środa, 25 listopada 2015

Anna J. Szepielak "Znów nadejdzie świt"


Anna J. Szepielak „Znów nadejdzie świt”, Nasza Księgarnia 2015, ISBN 978-83-10-12754-9, stron 480

Elwira miała to szczęście, że wychowywała się pod okiem swojej prababci. Teraz, gdy już od dawna jest dorosła i oczekuje narodzin pierwszego dziecka, zaczyna żałować, że kiedy dziarska staruszka snuła swoje opowieści z przeszłości, ona nie słuchała zbyt dokładnie, a nawet jeśli słuchała, to nie wszystko było dla niej zrozumiałe. Zresztą była też wtedy zajęta łobuzowaniem i chęcią dołączenia do grupy kumpli jej brata Wojtka. Był również czas, gdy w ich domu mieszkała krewna, Natalia – aż trudno dzisiaj uwierzyć, że kuzynka wybrała taką drogę życiową. Obie kobiety docierają do pewnych tajemnic rodzinnych.

Anna J. Szepielak to autorka, której każdą książkę czytam, choć właściwie do połowy z dotychczasowych czterech miałam uwagi. Najbardziej przypadło mi do gustu debiutanckie „Zamówienie z Francji” i późniejszy „Dworek pod Lipami”; potem przyszedł słabszy – w moich oczach – „Młyn nad Czarnym Potokiem” oraz „Wspomnienia w kolorze sepii” – w tym ostatnim utworze zachwycił mnie wątek historyczny, stwierdziłam nawet, że autorka mogłaby pójść całkowicie w kierunku beletrystyki historycznej, bo naprawdę widać, że doskonale porusza się w realiach z przeszłości. Zastanawiałam się, jaką narrację przyjmie w najnowszej, piątej książce. Z jednej strony miałam obawy, czy kolejny już raz motyw przeszłości nie przesłoni mi tego teraźniejszego, ale z drugiej nie mogłam się doczekać lektury, ponieważ wiodącą bohaterką – z trzech przyjaciółek związanych z małopolskim Czarnym Potokiem, po Marcie i Joannie – miała być wreszcie Elwira, a to właśnie ją polubiłam najbardziej z całej tej trójki. Z ogromną satysfakcją i przyjemnością mogę zapewnić, że „Znów nadejdzie świt” jest napisany tak, jak tego oczekiwałam i tym razem nie będzie z mojej strony żadnych uwag.

W mojej opinii, Anna J. Szepielak wygrała kompozycją. W poprzednich powieściach rozdziały dotyczące czasów zamierzchłych i tych obecnych przeplatały się ze sobą, a przez to ja z pośpiechem „przelatywałam” te drugie, by wrócić w odległy wiek. Tutaj pisarka postawiła na bloki chronologiczne. Zaczynamy od 1867 r., kiedy to jedna z antenatek Elwiry, Karolina, miała sześć lat. I to z jej perspektywy śledzimy wydarzenia w przeważającej większości książki. Chyba nie zdradzę za wiele, jeśli napiszę, że potem na plan pierwszy wychodzi Matylda, matka Elwiry, i dopiero pod koniec ona sama, ze swoim żywiołowym temperamentem i ciążowymi zachciankami. Może w porównaniu do poprzednich tomów, tej akurat przyjaciółce autorka poświęciła stosunkowo najmniej miejsca, ale nie mam żalu, rekompensowała mi to Karolina. Taki układ treści niezmiernie mnie cieszył, mogłam sobie tkwić w powieściowej drugiej połowie XIX wieku i początkach następnego, i nie musiałam się z niego „ruszać”. Potem widziałam, jak Matylda radzi sobie z codziennym życiem u schyłku polskiego komunizmu, by ostatecznie przejść do wyzwania, jakie postawiło życie przed Elwirą. Warto też podkreślić, jak pięknie pisarka połączyła przeszłość ze współczesnością, spięła je wyjątkową klamrą.

Chciałam napisać teraz o fragmencie dotyczącym losów Karoliny i o zasadach, jakimi kierowała się w życiu, ale przecież tak samo postępowała Elwira. Dla Karoliny, która zapoczątkowała dynastię, jak i dla tej, która przyszła na świat tyle lat po swojej przodkini, najważniejsza była miłość i zwykła, codzienna troska o najbliższych. I uczciwe życie, tak by bez obaw patrzeć w oczy sobie i innym ludziom.

Jestem wielce zadowolona, że „Znów nadejdzie świt” dostarczyło mi tylu miłych przeżyć i wzruszeń. Cieszę się także, że mogłam napisać tekst tylko o zaletach, że nie znalazłam niczego, co by mi nie pasowało, co musiałabym uznać za wadę. Ostatni tom sagi o przyjaciółkach, mieszkankach Czarnego Potoku, uważam za najlepszy i warto było nie dać się zwątpieniu po pierwszym. Jestem bardzo zaintrygowana i zaciekawiona tym, nad czym teraz pracuje Anna J. Szepielak, a nie wątpię, że trzyma już coś w zanadrzu. Jestem w stu procentach przekonana, że będzie to coś interesującego, więc lektury jej kolejnej powieści na pewno nie przegapię.   

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia. 

http://nk.com.pl/

15 komentarzy:

  1. Kolejna pozycja, którą chce poznać. Tylko kiedy ja znajdę na to wszystko czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś rozciągacz doby by się przydał;)

      Usuń
  2. Ciekawie, przyznaję. Nie znałam książek tej pani, ale chyba pora to zmienić...

    OdpowiedzUsuń
  3. I mnie książka się spodobała, ale w dalszym ciągu twierdzę, że gdyby tylko autorka zdecydowała się na napisanie powieści w całości osadzonej np. w XIX wieku mogłoby z tego wyjść coś cudnego :) Na spotkaniu w moim mieście autorka zdradziła nad czym pracuje obecnie - relację i odpowiedź znajdziesz u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego samego zdania, powieść osadzona tylko w historycznych realiach na pewno przypadłaby mi do gustu:)
      Idę czytać:)

      Usuń
  4. Znam całą trylogię i jestem nią zauroczona!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma klimat, więc się wcale nie dziwię:)

      Usuń
  5. Mam identyczne odczucia jeśli chodzi o wrażenia z książek autorki, ale skoro mówisz, że "Sepia" ma swoje dobre strony to się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Sepia" ma, i "Świt" też, więc te dwie naprawdę warto:)

      Usuń
  6. Książka już czeka na mojej półce. Czuję, że się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pewnie wstyd się przyznać, ale nie przeczytałam jeszcze ani jednej powieści tej autorki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, są gorsze powody do wstydu;) Nadrobisz i będzie ok;)

      Usuń
  8. Zaczynam czytac Dworek pod lipami i rodzinka nie ma co liczyc na smaczny obiadek.Ja dziekuje autorce za mile spedzone godziny z nosem w ksiazce a moi bliscy beda mieli pecha...

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.