sobota, 23 stycznia 2016

Mitchell Zuckoff "Lodowe piekło. Katastrofa na Grenlandii"



Mitchell Zuckoff „Lodowe piekło. Katastrofa na Grenlandii”, Znak Literanova 2016, ISBN 978-83-240-2758-3, stron 464

Nawet po głębszym zastanowieniu nie jestem w stanie powiedzieć, czego bardziej nienawidzę: gdy jest mi gorąco, czy może gdy kulę się z zimna. Jeśli chodzi o ten drugi stan, to wystarczy, że na zewnątrz jest, powiedzmy, -10 stopni Celsjusza, a ja najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu (o temperaturach niższych nawet nie wspominając). Z tego też powodu chyba za żadne skarby nie wybrałabym się na Grenlandię. Dla niektórych jest to jednak miejsce, które fascynuje i przyciąga, które kryje w sobie jeszcze kilka zagadek wielkiej historii. Jednym z takich ludzi jest Mitchell Zuckoff, dziennikarz, reporter śledczy, finalista nagrody Pulitzera i autor bestsellerów. Cóż, po lekturze „Lodowego piekła” sukcesy jego książek nie dziwią mnie wcale.

Czym to opracowanie mnie przyciągnęło? Hm, w zasadzie wystarczył sam tytuł, a w opisie daty – czasy II wojny światowej. Kolejny już raz mogę podziękować swojej intuicji, wybrałam naprawdę doskonałą publikację.

A o co w niej chodzi? Pod koniec 1942 r., w listopadzie, na Grenlandii rozbił się samolot wojskowy C-53. Załoga przeżyła i nadała sygnał SOS. Rozpoczęła się akcja poszukiwawcza, w której brał udział bombowiec B-17. On także się rozbił, ale dziewięcioosobowej załodze nic poważniejszego się nie stało. Wkrótce później „w burzy śnieżnej zaginął samolot zwiadowczy amerykańskiej Straży Wybrzeża zwany Grumman Duck, który wraz z trzema osobami na pokładzie leciał na ratunek załodze z B-17” (str. 9). Krótki odstęp czasu, trzy katastrofy, a wokół zimno i ta wszechobecna biel.

Grumman Duck, zwany Kaczką, to, można powiedzieć, obsesja Lou Sapienzy, człowieka, który zorganizował wyprawę mającą na celu odszukanie samolotu tkwiącego siedemdziesiąt lat pod lodem. A ewentualne jego odnalezienie wiązało się ze sprowadzeniem do ojczyzny trzech żołnierzy, dla których Kaczka stała się miejscem spoczynku. W wyprawie, która miała miejsce w sierpniu 2012 r., wziął udział Mitchell Zuckoff. Autor uznał, że opowieść o tej wyprawie byłaby niepełna bez wiedzy o tym, co wydarzyło się w 1942 r., dlatego też „Lodowe piekło” to historia rozgrywająca się na dwóch planach czasowych. I, moim zdaniem, dało to znakomity efekt. Całość czyta się fantastycznie i od pierwszych stron potęgują się emocje oraz zainteresowanie, jak to wszystko się skończyło.

Chłód sięgający –40 stopni, wichury, burze śnieżne, zdradliwy lód, który w każdej chwili mógł człowieka pochłonąć. Ja nie wyobrażam sobie spędzić w takich warunkach nawet kilku godzin. Rozbitkowie z B-17 tkwili w tym surowym i okrutnym środowisku od listopada 1942 r. do kwietnia 1943 r. – nie potrafię tego ogarnąć nawet myślą. Walczyli nie tylko z Grenlandią, ale także ze sobą, z obrażeniami fizycznymi i psychiką. Los cały czas pokazywał swoją okrutną twarz – czytając, jak wyglądała akcja ratunkowa, można było nie raz pomyśleć, że to przecież niemożliwe, żeby wszystko szło aż tak źle. Gdyby to była powieść, napisałabym, że autora porwała fantazja. A to tylko kolejny dowód na to, że nikt inny, jak samo życie, potrafi pisać najbardziej nieprawdopodobne scenariusze.

Mogłoby się wydawać, że ileż można pisać o tym przebywaniu na lodzie, skoro każdy dzień musiał być podobny do drugiego. A jednak od narracji Zuckoffa nie sposób się oderwać ani na moment. I naprawdę nie przesadzam. Ja nawet nie potrafię nazwać słowami uczuć, jakie „Lodowe piekło” wywołuje - przeżywałam je całą sobą, tak bardzo chciałam, żeby wszyscy uczestnicy katastrof przeżyli, choć wiedziałam, myśląc racjonalnie, że to przecież niemożliwe. I jak to stwierdziłam wcześniej, to nie jest powieść, tu happy end miał częściowo gorzki smak. I także to udało się Mitchellowi Zuckoffowi oddać na kartach tej publikacji. Polecam, rekomenduję i gorąco (bo przecież nie chłodno, choć to rzecz o Grenlandii) zachęcam do lektury. 

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak. 

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,7143,Lodowe-pieklo-Katastrofa-na-Grenlandii


10 komentarzy:

  1. Od razu skojarzyła mi się z Terrorem Simmonsa. Też niezwykle mocna i wybitna książka. Tej poszukam z całą pewnością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja muszę poczytać o tym Terrorze, skoro polecasz:)

      Usuń
  2. Choć wolę zimę niż lato to na Grenlandię chyba bym się nie wybrała. Na samą myśl o tym, co musieli przeżyć ci ludzie przechodzą mnie dreszcze. Chętnie przeczytałabym tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, to jest nas dwie;) A książkę naprawdę polecam.

      Usuń
  3. Ja podziwiam takich ludzi. To na pewno nie jest łatwa książka, ale warto przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tym razem zdecydowanie chcę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak się cieszę:)

      Usuń
  5. Odnośnie Twego pierwszego zdania recenzji - mam tak samo! U mnie takie skoki temperatur w ciągu doby, ze momentami nie wyrabiam (z 1-1,4 do -17,8)
    Treść powieści przypomina mi pewien film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to faktycznie, oszaleć można z takimi różnicami.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.