poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Marcin Ciszewski "Wiatr"



Marcin Ciszewski „Wiatr”, Znak Literanova 2014, ISBN 978-83-240-2508-4, stron 400

Jakub Tyszkiewicz nie potrafi powiedzieć, jak to się dzieje, ale czuje, że swoją żonę Helenę kocha z każdym dniem coraz mocniej. I tak właściwie to ostatnie chwile starego roku i pierwsze nowego chciałby spędzić tylko z nią. Wcale nie ma szczególnej ochoty na imprezę na Kasprowym Wierchu, zwłaszcza że poza swoim partnerem Staszkiem Krzeptowskim nikogo nie zna, więc jaką ma gwarancję, że towarzystwo przypadnie sobie do gustu i zabawa będzie udana?

Od początku wszystko idzie nie tak, jak miało wyglądać. Zaczyna się od samej podróży na szczyt. Warunki pogodowe są straszne, wieje silny wiatr, który wagonikiem kolejki buja jak zabawką. Jakoś docierają jednak na górę i poza pogodą nic nie zapowiada dramatu. Do czasu. Jedna z bawiących się kobiet zostaje zaatakowana. Przez kogo? Zaniepokojenie wzbudza też fakt, że na górę zmierza ekipa serwisowa. Ale po co? Niedługo później w budynku gaśnie światło. A wiatr wcale nie ustaje...

Najpierw zrobił mi to Zygmunt Miłoszewski, a teraz tego samego dokonał Marcin Ciszewski. Co? Ano to, że po lekturze „Bezcennego” i teraz „Wiatru”, co najmniej trzy razy bym się zastanowiła, zanim wsiadłabym do jakiejkolwiek kolejki górskiej, a do tej na Kasprowy Wierch to już w szczególności. W „Wietrze” Ciszewski wprawdzie przestawia wjazd w okolicznościach, w których w ogóle nie powinien się odbywać – czyli w rzeczywistości na pewno nikt by do niego nie dopuścił, bo są określone procedury i dopuszczalne warunki – ale nie tylko o to chodzi. Jego opisy są tak sugestywne i działające na wyobraźnię, że jak żywe stawały przed oczami te lasy, skały i przepaści, a przede wszystkim wysokości, a to rodziło dreszcze biegnące po plecach. I to prowadzi do zasadniczego wniosku: autor wie, jak trzymać czytelnika w napięciu. I robi to od początku do samego końca. A dysponuje w tym zakresie kilkoma solidnymi atutami. Już sam fakt spędzania Sylwestra w niecodziennych okolicznościach może budzić niepokój. Przy ówczesnych warunkach wrażenie całkowitego odcięcia od świata wcale nie jest nie na miejscu. Kolejna rzecz to zbieranina w gruncie rzeczy przypadkowych osób, o których wie się niewiele, a już na pewno nie to, jak zachowają się w sytuacji próby. Wreszcie patrząc od strony uczestników imprezy, to kto tak naprawdę jedzie do nich na górę, skoro oni sami ledwie się tam dotoczyli, a warunki, wiatr i mróz, jeszcze bardziej się pogorszyły. No i na koniec to, co sygnalizowane jest już od prologu, cała akcja, której faktyczne rozmiary pojmujemy dopiero na ostatnich stronach, uzmysławiając sobie jednocześnie przewrotny zabieg autora. Podsumowując więc jednym zdaniem: „Wiatr” naprawdę wciąga, a przy tym świetnie się go czyta, dzięki potoczystemu językowi, jakim posługuje się Ciszewski. Miałam okazję poznać już jego pióro przy okazji „Szakala”, rozpoczynającego serię z Krügerem, więc wiedziałam, że mogę spodziewać się sprawnie poprowadzonej narracji.

Najpierw był „Mróz”, potem „Upał”, jest więc „Wiatr” ostatnią z powieści, których bohaterem jest nadkomisarz Jakub Tyszkiewicz, pracujący w Wydziale Terroru Kryminalnego i Zabójstw Komendy Stołecznej. Jak więc widać, można czytać zupełnie nie po kolei bez uszczerbku na wiedzy o i sympatii do głównej postaci. Tym bardziej że w sumie zaczyna się go lubić już na dzień dobry. Jest typem bohatera, którego przygody chce się śledzić, co tylko świadczy o tym, jak dobrze został zbudowany.

Marcina Ciszewskiego poznałam najpierw w wydaniu historycznym, natomiast „Wiatr” pokazał mi, że równie dobrze autor radzi sobie w realiach współczesnych. Co tu dużo mówić, facet umie pisać i nie mam najmniejszego zamiaru odmawiać sobie kolejnych jego książek. Bo niby dlaczego rezygnować ze świetnej rozrywki? 

Wzywanie: „Polacy nie gęsi”.

15 komentarzy:

  1. Bardzo bym chciała poznać prozę Marcina Ciszewskiego i mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jeszcze nie poznałam prozy tego autora. Widzę jednak, że czeka mnie dużo dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się w 200% - co prawda czytałam w odwrotnej kolejności (najpierw "Wiatr" a potem "Krugera"), ale to nie zmienia faktu, że Ciszewskiego chcę więcej i więcej. A "Wiatr" jest doskonałą lekturą na te upały - przyda się trochę "gęsiej skórki" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, wiatr i jakieś dreszczyki mile widziane;)

      Usuń
  4. Uuu, te opisy po których czuje się dreszcze o dziwo mnie przekonują i przyciągają! Kurcze, za każdym razem, gdy idę do Empiku czy Matrasa to widzę książki tego autora i dziwię się, że jeszcze żadnej nie mam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, no wiesz, ja też się dziwię;) Może chociaż biblioteka? :)

      Usuń
  5. Ciiiiiicho tam. Nie przypominaj mi o tym, że wciąż nie przeczytałam żadnej książki tego pana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udajemy, że nie widziałaś tego posta;)

      Usuń
  6. Kolejne nazwisko, którego jeszcze nie znam, a sądząc po Twojej opinii, sporo tracę na tej nieznajomości. Oj trzeba będzie wygrać w totka i nadrobić braki w znajomości dobrych polskich współczesnych autorów, zwłaszcza, że lubię takie klimaty! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znajdziesz sposób na wygranie w tego totka, to podziel się, bardzo Cię proszę;)

      Usuń
  7. Dobrze, że jeszcze nie czytałam, bo chciałabym jeszcze w tym roku wsiąść do kolejki górskiej :)) A tak serio, to oczywiście i ja mam chęć na poznanie twórczości tego pana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo ciekawa, czy Twoje wrażenia byłyby podobne;)

      Usuń
  8. Czytałam wszystkie trzy tomy i dla mnie rewelacja.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.