środa, 27 kwietnia 2016

Agnieszka Pietrzyk "Śmierć kolekcjonera"



Agnieszka Pietrzyk „Śmierć kolekcjonera”, Czwarta Strona 2016, ISBN 978-83-7976-429-7, stron 320

Kolekcjonerzy rzadkich obligacji i historycznych papierów wartościowych spotykają się na kolejnej aukcji, tym razem w hotelu w Elblągu. Wieczór należy do Henryka Szymańskiego, który kupuje największą atrakcję licytacji. Bardzo to nie w smak sędziemu Lasockiemu, najgroźniejszemu konkurentowi pana Henryka. Następnego ranka Szymański zostaje znaleziony martwy, a tuż obok niego leżą zwłoki młodej recepcjonistki. Dyrektor hotelu ma wyrzuty sumienia, że ściągnął ją do pracy, choć poprzedniego dnia widziała wiszące w oknie zwłoki swoich sąsiadów, starszego małżeństwa, i nie mogła się po tym otrząsnąć. Śledztwo prowadzą komisarz Kamil Soroka i prokurator Milena Łempicka-Krol. Przede wszystkim muszą odpowiedzieć na pytanie, czy te tragedie wiążą się ze sobą, na co wskazywałyby pewne zapisy w testamencie ofiar. Śledczy borykają się również z problemami w życiu osobistym, co nie wpływa korzystanie na toczące się dochodzenie, bo koncentrują się nie na tym, co trzeba.  

Agnieszkę Pietrzyk znam z powieści „Pałac tajemnic”, która ukazała się w 2011 r. Z tego, co pamiętam, reprezentowała całkiem przyzwoity poziom i nawet mi się podobała, dlatego też z uwagą wyczekiwałam jej kolejnej książki. Doczekałam się dopiero teraz, choć na początku 2014 r. wyszedł „Urlop nad morzem”, ale nie było mi go dane poznać. Trzeba autorce przyznać, że potrafi zaintrygować czytelnika – mnie „Śmierć kolekcjonera” wciągnęła od samego początku, w czym olbrzymia zasługa sprawnie skonstruowanej fabuły i stopniowego ujawniania wszystkich elementów tej układanki.

Oryginalnym pomysłem było osadzenie akcji w środowisku kolekcjonerów, i to czegoś, o czym w gruncie rzeczy nie miałam najmniejszego pojęcia. Doskonale widać, że autorka odrobiła lekcję, dokładnie prezentując poszczególne walory, jak choćby te elbląskich zakładów Schichaua. Udało je się również oddać atmosferę panującą na aukcjach, tego ducha rywalizacji, napięcia, chęci zdobycia czegoś tak cennego, czasem zazdrości i zawiści, która może popychać do różnych czynów. Świetnie też sportretowała grono osób tworzących społeczność zbieraczy, a byli wśród nich ci, dla których była to prawdziwa pasja, którzy orientowali się także w historii papierów i zakładów je emitujących, jak i ci, którzy widzieli w nich możliwość szybkiego zarobku bądź też dodania sobie prestiżu i klasy.

Nie zapominajmy jednak, że jest to przede wszystkim kryminał, więc może teraz kilka słów o tej warstwie powieści. Jeśli chodzi o tożsamość mordercy, to szczerze mówiąc, nie do końca obstawiałam tę akurat osobę, choć nie byłam też zaskoczona, że to właśnie ona. Motyw także nie był zbyt trudny do odgadnięcia, aczkolwiek dopiero na końcu stał się w pełni jasny, ponieważ pisarka wprowadziła tutaj aspekt niepewności, który sprawiał, że szukałam jakiegoś innego rozwiązania (wiem, brzmi niejasno, ale musi tak być). Natomiast mieszane uczucia mam wobec dwójki bohaterów zajmujących się śledztwem. Pani prokurator wydała mi się jakaś taka mało wyrazista, choć tragedia w życiu rodzinnym sprawiała, że nie była postacią jednoznaczną. Ale o ile ją jeszcze akceptowałam, o tyle komisarz Soroka wydał mi się zupełnie nie do przyjęcia. Mężczyzna całkowicie mnie odrzucał, całokształt jego zachowania budził we mnie niechęć i odrazę. Jest o tyle istotne, że w tym gatunku literatury lubię utożsamiać się z postacią, która chce dojść do prawdy o jakiejś zbrodni, niezależnie czy jest to przedstawiciel organów ścigania, czy osoba prywatna, kibicuję jej i angażuję się w jej przeżycia i poczynania – u Pietrzyk nie było mi to dane. 

Ogólnie „Śmierć kolekcjonera” oceniłam całkiem dobrze, aczkolwiek czuję, że mój odbiór i tekst może się wydawać dość chłodny, powiedziałabym. Wynika to stąd, że powieść Agnieszki Pietrzyk czytałam zaraz po fenomenalnym „Nic oprócz strachu” Magdaleny Knedler i nie potrafiłam się powstrzymać od porównań, a te wypadają na korzyść Knedler. Tak czy inaczej, „Śmierć kolekcjonera” dostarczyła mi tego, czego oczekiwałam, czyli dobrej rozrywki i emocji związanych z próbą rozwikłania tajemniczej zbrodni na własną rękę. I gdyby pojawiła się kolejna powieść Agnieszki Pietrzyk, to pewnie będę chciała ją poznać.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. 

http://czwartastrona.pl/



14 komentarzy:

  1. A ja jeszcze w ogóle nie znam prozy tej autorki. A kryminały uwielbiam 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli możesz od tego dzieła zacząć:)

      Usuń
  2. W planach na maj. Ciekawe jak ją odbiorę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, a ja jeszcze nie czytałam książek tej autorki, ale mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam kryminały, ale leży obok łóżka Molly Murphy i to ona ma priorytet.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ wpadłaś w wiry kryminałów, teraz i ja muszę nieco zmienić swoją tematykę bo siadłam do tej młodzieżowej fantasy i utknęłam za długo. Jeszcze chwilka i powracam na normalne tory ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, z czego to wynika, ale jakoś mocniejszych wrażeń szukam ostatnio w lekturze;) I na razie mi z tym dobrze;)

      Usuń
  6. Kolekcjonerzy - to musi być pasja, więc i fabuła mnie zaciekawi. A komisarza jakoś przełknę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy gdyby powstał drugi tom, to choć trochę by się zmienił;)

      Usuń
  7. Ja na razie stronię od kryminałów, ale może kiedyś znów do nich wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście mało tego gatunku ostatnio u Ciebie.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.