego typu. Inaczej: fabuła rozbija się w gruncie rzeczy o dziennik znaleziony pod podłogą, ale on sam nie jest jakoś mocno rozbudowany. I wprawdzie dotyczy lat dawno minionych, czyli głębokiego PRL-u, ale bardziej koncentruje się na uczuciach, niż na szczegółach dotyczących życia w tamtej epoce.

Konrad poznaje zapiski czynione przez Roberta, młodego człowieka, który zakochuje się w Ewie. Początkowo panuje sielanka, ale z czasem rodzice dziewczyny coraz bardziej pokazują, że nie akceptują chłopaka, z którym spotyka się ich córka, a i ona sama zaczyna się dziwnie wycofywać. Dziennik kończy się w takim momencie, że kto wie, czy na miejscu Konrada nie zachowałabym się tak samo, chcąc poznać powody, którymi kierowała się Ewa. Pewnie też ciekawiłoby mnie, skąd nagle jakiś Robert, skoro mieszkanie sprzedawał Konradowi Eugeniusz. Można się oczywiście zastanawiać – i to w pewnej chwili robiłam – na ile główny bohater i jego partnerka mieli prawo tak ingerować w czyjąś prywatność, ale uznajmy, że to tylko powieść, więc mogli.

Jako wielbicielkę książek, nie mogła mnie nie przekonać wizja księgarni prowadzonej przez Konrada. A jeszcze bardziej chciałabym kiedyś trafić do takiej czytelni, jaką planowali z Marzeną.

„Szukaj mnie” to taka dość niepozorna książeczka, ale jakoś mam takie wrażenie, że będę ją długo pamiętać, choć właściwie nie potrafię powiedzieć dokładnie dlaczego. Jest dobrze napisana, ale jakichś szczególnych fajerwerków w stylu nie ma; sama akcja też przecież nie wniosła wiele do mojego życia, nie była w żaden sposób odkrywcza. Ale jednak dość miło spędziłam czas na lekturze książki Wojciecha Zawioły i jeśli tylko napisze jeszcze kiedyś utwór fabularny, to nie omieszkam się nim zainteresować.      

8 komentarzy:

  1. Ta wizja księgarni mnie najbardziej kusi. Mam bzika na punkcie takich wątków w książkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wątek podobał mi się chyba najbardziej, tylko mogłoby go być jeszcze więcej;)

      Usuń
  2. Fabuła kusi, mimo to jeszcze zastanowię się nad tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachęciłaś mnie, poszukam tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogłaby mi się spodobać ta książka :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.