sobota, 7 listopada 2015

„Ja, Fronczewski”, Piotr Fronczewski w rozmowie z Marcinem Mastalerzem



„Ja, Fronczewski”, Piotr Fronczewski w rozmowie z Marcinem Mastalerzem, Znak Literanova 2015, ISBN 978-83-240-2632-6, stron 368


Jestem dzieckiem lat osiemdziesiątych. Moje dzieciństwo to m. in. piosenki z filmów o profesorze Ambrożym Kleksie, a rolę tę zagrał wspaniale Piotr Fronczewski. Potem była jeszcze jedna odsłona muzyczna aktora, czyli Franek Kimono i niezapomniany „King Bruce Lee karate mistrz”; tych piosenek w moim domu też się słuchało. Jednak dopiero z czasem pojawiła się większa świadomość Fronczewskiego jako aktora, choć z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że sympatią darzyłam go od zawsze. Jako że nic się w tym względzie nie zmieniło, chciałam poznać go bliżej, a czy jest coś lepszego dla tego celu, niż wywiad-rzeka? Taką rozmowę przeprowadził Marcin Mastalerz.

Piotr Fronczewski przyszedł na świat w 1946 r. Jego dzieciństwo to Warszawa pełna gruzów, czuła matka - najlepsza przyjaciółka i trochę surowy, zapracowany ojciec. Z jednej strony grzeczny i ułożony chłopczyk, z drugiej uczeń, któremu z nauką nie było jakoś szczególnie po drodze. Swoją karierę – choć mocno dystansuje się on od tego określenia – zaczynał bardzo wcześnie, jeszcze jako dziecko, a szkoła teatralna była naturalną koleją rzeczy, bo nie miał na siebie innego pomysłu. Z aktorskiego „chleba” spróbował wszystkiego: sceny teatralnej, planu filmowego, estrady kabaretowej, grywał w Teatrze Telewizji i serialach; nagrywał płyty z piosenkami i był lektorem audiobooków. Razem z Mastalerzem kroczymy ścieżkami życia zawodowego i prywatnego aktora, od dzieciństwa i najwcześniejszych wspomnień po czasy obecne, które Fronczewski nazywa już starością. 

Tym, co najbardziej rzuca się w oczy w trakcie lektury, jest skromność i pokora aktora. Choć ma na swoim koncie mnóstwo fantastycznych ról i może mieć powody do dumy, nie ma w nim nic z kokieterii czy gwiazdorstwa. Mam zresztą wrażenie, że Piotr Fronczewski należy do pokolenia prawdziwych gwiazd, o których klasie świadczą dokonania sceniczne i wybitne kreacje aktorskie, a nie jedna, byle jaka rola. Fronczewski to marka, a tej nie osiąga się z dnia na dzień, idzie za tym solidna, ciężka praca. No właśnie, praca, to w tych kategoriach aktor traktuje swój zawód – nie widać u niego jakiegoś poczucia posłannictwa, misji, nie; on około osiemnastej wychodzi do teatru, tak jak inny człowiek wychodzi do biura. Owszem, każdy występ to dawanie z siebie wszystkiego, co się da, ale jak sam podkreśla, to tylko praca, a tak naprawdę to są trzy role, które uważa za najważniejsze w swoim życiu: Piotr Fronczewski mąż, syn i ojciec.

Nawet jeśli on sam mówi o tym z dystansem, to nie da się zaprzeczyć, że jego droga sceniczna przypadła na czasy świetności polskiego teatru. Wystarczy tylko wymienić kilka nazwisk, które przewinęły się w opowieściach snutych przez pana Piotra: Kazimierz Dejmek, Gustaw Holoubek, Erwin Axer, Maciej Englert, a w kabarecie Olga Lipińska czy Jan Pietrzak. Liczona w dziesięcioleciach aktywność zawodowa godna pochwały, choć jak już nadmieniłam, sam Fronczewski patrzy na to z wyraźnym przymrużeniem oka.

Oprócz skromności, warta podkreślenia jest szczerość aktora. A myślę, że był w tych rozmowach szczery prawdziwie, nie grał kogoś innego. Świadczyć może o tym pewien epizod z jego życia, o którym mówił wprost, bez owijania w bawełnę, bez wybielania się. Jest wobec siebie krytyczny, mówiąc: „Gdy staję przed lustrem, widzę gościa, któremu mam do powiedzenia właściwie tylko niemiłe rzeczy. Wydaje mi się, że mógłbym i powinienem być lepszy (...). Żyłem, pracowałem, kochałem, starałem się, a wyszło jak wyszło. Myślę po prostu, że mogłem być lepszym człowiekiem” (str. 325). I choć w innym miejscu padają takie słowa: „Jestem cały z niepewności. Z lęku. Różnych smutków, smuteczków, melancholii i zadumy” (str. 8), to jednak poczucia humoru raczej mu nie brakuje. Sądzę, że udało się Marcinowi Mastalerzowi ukazać złożoność charakteru i osobowości swojego rozmówcy.

„Ja, Fronczewski” to publikacja na jedno, ale wyjątkowe popołudnie. Piotr Fronczewski objawił mi się jako człowiek mądry, sympatyczny i ciepły, taki zwyczajny. Teraz wiem już trochę więcej, co myśli o świecie, co go dotyka, co jeszcze chciałby zrobić na polu zawodowym. Ta książka mnie nie zawiodła i uważam, że naprawdę warto znaleźć dla niej trochę czasu. Polecam nie tylko miłośnikom polskiego kina, ale wszystkim tym, którzy cenią sobie rozmowy z ludźmi mającymi coś do powiedzenia.    

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,5791,Ja-Fronczewski



30 komentarzy:

  1. Bardzo mnie do książki zachęciłaś. Oczywiście lubię aktora, ale zastanawiałam się, co też nowego ta książka wniesie do życia. Ale widzę, że wniesie, bo lubię opowieści skromnych ludzi, skromnych - a takich wybitnych. Przypomina mi to wywiad-rzekę z Krzysztofem Kowalewskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie zastanawiałam, czy ta książka coś do mojego życia wniesie, po prostu chciałam wiedzieć, co aktor ma do powiedzenia;)

      Usuń
  2. A mnie się objawił jako człowiek nietaktowny (romans z Joanną Pacułą).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tego tak nie odebrałam, w książce jej nazwisko nie pada, to media tak rozdmuchały ten wątek i zrobiły z niego sensację - dowiedziałam się od tym właśnie z jakiegoś portalu informacyjnego, jeszcze przed lekturą książki.

      Usuń
    2. Dokładnie, w książce nie ma nazwiska podanego. Ja też się dowiedziałam tego z internetu, gdzieś tam rozdmuchano całą sprawę, natomiast w książce w ogóle bardzo niewiele jest o sprawach osobistych i to tak bardzo ogólnie opisane. Przede wszystkim tematy zawodowe zostały poruszone.

      Ps. Ja też już skończyłam, recenzja napisana, ale opublikuję dopiero za kilka dni, bo mam wcześniejsze teksty jeszcze:) Znowu mnie ubiegłaś.

      Usuń
    3. Rozdmuchano do tego stopnia, że to było na stronie jakiegoś portalu, a nie serwisu plotkarskiego, żaden tam pudelek czy inny zwierzak.

      Niechcący;) U mnie też musiał swoje odczekać, także mam kolejkę tekstów:)

      Usuń
    4. To fakt, jednak jak ktoś lubi, interesuje się, od razu wie, o kogo chodzi...

      Usuń
    5. Ja go lubię, a mimo tego nie wiedziałam. W tej kwestii chyba się nie dogadamy i każda pozostanie przy swoim zdaniu;)

      Usuń
  3. Ciekawe, nie powiem. Aktora lubię, może dlatego powinnam przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytam biografii, autobiografii i wywiadów-rzek, ale dla pana Kleksa zrobiłabym wyjątek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autobiografii też nie lubię, ale wywiad-rzeka czasem mi się zdarzy;)

      Usuń
  5. Nie interesuje mnie postać Piotra Fronczewskiego, dlatego jednak nie skuszę się na powyższą pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wstyd się przyznać, ale mnie książka w ogóle nie zachęca. Lubię Fronczewskiego jako aktora, ale jakoś nie ciekawi mnie jako człowiek, co dziwne, przyznaję... Może kiedyś się to zmieni i sięgnę po te pozycję... Niestety póki co: mam co czytać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w każdym razie polecam, ale decyzja, oczywiście, należy do Ciebie:)

      Usuń
  7. Fronczewski to mój ulubiony aktor z Pana Kleksa, z King Bruce Lee - i ten jego głooos :) Muszę zdobyć tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że nie tylko ja mam sentyment do aktora w tych wcieleniach:)

      Usuń
  8. Książkę już mam. Fronczewski to facet z klasą, z prawdziwego zdarzenia. Będę oczywiście czytać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam Fronczewskiego, więc chętnie bym przeczytała tę książkę. I to pomimo tego, że nie przepadam za biografiami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do biografii, to może i na Ciebie przyjdzie pora;)

      Usuń
  10. Cenię sobie pana Piotra właśnie za tę pokorę i stosunek do życia. Z wielką chęcią przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wywiad tylko utwierdzi Cię w stosunku do niego:)

      Usuń
  11. Ach, pamiętam pana Kleksa... Rozmarzyłam się :-).
    Kilka dni temu widziałam zapowiedź tej książki w programie śniadaniowym i nawet opowiadałam Teściowej, że tak mnie Fronczewski ujął swoją skromnością, że z chęcią sięgnęłabym po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      W książce też tę skromność widać:)

      Usuń
  12. Byłam na spotkaniu autorskim Fronczewskiego, to bardzo skromny człowiek. Książką stoi na półce, na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo chciałabym przeczytać tę książkę. Fronczewskiego zawsze ceniłam jako aktora, poza tym ma wspaniały głos :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.