sobota, 9 kwietnia 2016

Agata Kołakowska "Zaciszny Zakątek"



Agata Kołakowska „Zaciszny Zakątek”, Prószyński i S-ka 2015, ISBN 978-83-7961-126-3, stron 328

Marta i Jacek Cieślakowie, ona pracownik banku, on doradca podatkowy, wprowadzają się na luksusowe osiedle. Bardzo szybko poznają nowych sąsiadów, ale jeszcze prędzej oboje dochodzą do wniosku, że chyba nieszczególnie pasują do tego miejsca - przede wszystkim nie stać ich na wszystko, co tylko im się zamarzy, bo na kupno tego domu wzięli kredyt. Sytuacja pogarsza się, gdy Marta traci pracę, co - ku jej zdziwieniu - wśród sąsiadek zostaje przyjęte raczej z entuzjazmem, niż z rozpaczą. Paulina, Sabina i Małgorzata, żadna z nich nie pracuje, więc Marta zaczyna spędzać z nimi coraz więcej czasu. Wkrótce znajduje porzucony kalendarz i zaczyna inaczej myśleć o współmieszkankach Zacisznego Zakątka. Z czasem wychodzą też na jaw kolejne sekrety, jakie kryją domy przy ulicy Zielonego Dębu...

Mam czasem takie etapy, że wracam do autorek, których kilka książek czytałam i nie były one może złe, ale miałam do nich jakieś uwagi. Tak było z Moniką Orłowską i dopiero przeczytana w listopadzie powieść „Całuję. Mama” przypadła mi do gustu na tyle, że się nie czepiałam. Jeśli chodzi o Agatę Kołakowską, rok młodszą ode mnie autorkę, to czytałam jej „Patrycję”, „Przyjaciółki” i „Płótno”, i to w kolejności, w jakiej się ukazywały (jest jeszcze „Siódmy rok”, „Niechciana prawda”, „Wszystko co minęło” oraz „We dnie, w nocy”, ale tych jeszcze nie miałam okazji poznać). O tych czytanych do tej pory można powiedzieć, że są z gatunku tych lekkich i łatwych, które można przeczytać ot tak, dla relaksu. Na pewno widać, że warsztat autorki ewoluuje z książki na książkę, ale jednak czegoś mi w nich ciągle brakowało, nie zachwycały mnie tak, jak tego oczekiwałam.

A co, jeśli chodzi o odbiór „Zacisznego Zakątka”? Może najpierw o zaletach. Na pewno powieść czyta się szybko i z przyjemnością. Kołakowska ma dar pisania z polotem, a jej styl jest na tyle przyjazny, że nie trzeba sobie nim zaprzątać głowy, że tak to ujmę. Jest po prostu naturalny, bez udziwnień. Druga sprawa to bohaterowie i sama fabuła. Autorka sportretowała grono osób, które mieszkają na prywatnym osiedlu. Bogatym osiedlu, dodajmy. Początkowo pomyślałam sobie, że to może będzie bajka tocząca się w środowisku ludzi zamożnych, do którego będą aspirować Marta z mężem, a to już coś zupełnie nie dla mnie. Ale autorka poszła w innym jednak kierunku (i dobrze), by przywieść odbiorcę do wniosku, że pieniądze szczęścia nie dają. Z czasem fabuła zaczęła się koncentrować na grze pozorów, jaką było życie sąsiadów Cieślaków. O swoją pozycję szczególnie dbała Paulina Stawska, żona dentysty Grzegorza. Każdy element funkcjonowania ich rodziny był perfekcyjnie dopracowany, już ona tego dopilnowała. A przynajmniej tak jej się tylko wydawało. Małgorzata jest żoną wziętego krytyka literackiego i matką dorastającego, prawie już dorosłego syna. Sprawia wrażenie ciepłej, otwartej osoby lubiącej swoje życie. I wreszcie Sabina, seksowna brunetka zajmująca się głównie swoim wyglądem, żona przystojnego pilota Marcina. W domu każdej kobiety nie raz powieje chłodem i samotnością, a potrzeby, te prawdziwe, ich mieszkańców, spychane będą na dalszy plan.  

Przyznaję, że parę razy udało się pisarce mnie zaskoczyć. I tak ogólnie rzecz biorąc, to funduje ona solidną dawkę emocji –szczególnie mocno wzbudza je moja powieściowa imienniczka (a tak swoją drogą, to nie wiem, co to imię w sobie ma, że najczęściej w literaturze dostają je kobiety mało sympatyczne, mówiąc delikatnie, by nie powiedzieć, że wyjątkowo wredne istoty; wyjątkiem jest Paulina z „Po prostu bądź” Magdaleny Witkiewicz). Problemy, jakich przysporzyła swoim bohaterom pisarka, bliskie są rzeczywistości, więc teoretycznie wszystko powinno być w porządku. I w trakcie lektury uważałam, że tak właśnie jest. Natomiast teraz, gdy piszę ten tekst, patrzę już z perspektywy czasu i ogólnie skłaniałabym się raczej do myśli, że to może i dobra powieść, ale w gruncie rzeczy jedna z wielu. Wiele nowego do życia nie wnosi, nie sądzę też, żeby miała w sobie impet wiodący do wdrożenia w życie czytelnika jakichś zmian. Albo może ja od niej zbyt wiele wymagam. Uznajmy więc, że „Zaciszny Zakątek” można przeczytać – inna sprawa, jak długo będzie się ją pamiętać...

10 komentarzy:

  1. A ja mam ochotę a dobrą powieść... ta widzę, że ma tylko przyciągającą okładkę... trzeba szukać dalej

    OdpowiedzUsuń
  2. Widać, że lektura nie jest z tych z gatunku "wow", ale warto do niej sięgnąć. Gra pozorów i zaskoczenia mogą przypaść mi do gustu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te efekty zaskoczenia są chyba najmocniejszą stroną powieści.

      Usuń
  3. Solidna dawna emocji mnie przekonuje. Poza tym okładka jest piękna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, okładki książek tej autorki zazwyczaj są piękne:)

      Usuń
  4. Czytałam już dwie powieści autorki i podobały mi się. PO tę też sięgnę, gdy nadarzy się okazja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pewnie też przeczytam te, których jeszcze nie znam.

      Usuń
  5. Znam pióro autorki i bardzo je lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, a ja się ciągle czepiam;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.