środa, 20 stycznia 2016

Agnieszka Lis "Pozytywka"



Agnieszka Lis „Pozytywka”, Czwarta Strona 2016, ISBN 978-83-7976-367-2, stron 264

Monika była przekonana, że wraz ze ślubem zaczyna się jej wymarzone życie. Wydawało się, że złapała Pana Boga za nogi. Mąż z pozycją i pieniędzmi, warszawska willa teściów, do której miała się wprowadzić. I wesele, jakiego w jej wsi jeszcze nie było. Szybko okazuje się jednak, że scenariusz „i żyli długo i szczęśliwie” chyba nie będzie dotyczył jej i Roberta. Mężczyzna coraz więcej czasu spędza poza domem, a do żony kieruje tylko uwagi i pretensje. W takiej sytuacji Monika zbliża się do teściowej, która stara się przekonać dziewczynę, by zrobiła coś ze swoim życiem. Rozbudza w niej ambicje i załatwia synowej pracę, a to dopiero początek zmian. W jakiś czas później Monika zachodzi w ciążę...

Nazwisko Agnieszki Lis nie jest mi obce. Czytałam dwie powieści jej autorstwa: „Jutro będzie normalnie” oraz „Samotność we dwoje”, i z tego, co pamiętam, czytało się je całkiem dobrze. Zapowiedź „Pozytywki” ucieszyła mnie wielce, tym bardziej że ukazała się ona w Wydawnictwie Czwarta Strona, a ono nie zawodzi; swoje zrobiła także rekomendacja Katarzyny Bondy. Rezultat okazał się w zasadzie pozytywny – to dobra powieść, choć zawiedzie się ten, kto oczekuje byle opowiastki, lekkiej, łatwej i przyjemnej. To nie u Agnieszki Lis.   

Cała fabuła opiera się właściwie na Monice, na procesie jej przemiany. Początek jej małżeństwa to taka trochę sinusoida, najpierw euforia i wiara, tak silna wiara, że będzie pięknie. A potem coraz częściej szarość i proza życia, gdy wychodzi na jaw, że Robert jednak nie jest wymarzonym księciem, nie jest chyba nawet tym człowiekiem, w którym się zakochała. Potem przychodzą jej drobne zwycięstwa i sukcesy, przeplatane niezadowoleniem męża. I wreszcie ciąża. Los jest jednak wyjątkowo okrutny. Wtedy rodzi się nowa Monika; strata, która ją dotknęła, nie pozwoliła na powrót do tego, co było kiedyś. Tak prawdę mówiąc, zupełnie nie spodziewałam się, że właśnie w takim kierunku Lis poprowadzi swoją bohaterkę. Cały czas miałam wrażenie, patrząc na tę Monikę z początków, że nagle czytam o jakiejś innej kobiecie, tak różna wydała mi się bohaterka „przed” i „po”. Ale paradoksalnie dopiero wtedy okazało się, że Monika tak naprawdę nosiła w sobie ogromną siłę. Ja nie wyobrażam sobie, że po takiej tragedii można mieć zapał do czegokolwiek, ona tymczasem rzuciła się w wir pracy i osiągnęła sukces. Okupiony ciężką pracą, bez przyjaciół, bez bliskich, ale jednak. Trudno tylko uwierzyć, że to wszystko wynikało z nienawiści do samej siebie, z chęci ukarania się.   

Tak jak jest dla mnie „Pozytywka” opowieścią o dwóch Monikach w jednym ciele, tak jest również opowieścią przede wszystkim o samotności. Samotna jest główna postać, najpierw w swojej rodzinie, potem w małżeństwie; samotna jest jej teściowa, mimo męża u boku; nawet Robert jest samotny (choć on raczej na własne życzenie i sam siebie na pewno tak by nie określił). Jeśli mam być szczera, to zaczęłam rozmyślać nad tym wątkiem i zastanawiać się, czy można do tego stopnia ze sobą nie rozmawiać. Wymianę komunikatów rozmową raczej trudno nazwać, a tylko to bohaterowie potrafili. Przykro było patrzeć, jak nikt nie miał odwagi powiedzieć głośno, co tak naprawdę czuje, co go boli, co go uwiera. Właściwie nie ma się jednak co dziwić, że wszystko się rozsypało; skoro nie umie się najpierw dzielić radości, to jak poradzić sobie z traumą, jeśli przychodzi?

Jak wspomniałam, „Pozytywka” nie jest opowieścią łatwą, nie ma w niej też słodyczy, za to jest wiele smutku i goryczy. I chociaż ostatecznie pojawia się też nadzieja, to jak dla mnie zaznaczyła się ona zbyt mało wyraźnie. A to wszystko przez to, że jakoś zbyt szybko nastał koniec; życie Moniki wykonało kolejną woltę, ale przedstawione jest to w kilku zdaniach. Proporcje wydały mi się tutaj zachwiane, wcześniej tyle uwagi poświęconej uczuciom Moniki, a potem tak istotne zmiany odnotowane skrótowo; wolałabym, żeby autorka jakoś dogłębniej potraktowała epilog. I właśnie z tego względu, ogólny wydźwięk utworu Agnieszki Lis dla mnie jest raczej smutny, niż optymistyczny. Choć lektury oczywiście nie żałuję, bo jest ona dla mnie jedną z tych powieści obyczajowych, które można potraktować jako swego rodzaju drogowskaz: rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać; to musi być podstawa każdej relacji międzyludzkiej, bez tego nie będzie jej na czym zbudować.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

http://czwartastrona.pl/

Wyzwanie: "Grunt to okładka".

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Zgadza się, miejscami można się wzruszyć.

      Usuń
  2. Moje zdanie na temat tej książki już znasz. ogólnie mi się bardzo podobała, jedynie zakończenie mogłoby być bardziej rozwinięte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, gdyby autorka więcej miejsca poświęciła ten "nowej Monice", że tak to ujmę, to nie miałabym się do czego przyczepić.

      Usuń
  3. To powieść zdecydowanie z tych, które mogą przypaść mi do gustu - nawet pomimo tego zakończenia, które nieco burzy całość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to tylko moje i Cyrysi zdanie, nie zrażaj się tym;)

      Usuń
  4. Rekomendacja Bondy intryguje - do tej pory kojarzyłam ją z kryminałami.
    Tylko ten smutek... Najwyraźniej trzeba być w odpowiednim nastroju do lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem tak, trzeba mieć odpowiedni nastrój, żeby lektura nie zdołowała zanadto.

      Usuń
  5. Cóż, nie słyszałam o autorce i nie wiem, czy nie powinnam schować się pod kołdrę ze wstydu? Ta powieść wydaje się mocno ciekawa i nie wątpię, że kiedyś po nią sięgnę.

    Pozdrawiam,
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, myślę, że to jeszcze nie powód, żeby się chować;)

      Usuń
  6. Szkoda, że ostatecznie te proporcje zostały nieco zachwiane. Ale przyznam, że książka mnie interesuje, mam ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Początkowo nie byłam zainteresowana tą książką, el... jednak chciałabym przeczytać. Mimo jej wad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak chciałabym poznać Twoje zdanie, to w końcu obyczajówka, a z ich odbiorem u Ciebie bywa różnie, prawda? ;)

      Usuń
  8. Z kolejnymi recenzjami mój entuzjazm opada, właśnie przez ten dominujący smutek, ale dam szansę książce, gdy wpadnie w me ręce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trzeba tylko wybrać odpowiedni nastrój i nie będzie tak źle:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.