środa, 18 marca 2015

Márius Serra "Plany na przyszłość"


Márius Serra „Plany na przyszłość”, Pascal 2015, ISBN 978-83-7642-449-1, stron 350

 Maria, Àngels i Ferran Carbona są rodzeństwem, które tworzy trójkąt skupiony wokół ich kuzyna, Ferriego. Chłopiec jest niepełnosprawny i według lekarza „nie warto się nawet wysilać przy czymś takim. Wszystko, co zrobicie, pójdzie na marne” (str. 32). Zapowiedział matce, że „cokolwiek by się nie działo, jej syn nigdy nie będzie taki jak inne dzieci. Że tak już będzie zawsze. To znaczy, że nigdy nie będzie chodzić ani mówić, ani czytać, ani pisać. Ręce nigdy nie przydadzą mu się do niczego pożytecznego, ponieważ zawsze będzie kaleką i tylko kaleką” (tamże). Cała czwórka w tym czasie stanowiła już prawie rodzeństwo, a rodzina naznaczona była brakiem mężczyzn: ojciec Ferriego umarł, a tata pozostałej trójki zniknął i nikt nie wiedział, co się z nim stało. Matka Ferriego, po śmierci swojej siostry, musiała zaopiekować się nie tylko swoim upośledzonym dzieckiem, ale i jego krewnymi, stając się dla nich „ciomcią”.


Wbrew postawionej diagnozie, któregoś dnia Ferri przemówił. Mało tego, że wydał głos, on poprawił swojego starszego kuzyna, któremu w trakcie czytania jedno ze słów sprawiło trudność. Na pytanie zszokowanych bliskich, jak nauczył się mówić i czytać, odpowiedział z prostotą, że lubi. Rzeczywiście chłopiec nie poruszał się sam i w każdej czynności potrzebował pomocy, ale okazało się, że jego rozwój intelektualny nie tylko jest w normie, ale jeszcze gwałtownie przyspiesza. Błyskawicznie od prostych wierszyków przeszedł do działań matematycznych i to one stały się całym jego światem. A wydający skreślającą go diagnozę doktor pewnie by nawet nie pomyślał, że to „coś”, z którego nic miało nie wyjść, zostanie matematycznym geniuszem. I że czeka go międzynarodowa sława i uznanie...

Márius Serra, hiszpański pisarz i autor krzyżówek, w swojej najnowszej książce przybliża postać Ferrana Sunyera Balaguera, samouka, geniusza o ścisłym umyśle, który w publikacjach z dziedziny matematyki potrafił znaleźć błędy, poprawiane później przez ich autorów. Z kart niniejszej lektury wyłania się obraz fascynującego człowieka, który na przekór trudnościom nigdy się nie poddawał. I trochę wstyd, że wcześniej nic o nim nie wiedziałam, albo że w ogóle wiedza o nim nie jest powszechna. Tym bardziej więc się cieszę, że powstała książka jemu poświęcona – zbeletryzowana biografia – i że miałam szansę ją poznać.

Choć oczywiście „Plany na przyszłość” dotyczą Ferriego, to jednak dla mnie jest to przede wszystkim opowieść o rodzinie i o tym, jak wielką siłę potrafi ona dawać. Mawia się czasem złośliwie, że sukces ma wielu ojców, ale w przypadku Sunyera jest to swoista prawda, tyle że nie o ojców, a o kuzynów chodzi. Bez pomocy ich i swojej matki, którzy go mobilizowali – choć to akurat nie było skomplikowanym zadaniem - i dostarczali pożywki dla umysłu, jego wiedza i talent nie miałyby szansy zabłysnąć na szerokim forum publicznym. Czy ze strony rodziny było to poświęcenie? Nie, to była miłość. Szczególnie Maria i Àngels były zawsze przy kuzynie, jak cień, wierne i nieodstępujące. I najpiękniejsze w tym wszystkim było to, że przychodziło im to tak naturalnie, nie wyobrażały sobie, że mogłoby być inaczej. A przecież obydwie, choć może Maria bardziej, zmagały się z traumą śmierci matki i zniknięcia ojca. Matka odeszła na dobre, ale nie wiadomo było, co dzieje się z nim. Te ciągłe domysły, czy w ogóle żyje, to wypatrywanie jego twarzy wśród setek innych męskich twarzy... Nigdy nie przestały go kochać, choć niełatwe to było uczucie. Ale miały coś – chyba cała rodzina to miała – co pozwalało im godnie mierzyć się z każdym nowym dniem, choć nieraz przecież bywali w trudnej sytuacji. To była nadzieja, wiara w to, że los szykuje jeszcze dla nich coś dobrego. To one pozwalały im cieszyć się chwilą, znajdować jasne punkty w tym, co tu i teraz, w tym, że byli razem.  

W fabule, a tym samym i życiorysie Ferriego, na szczególną uwagę zasługują dwa wątki, które można by rozciągnąć szerzej na sytuację i miejsce osób niepełnosprawnych w społeczeństwie. Pierwszy z nich to diagnoza lekarza, jaką usłyszała matka chłopca. Nie wiem, czy brzmiała ona dosłownie tak samo, ale nietrudno sobie wyobrazić, że faktycznie mogło tak być i że zdarza się nadal w rzeczywistości. Słyszy się przecież o lekarzach, którzy brutalnie potrafią odebrać ostatnie skrawki nadziei i doprowadzić do czyjegoś załamania. Czy nie jest czasem tak, że stawiają się oni na pozycji wszechwiedzącego Boga? Ile jest przypadków osób, jak Ferri, które zostały już przekreślone, a jednak sobie poradziły, choćby tylko na miarę swoich ograniczonych możliwości? Oczywiście nie twierdzę, że takich medyków nie da się zrozumieć, bo może wolą od razu postawić sprawę jasno i przygotować na najgorszy scenariusz; ale z drugiej strony, może któryś rodzic potrzebuje wiary w cud i to ją należy mu zapewnić; nawet jeśli miałby się łudzić, ale to mogłoby dać mu siłę do zmagań z chorobą swego dziecka, to dlaczego mu tego nie zapewnić?

Druga sprawa to kłody pod nogi rzucane Ferriemu i jego rodzinie przez szeroko rozumiane władze. W „Planach...” w grę wchodzą jeszcze realia polityczne ówczesnej Hiszpanii, uniwersytet jest frankistowski, a Sunyerowie i Carbona nie zrezygnowali nigdy z języka katalońskiego, ale w to nie chcę się tutaj zagłębiać, ponieważ nie mam szczegółowej wiedzy na temat tego wycinka dziejów. Ale w wymiarze ogólnym to znów chyba temat uniwersalny. Osoby niepełnosprawne ciągle mają pod górkę. Nie dość, że muszą walczyć z własnymi ograniczeniami, to jeszcze z tymi stawianymi przez świat zewnętrzny. I nie chodzi tylko o te architektoniczne, ale może przede wszystkim o mentalne. Środowisko niepełnosprawnych nadal jest postrzegane jako grono osób niepełnych, czasem wręcz gorszych od innych. Nie przeczę, dużo się dla nich robi, ale to ciągle za mało. Tak sobie myślę, że każda osoba stykająca się z niepełnosprawnymi powinna kierować się zasadą: po pierwsze – nie szkodzić. I chcę wierzyć, że ci, którym zdarza się jednak utrudniać chorym życie, robią to bardziej z bezmyślności. Bezmyślność łatwiej przyjąć do wiadomości i naprawić, niż złośliwość...

„Plany na przyszłość”, jak widać, są lekturą skłaniającą do wielu refleksji. Wbrew pozorom jednak, nie jest to historia wzbudzająca tylko smutek i przygnębienie, ona skrzy się od optymizmu i humoru. Potrafi wywołać i uśmiech, i wzruszenie. Pokazuje, że zawsze jest nadzieja i choćby było źle, to warto walczyć. Uświadamia, jak bardzo bogaty jest ten, kto ma przy sobie kochających bliskich. Ich miłość i okazywane na co dzień wsparcie mogą stanowić najcenniejszy w życiu skarb.    

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Pascal.

http://ksiegarnia.pascal.pl/ksiegarnia.php


18 komentarzy:

  1. Miałam okazję poznać tę książkę, ale z niej zrezygnowałam, ponieważ byłam przekonana, że to historia wzbudzająca tylko smutek i przygnębienie, a ja obecnie potrzebuje czegoś bardziej rozrywkowego. Niemniej widzę, że moje obawy były nieuzasadnione, dlatego być może kiedyś jeszcze dam szansę tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście początkowo można odnieść wrażenie, że będzie tylko smutno, ale na szczęście łatwo dostrzec też drugie dno:)

      Usuń
  2. Ciekawa historia i do tego hiszpańskiego autora, a jakoś mnie ciągnie ostatnio w kierunku Hiszpanii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli pozycja w sam raz dla Ciebie;)

      Usuń
  3. Sama nie wiem, chcę czy nie chcę? Może kiedyś..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro się zastanawiasz, to znaczy, że jeszcze nie czas;)

      Usuń
  4. Generalnie podobnych książek nie czytam, więc chyba i tym razem nie będę się rozglądać za tytułem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że książka wywołuje tak wiele emocji, tych dobrych i tych złych. Będę ją mieć na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robi wrażenie tym bardziej, że jest oparta na faktach.

      Usuń
  6. Nie ten moment życia, że się skupiać na refleksjach... ale ostatecznie nie mówię nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tam lubię od czasu do czasu się refleksjom pooddawać;)

      Usuń
  7. Pierwszy raz widzę ten tytuł, ale narobiłaś mi niemałej ochoty na tę lekturę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę więc być z siebie dumna;)

      Usuń
  8. Czy któraś z Was wie w jakim regionie Hiszpanii odgrywana jest cała akcja?

    OdpowiedzUsuń
  9. Strasznie chcę mieć tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za powodzenie w jej zdobyciu:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.