piątek, 20 listopada 2015

Maryla Szymiczkowa "Tajemnica Domu Helclów"



Maryla Szymiczkowa „Tajemnica Domu Helclów”, Znak Literanova 2015, ISBN 978-83-240-3505-2, stron 288

Na głowie profesorowej Zofii Szczupaczyńskiej jest cały dom. Oczywiście, że sama nie gotuje ani nie sprząta, bo od tego ma Franciszkę i co rusz to nowe dziewczyny do pomocy, ale przecież zaplanowanie posiłków, a wcześniej zakupów, wyznaczenie kalendarza porządków - to wszystko samo się nie ogarnie. Do tego cały czas trzeba pamiętać o ich pozycji profesorostwa – mąż pracuje na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu, a ją, jego małżonkę, do czegoś to zobowiązuje. Teraz musi pozyskać fanty na loterię dla dzieci skrofulicznych. W tym celu udaje się Domu Helclów, którego pensjonariusze swoim rękodziełem mogliby wspomóc to zbożne dzieło dobroczynne. W zakładzie panuje akurat niecodzienna atmosfera, ponieważ jedna z mieszkających tam na stałe staruszek zaginęła bez śladu. Szczupaczyńską ogarnia dreszcz ekscytacji, jakiego nie czuła od dawna, i ani myśli z niego rezygnować; nie chce wracać do tej codziennej nudy, jaką jest jej życie. Zofia zaczyna własne śledztwo...

„Tajemnica Domu Helclów” przyciągnęła moją uwagę gatunkiem, bo co jak co, ale kryminał retro wyjątkowo sobie w tym roku upodobałam (w czym największa zasługa Katarzyny Kwiatkowskiej). „Zbrodnia w stylu vintage”, jak chce okładka, pochłonęła mnie na cały dzień, zapewniając mi kawał solidnej rozrywki. Jej kreatorka, Maryla Szymiczkowa, to tak naprawdę dwóch literatów: Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński. Twórczości tego pierwszego autora, pisarza i poety, jeszcze nie znam, ale może przyszedł czas, by to zmienić? Jeśli pozostałe jego książki mają w sobie coś z „Tajemnicy...” – choćby ten przyjemny styl – to jestem bardzo na tak.  

Akcja powieści toczy się w autentycznie działającym od lat Domu Helclów, położonym przy jednej z uliczek, do której łatwo trafić z ulicy Długiej. Aż się teraz dziwię, że przez pięć lat studiów w Krakowie i codziennego pokonywania Długiej, nigdy nie znalazłam się przy tym budynku. W każdym razie w literackiej wersji losów tego przybytku dochodzi do tajemniczego zniknięcia. Jedna z pań rozpłynęła się w powietrzu. Trzeba autorom przyznać, że intryga, jaką zawiązali, jest po prostu mistrzowska. Ani mi w głowie nie postało takie rozwiązanie, jakie zaproponowali. W swoim zawikłaniu w intrygujący sposób nawiązuje do ważnych momentów z historii Galicji.  

Myślę sobie jednak, że nie sama zagadka zniknięcia jest tutaj najważniejsza. Albo może inaczej: ta powieść rozbija się na trzy równoważne elementy - śledztwo, główną postać i Kraków w jego historycznym wydaniu. Bo spójrzmy na Zofię Szczupaczyńską, cóż to za arcyciekawa bohaterka! Mam nadzieję, że nie był to jednorazowy „wybryk” pisarzy, bo naprawdę profesorowa wyszła im pierwszorzędnie. Trudno, rzecz jasna, powiedzieć, że jest to postać z gruntu wzbudzająca sympatię, raczej bym stwierdziła, że jest pocieszna. Pochodzi z Przemyśla, więc tym bardziej intensywnie włącza się do tej gry pozorów, jaką było życie towarzyskie Krakowa końca XIX wieku. „Najważniejsze, co ludzie powiedzą” staje się i jej dewizą, choć dochodzenie, któremu z lubością się oddaje, pochłania ją do tego stopnia, że czasem przestaje jej zależeć; nie wyrzuca sobie nawet za bardzo, że nie zabiegała o to, by jej mąż niósł chociaż wieniec na pogrzebie Matejki. Bywa wścibska, czy może raczej nie bywa, a jest, ale determinacji w osiągnięciu celu jej nie brakuje. Naprawdę bardzo bym sobie życzyła, by znajdująca się na froncie okładki dama w kapeluszu w tym małym kółeczku była zapowiedzią serii, w której profesorowa Szczupaczyńska rozwiązuje kolejne kryminalne zagadki.

I wreszcie Kraków, równoprawny bohater, przestawiony w szczegółach zarówno pod względem topografii, jak i cech charakterystycznych dla jego mieszkańców; te wszystkie plotki, mniejsze i większe intrygi – to doprawdy wyjątkowe, pełne smaczków fragmenty.

„Tajemnica Domu Helclów” okazała się być zaskakująco dobra. Ten literacki pastisz jest kapitalnie skonstruowany i wyjątkowo mocno trzymam kciuki za ciąg dalszy projektu pod tytułem Maryla Szymiczkowa. Moim zdaniem – powodzenie gwarantowane.      

15 komentarzy:

  1. A ja jakoś nie przepadam za kryminałami retro. Miałam okazję kilka takich poznać i szału nie było. Dlatego obawiam się, że powyższa pozycja również nie usatysfakcjonowałaby mój kapryśny gust :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo myślę, że skoro generalnie nie przepadasz za historią, to i kryminał w takim wydaniu Cię nie zadowoli. To może o to chodzi:)

      Usuń
  2. Kryminały retro to nie moja bajka, ale po wielu pozytywnych recenzjach jakie czytałam zdecydowałam się zaryzykować, dlatego książkę mam i niedługo mam w planach. Polecam "Lalę" Dehnela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma ryzyka, nie ma zabawy, czy jakoś tak;) Myślę, że skoro polecasz mi inną powieść Dehnela, to w końcu spróbujesz "go" w takim wydaniu, nawet jeśli to nie jest Twój ulubiony gatunek;)

      Usuń
  3. W sumie lubię retro kryminały, więc i ten powinien mi się spodobać. ;>

    OdpowiedzUsuń
  4. Super dobra, tak dziewczyny namawiały i slusznie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to genialna książka jest. Czy ja kiedyś kogoś namawiałam do złego?:D

      Usuń
    2. A nie mówiłam? Też mówiła, że świetna historia, to mi coś o presji, Kasiek, gadałaś;)
      A rekomendacje Magdy zawsze się sprawdzają, przekonałam się już o tym nie raz:)

      Usuń
  5. Ostatnio czytałam jeden kryminał retro i było ok. Tej książce też dam szansę, gdy sie na nia natknę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam Cię, że ten też jest bardzo ok:)

      Usuń
  6. Mam w planach tę książkę. Uwielbiam klimat kryminału retro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, odpowiednio oddany klimat to jest to, co uwielbiam:)

      Usuń
  7. Chciałabym przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.