sobota, 21 marca 2015

Jerzy Kisielewski "Pierwsza woda po Kisielu"



Jerzy Kisielewski „Pierwsza woda po Kisielu. Historie rodzinne”, Czerwone i Czarne 2014, ISBN 978-83-7700-166-0, stron 352

W niemal każdej publikacji dotyczącej czasów Polski Ludowej, którą miałam okazję czytać, pojawiało się nazwisko Stefana Kisielewskiego jako ironicznego komentatora ówczesnej rzeczywistości. Z czasem, im więcej razy rzucało mi się ono w oczy, tym mocniej rodziła się potrzeba poznania go lepiej, dowiedzenia się czegoś nowego; chciałam jednak zacząć od jakiejś pozycji na jego temat, jego twórczość zostawiając sobie na później. Niedługo potem zobaczyłam gdzieś informację o książce jego syna, tłumacza, dziennikarza radiowego i prasowego, szerszemu gronu kojarzonego chyba przede wszystkim z programu „Kawa czy herbata”. Pomyślałam, że może to jest to. Dłuższa chwila oczekiwania na egzemplarz biblioteczny i oto jest.

Na początek muszę uściślić, że z wielkim dystansem podchodzę do książek o znanych osobistościach naszej kultury pisanych przez ich dzieci – zawsze towarzyszą mi myśli, na ile wspomnienia w nich zawarte są obiektywne, a ile w nich chęci zbudowania pomnika, przemilczenia niewygodnych faktów lub wybielenia tych, które opinii publicznej są już znane. Z tego powodu wolę biografie pisane przez osoby obce, niepołączone ze swoimi postaciami więzami krwi. Jednak dla Kisielewskiego zrobiłam wyjątek i absolutnie tego nie żałuję. Jego książka jest po prostu świetna, rewelacyjnie się ją czyta i gdyby tak człowiek się sprężył, to zajęłaby mu ona jedno popołudnie – ja podzieliłam sobie lekturę na dwa razy, bo wcale nie chciałam się z nią rozstawać.

Myślę, że podtytuł „Historie rodzinne” jest tutaj wyjątkowo na miejscu. Autor pisze nie tylko o swoim ojcu, ale też i bracie, pianiście, połówce duetu Marek i Wacek (mój tata ma jedną z ich płyt, winylową; gdy dziś posłuchałam niektórych ich kompozycji, wspomnienia wróciły; swoją drogą to fascynujące, co potrafi zapamiętać małe dziecko, i to, że po latach, jako dorosły człowiek, kojarzy utwory muzyczne kiedyś słuchane); obecni są także pozostali członkowie rodziny, choć w mniejszym stopniu. Ale to jeszcze nie wszyscy bohaterowie „Pierwszej wody...” – przez dom i życie Kisielewskich przewinęli się inni wielcy, by wymienić tylko Gałczyńskiego, Jerzego Waldorffa, Ireneusza Iredyńskiego. Nie brakowało również innych „oryginałów”, siłą więc rzeczy Pan Jerzy sypie anegdotami jak z rękawa. Parę razy zdarzyło mi się głośno roześmiać, czasem pojawił się uśmiech sympatii, a miejscami nuta żalu odczuwana razem z autorem – wszystko razem składa się na wielokolorową mozaikę. I jest tak, jak w życiu: czasem śmiech, czasem łzy.

„Pierwsza woda...” nie ma formy typowej biografii. To raczej spora garść wspomnień, luźnych skojarzeń, obrazów, które jednocześnie stanowią sedno losów rodziny Kisielewskich, takie odniosłam wrażenie – że jeden z nich opisał to, co najważniejsze, uchylając tym niejako furtkę do ich świata. Oczywiście, że mógł napisać więcej, i na pewno by mi to nie przeszkadzało, ale wydano przecież inne pozycje poświęcone tej familii, a ta ma właśnie tę zaletę, że przedstawia fakty z perspektywy osobistej. Moje obawy, o których pisałam na początku, nie miały w tym przypadku racji bytu – pozostanie we mnie przeświadczenie, że syn zaprezentował swojego ojca takim, jakim był naprawdę, z wadami i zaletami, a przede wszystkim – ze specyficznie objawiającym się czasem poczuciem humoru.

Do tej pory Wydawnictwo Czerwone i Czarne ceniłam za publikacje Sławomira Kopra; potem pojawiła się „Towarzyszka panienka” i „Rodzina” Moniki Jaruzelskiej (a teraz czekam niecierpliwie na kolejną – „Oddech”), które wspominam miło jako świetnie napisane wspomnienia. Teraz do grona tych autorów dołączam Jerzego Kisielewskiego. Brawa dla Wydawnictwa za konsekwentną politykę wydawniczą i współpracę z ciekawymi ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia i przekazania.

Nie wiem, czy lekkość pióra Jerzy Kisielewski odziedziczył po ojcu, ale na pewno nie można mu jej odmówić. „Pierwsza woda po Kisielu” idealnie trafiła w mój gust, dlatego też mogłabym zachwycać się nią długo, ale nie chcę stać się nudna, więc krótka piłka: gorąco zachęcam do lektury.   

Wyzwanie: „Polacy nie gęsi”.

8 komentarzy:

  1. Zapytam się mojego taty, czy będzie zainteresowany tą publikacją, gdyż ja osobiście wolę innego rodzaju książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałaś kiedyś, że lubi czytać o PRL-u, więc myślę, że ta też mogłaby mu przypaść do gustu:)

      Usuń
  2. Przyznam, że sama chyba raczej nie zajrzę. Ale polecę mojemu wujkowi, powinna go ta książka zainteresować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwarantuję, że to świetna lektura:)

      Usuń
  3. Niestety nie do końca moje klimaty czytelnicze ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kisiel był genialny! Osobowość, jakich mało. Bardzo bardzo inteligenty, uszczypliwie ironiczny, bardzo oryginalny z wielkim - i słynnym - poczuciem humoru. A kiedy trzeba także oczywiście bardzo poważny. Poczucie humoru było jego bronią na małe i duże "przykrości" systemu. Polecam jego felietony. Na początek najlepiej te wydane pod tytułem "Felietony pod choinkę", choć tytułu nie jestem pewna, ale coś w tym stylu. A i w przeglądarce można sobie wybrać sporo. Polecam znaleźć "Felieton o tubce z klejem" czy jakoś tak. Boska rzecz. Książki - powieści Kisiela też polecam, choć już ostrożniej, bo z tym różnie bywa, ale bardzo warto.
    A z powieści dzieci o słynnych rodzicach bardzo, bardzo, bardzo polecam książkę Tomasza Lema o jego ojcu, tytuł chyba brzmi jakoś tak "Powszechna teoria ciążenia"? Jakoś tak. Genialna książka o przeoryginalnym człowieku. A ubaw po pachy!
    A książkę, o której piszesz, muszę koniecznie przeczytać. A nawet nabyć. Też koniecznie! Dziękuję za recenzję.
    Pozdrawiam ciepło:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja Ci dziękuję za komentarz, postaram się teraz zastosować do Twoich rad:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.