poniedziałek, 16 maja 2016

Hanna Dikta "We troje"



Hanna Dikta „We troje”, Zysk i S-ka 2016, ISBN 978-83-7758-846-2, stron 304

Agata może o sobie powiedzieć, że jest kobietą szczęśliwą. Kochana przez męża, dużo starszego od niej artystę malarza, prowadzi pensjonat w małej miejscowości nad morzem. Podjęła świadomą decyzję, że nie chce mieć dzieci, więc ich nie ma i tego się trzyma. Traumatyczne przeżycia z młodości zepchnęła gdzieś głęboko na dno świadomości i nie myśli o nich do czasu, gdy dowiaduje się o chorobie siostry. Joanna ma raka, więc Agata jedzie na Śląsk, do rodzinnych Piekar. Poznaje tam swojego szwagra; do tej pory nie było okazji spotkać się z Piotrem, mężem Joanny. Mężczyzna wzbudza w Agacie uczucia, z którymi nie może sobie poradzić – fascynuje ją, ale to przecież mąż siostry. Joanna nie chce się leczyć metodami konwencjonalnymi, a wszystko to sprawia, że siostrzana więź staje się coraz cieńsza. Co wybierze Agata, czy pozwoli sobie skosztować zakazanego owocu?

W ostatnim czasie to już kolejna przeczytana przeze mnie powieść, w którym pojawia się motyw zdrady. Hanna Dikta, śląska poetka, prozaiczka, a przy tym nauczycielka, uwikłała swoich bohaterów w trójkąt, z którego nie ma dobrego wyjścia – czego by nie wybrali, zawsze ktoś pozostałby skrzywdzony. Tu sytuacja jest jeszcze o tyle bardziej skomplikowana, że uczucie rodzi się między Agatą a jej szwagrem, czyli człowiekiem, który siłą rzeczy powinien być niedostępny, poza zasięgiem. Przynajmniej takie jest moje zdanie – sama jestem siostrą i uważam, że nie miałabym prawa budować swojego szczęścia na jej nieszczęściu - nieszczęściu osoby tak bardzo mi bliskiej. Mężczyźni przychodzą, czasem odchodzą, a siostra (czy ogólnie rodzeństwo) jest zawsze obok. Hanna Dikta nie ocenia wykreowanych przez siebie postaci, tę możliwość pozostawia swoim czytelnikom – ja sama nie potępiam Agaty czy Piotra, ale też i nie kibicowałam im; próbowałam za to postawić się na miejscu bohaterów i stąd takie refleksje: że nie mogłabym skrzywdzić siostry. A co z prawem do własnego szczęścia? Konsekwentnie – nie na krzywdzie osoby, która tak dobrze mnie zna, w której płynie ta sama krew.

Inną kwestią pozostaje małżeństwo Agaty. Nie traktuję tego w kategoriach jakichkolwiek usprawiedliwień, ale wydaje mi się, że gdyby faktycznie była w nim spełniona, zauroczenie innym mężczyzną by się nie pojawiło. Dopiero z czasem autorka ujawnia, czego tak naprawdę mogła szukać w związku z Jackiem Agata, a co z czasem okazało się niewystarczające. To pokazuje, jak bardzo niezaleczone rany z przeszłości oddziałują na teraźniejszość; choć wydawać by się mogło, że ich już nie ma w naszym życiu, że o nich zapomnieliśmy, one nadal tkwią gdzieś jak zadra i prędzej czy później wracają, nie pytając o zgodę. Zastanawiałam się także nad uczuciami Agaty i przypomniało mi się postępowanie Zuzanny z „Cześć, co słychać?” Magdaleny Witkiewicz. Jedna i druga szukała czegoś nowego, jakiegoś oderwania od rzeczywistości, a mnie nachodziły myśli, co takiego złego jest w codziennej rutynie, że bohaterki chcą odmiany? A może to kwestia charakteru? Bo ja w codzienności znajduję poczucie bezpieczeństwa i myślę, że nawet jeśli czegoś by mi brakowało, to szukałabym sposobów na ożywienie związku z człowiekiem, któremu coś kiedyś przysięgałam, a nie nowego człowieka w swoim życiu...

Ostatnim wątkiem poruszonym przez Diktę, o którym chciałabym wspomnieć, jest Joanna i jej podejście do własnej choroby. Z jednej strony irytowała mnie maksymalnie, ale stawiając się na miejscu bohaterów, wydaje mi się, że robiłabym to samo, co Agata, próbująca namówić siostrę na tradycyjnie pojmowane leczenie. Nie wiem, czy akceptowałabym decyzję o chęci posiadania dziecka. Ale znów patrząc z innej perspektywy, czy takie działania nie wynikałyby głównie z egoizmu? Czy nie chodziłoby o to, że to ja chcę mieć tę kochaną osobę jak najdłużej obok siebie? Przecież teoretycznie to ona sama powinna wiedzieć najlepiej, co jest dla niej dobre, więc czy nie powinno być tak, że otoczenie musi zapewniać wtedy całkowite wsparcie, niezależnie od własnych emocji? Nie wiem, to wszystko są przemyślenia, jakie nasuwały mi się w trakcie lektury, ale sama nie potrafię na tak postawione pytania znaleźć odpowiedzi. Dikta znakomicie podkreśliła, że w życiu bardzo rzadko mamy do czynienia z sytuacjami zerojedynkowymi, że są takie momenty, w których bardzo trudno jest dokonać dobrego wyboru – bo skąd, nie znając przyszłości, wiedzieć, co tym dobrym wyborem będzie?

Chciałam jeszcze podziękować pisarce za zakończenie. Ogromnie się cieszę, że nie wybrała rozwiązania najbardziej oczywistego, że pozostawiła sprawę otwartą. Czasami wolę mieć szansę samodzielnego dopowiedzenia sobie epilogu – w tym przypadku wydaje mi się, że był on jak najbardziej na miejscu.

„We troje” to powieść niewielkich rozmiarów, ale jeśli spojrzeć na to, ile różnych myśli nasuwa się człowiekowi po jej przeczytaniu, to łatwo dojść do wniosku, że „ilość” przekłada się tu na wysoką jakość. Książka ta zapisze się w mojej pamięci przede wszystkim tym, jak bardzo jest realistyczna – bo choć może nie ma w niej niczego odkrywczego czy nowego, to jednocześnie trzeba powiedzieć, że to sama proza życia. Czekam na kolejny utwór Hanny Dikty; sądzę, że ma jeszcze wiele do przekazania.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Autorce.

12 komentarzy:

  1. Książkę mam na swojej półce i niebawem będę czytać, dlatego jestem bardzo ciekawa, czy przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Same pozytywne rzeczy czytam o tej książce, warto chyba ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam tę książkę w planach, więc niebawem sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem już po lekturze. Niebawem opublikuję swoją recenzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tajemniczo napisałaś. Na pewno zajrzę:)

      Usuń
  5. Powiem Ci, że ile razy czytam powieści z wątkiem zdrady, tyle razy robi mi się totalnie smutno i zastanawiam się, czy na tej planecie nie ma szczęśliwych, szczerych związków.
    To ja już wolę kryminały. Choć i ta zdrada jest na porządku dziennym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że o tym samym w ostatnim czasie myślę? Co w naszym pokoleniu jest nie tak, że te związki się tak sypią?

      Usuń
  6. Na chwilę obecną to powieść nie dla mnie, może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.