sobota, 9 stycznia 2016

Agnieszka Walczak-Chojecka "Gdy zakwitną poziomki"



Agnieszka Walczak-Chojecka „Gdy zakwitną poziomki”, Filia 2014, ISBN 978-83-7988-233-5, stron 400

Tik tak, tik tak. Właśnie ten dźwięk coraz głośniej pobrzmiewa ostatnio w głowie Karoliny. Ma trzydzieści osiem lat i rozpaczliwie pragnie być matką. Zegar biologiczny jest jednak nieubłagany i to, co innym przychodzi bez trudu, Karolinie wydaje się być Mount Everestem, szczytem nie do zdobycia. Nawet jej własny ojciec, który ożenił się z rówieśnicą córki, zamiast dziadkiem zostanie ojcem. Tylko łono Karoliny jest ciągle puste. Jej partner, Filip, stara się ją wspierać, ale kobieta często ma wrażenie, że jego pragnienie nie jest tak silne jak jej. I wtedy zjawia się on, Milan, mężczyzna mający w sobie skomplikowanego ducha Bałkanów, ten, który zdaje się być jej największą fascynacją. Kobietą zaczynają targać wątpliwości - może to, że im z Filipem nie wychodzi, to jakiś znak? Może jej wymarzone dziecko powinno mieć oczy Milana? Odpowiedzi na kłębiące się pytania Karolina szuka w Kazimierzu nad Wisłą, choć relacje z matką, która tam mieszka, nie należą do najłatwiejszych, oraz w rozgrzanej Chorwacji, kojarzącej się jej z najpiękniejszymi wakacjami z najlepszą przyjaciółką.

Agnieszka Walczak-Chojecka jest autorką trzech powieści obyczajowych. Od dawna chciałam poznać jej prozę, ponieważ miałam nieodparte wrażenie, że to może być coś dla mnie. „Gdy zakwitną poziomki” to jej drugi w kolejności utwór i zależało mi bardzo na tym, by to właśnie od niego zacząć przygodę z książkami pisarki. Jak to dobrze mieć intuicję, na której można polegać – w tym przypadku spisała się na medal. Przeczucie, że ta powieść zapewni mi prawdziwy kalejdoskop wrażeń, okazało się nadzwyczaj trafne.

Cenię te powieści obyczajowe, które są bliskie rzeczywistości. „Gdy zakwitną poziomki” mogłyby nawet być czyimś pamiętnikiem – jakiejś prawdziwej Karoliny, chodzącej na co dzień  po ulicach Warszawy czy innego polskiego miasta, miasteczka, wsi. Walczak-Chojecka przedstawia uczucia towarzyszące kobietom, które chcą zostać matkami, tę karuzelę comiesięcznej nadziej, oczekiwania i gryzącego rozczarowania przyjmującego z czasem postać prawdziwej rozpaczy. Najpierw jest ta decyzja: że to już czas na rozpoczęcie starań i ten początkowy entuzjazm, że już za chwilę, za moment dosłownie, będziesz tulić w ramionach upragnione maleństwo. Słabnie on z każdym miesiącem porażki. Namiętność odchodzi w przeszłość, zastąpiona przez mechaniczny seks na zawołanie. Wszędzie wokół widzisz kobiety w ciąży, a ty odwiedzasz kolejnych specjalistów, łapiąc się każdej, nawet niekonwencjonalnej, metody. Miotasz się, nie jesteś w stanie myśleć o czymkolwiek innym, przesiadujesz na internetowych forach, bo tylko tam możesz znaleźć prawdziwe zrozumienie. W końcu dochodzisz do wniosku, że robisz za mało i że bez naprawdę specjalistycznej pomocy się nie obejdzie. I ta nieodłączna świadomość upływającego czasu, nieustające tik tak, tik tak...

„Gdy zakwitną poziomki” to prawdziwie życiowy, emocjonalny rollercoaster. Mnie osobiście uderzyło jeszcze to, jakimi ścieżkami podążały myśli Karoliny. Gdy bardzo czegoś chcemy, a ktoś inny już to ma, jesteśmy niezbicie pewni, że coś zrobilibyśmy lepiej. Gdy ojciec bohaterki rozmyśla nad sensem późnego ojcostwa, ona jest przekonana, że jej nigdy nie postałyby w głowie podobne myśli. Gdy Zuza, przyjaciółka i matka trójki dzieci, chciałaby czasem od nich odpocząć, Karolina widzi siebie jako w pełni im oddaną, nigdy nietracącą cierpliwości opiekunkę. Jak łatwo przychodzi nam czasem to przekonanie, że wiemy, co dla innych jest najlepsze, ale już z własnymi decyzjami mamy nie lada problemy...

Oprócz walki Karoliny i Filipa, zmagań bohaterów z własnymi uczuciami, Walczak-Chojecka dodaje jeszcze szczyptę rodzinnych tajemnic oraz obrazy chorwackich krajobrazów. Nadmienię jeszcze, że ogromnie przypadł mi do gustu motyw snów głównej postaci. To wszystko składa się na spójną, wciągającą fabułę pisaną lekkim, przyjaznym stylem. Z całą pewnością można powiedzieć, że Agnieszka Walczak-Chojecka sporo wie o kobiecych pragnieniach i potrafi o nich pisać. Pisać w sposób pobudzający do refleksji, ale i dostarczający wzruszeń. Sprawnie angażuje czytelnika w historię Karoliny, którą tak dobrze się rozumie. „Gdy zakwitną poziomki” to przejmująca i po prostu dobra opowieść o potrzebie miłości – takiej, którą chce się być obdarzanym, ale i obdarzać.    

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Autorce.

Wyzwanie: „Polacy nie gęsi”, "Grunt to okładka".

16 komentarzy:

  1. Książkę czytałam i bardzo mi się podobała. Piękna, życiowa i przejmująca historia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja po powieści obyczajowe nie sięgam, w ogóle nie potrafię się do nich przekonać...

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na siłę, chyba każdy ma jakiś gatunek, który mu nie podchodzi.

      Usuń
  3. Bardzo dobrze wspominam tę książkę - swego czasu była mi dość bliska, chociaż mój zegar akurat tak mocno nie bił, bo jestem dużo młodsza od głównej bohaterki, jednak pragnienie dziecka było ogromne, zatem utożsamiałam się z Karoliną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tak autorka realistycznie wszystko opisała, że trudno nie postawić się na miejscu Karoliny.

      Usuń
  4. We mnie też ta książka wywołała wiele emocji. Polecam wszystkim, bez wyjątku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, da się ją polecić wszystkim.

      Usuń
  5. Mnie do końca nie przekonała ta książka, za mało emocji jak dla mnie na tak poważny temat jak problemy z zajściem w ciążę, a znam je z pierwszej ręki od przyjaciółki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też znam te problemy z relacji, ale jednak uważam, że autorka podołała z ich opisaniem.

      Usuń
  6. Ja lubię takie pozycje obyczajowe.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mówię książce nie, może kiedyś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na nią trafisz, to się nie wahaj.

      Usuń
  8. Może to jedna z niewielu książek z tego wydawnictwa warta przeczytania, ja jakoś nie mam szczęścia do wydawanych przez nich powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię, bo wydają Magdalenę Witkiewicz, a ją uwielbiam;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.